67. Turniej Czterech Skoczni już za nami!

Dawid Kubacki, Oslo 2018 (Turniej Czterech Skoczni)

67. Turniej Czterech Skoczni przeszedł do historii za sprawą Ryoyu Kobayashiego. Japończyk, obok Svena Hannavalda i Kamila Stocha, dołączył do elitarnego grona skoczków, którzy wygrali wszystkie cztery konkursy. A jak wypada ocena samego cyklu i poszczególnych zawodników? Opowiemy o tym w rozmowie redakcyjnej.

Osiem dni wielkiego narciarskiego święta za nami. Pasjonowaliśmy się czy Ryoyu Kobayashi utrzyma formę i wygra wszystkie konkursy, jaką dyspozycję zaprezentują Polacy i czy dopisze pogoda.

Konrad Knoch: Właśnie zakończył się 67. Turniej Czterech Skoczni. Pierwszy etap Pucharu Świata mamy już za sobą. Co możemy powiedzieć o skokach na początku nowego roku?

Wojciech Danielewski: Przede wszystkim, Turniej utwierdził nas w przekonaniu co do wyśmienitej i życiowej formy Ryoyu Kobayashiego. Japończyk, bez względu na to czy są to zwykłe zawody Pucharu Świata czy prestiżowy turniej, potrafi skoncentrować się na swoim zadaniu i oddać najlepsze skoki. Na ten moment skacze w innej lidze niż reszta zawodników i nic nie wskazuje na to, żeby coś z tej formy stracił w kolejnych zawodach. TCS pokazał, że rządzi się swoimi prawami i skoczkowie prezentujący wysoką dyspozycję przed cyklem niekoniecznie prezentują wyśmienite skoki na tej imprezie. Zawodnicy, na których stawialiśmy w turnieju, oprócz niesamowitego młodego Japończyka, tacy jak: Karl Geiger, Andreas Wellinger, Johann Andre Forfang i Piotr Żyła zawiedli. Podsumowując, 67. Turniej Czterech Skoczni zweryfikował aktualne rozstawienie sił w Pucharze Świata, pokazał kto potrafi wygrać z presją na ważniejszych zawodach oraz że do ścisłej światowej czołówki zaczynają wchodzić młodzi zawodnicy.

Mam wrażenie, że nasi reprezentanci skakali bardzo nierówno. Czy możemy mówić o niedosycie ze strony Polaków?

Nie jest to może rozczarowanie, ale brakowało błysku w skokach naszych rodaków. Piotra Żyłę prawdopodobnie przygniotła presja jaka na nim ciążyła po wyśmienitych występach na początku sezonu. Kamil Stoch oddawał solidne próby, jednak jak sam przyznał, wkradły się błędy, które wprowadziły trochę chaosu w jego skokach. Niespodziewanie liderem naszej kadry w trakcie turnieju został Dawid Kubacki, który zaprezentował się wprost wyśmienicie, z wyjątkiem zawodów w Innsbrucku. Na słaby występ w Turnieju Jakuba Wolnego i Stefana Huli na pewno złożyło się kilka rzeczy. Pojawiające się błędy, nieoptymalna dyspozycja oraz niekiedy warunki na skoczni zaprzepaściły ich walkę już w pierwszych seriach rozgrywanych w systemie KO. Nie da się ukryć, że aktualnie największy problem trenera Horngachera to forma Macieja Kota. Błąd, jaki popełnia w trakcie skoku, coraz częściej potrafi już zniwelować lub całkowicie wyeliminować. Większy problem prawdopodobnie „siedzi” w głowie. Maciej potrzebuje tzw. przełomowego skoku, który wprowadzi lekkość i pewność siebie. Wydaje się, że z każdym kolejnym skokiem przybliża się właśnie do tego przełomu.

Co możemy powiedzieć o pozostałych reprezentacjach?

Moim zdaniem żadna kadra jako całość nie wypadła rewelacyjnie. Więcej było niestety rozczarowań. Na pewno jako cała drużyna dobrze zaprezentowali się Niemcy. Pokazali, że nie tylko jednostkowo, ale i jako cała grupa są bardzo silni. Zresztą wyprzedzili nas w Pucharze Narodów. Przed Turniejem typowaliśmy Karla Geigera i Andreasa Wellingera jako tych najlepszych. Sytuacja diametralnie się zmieniła i to Stephan Leyhe oraz Markus Eisnebichler stanęli na czele całej stawki. Patrząc na końcową klasyfikację całego turnieju i miejsca w pierwszej 10., to Polska wydaje się być tą drużyną, która również zaprezentowała się dość solidnie. Największe rozczarowanie to na pewno drużyna Norwegii oraz Austrii. Po pierwszych zawodach TCS można było się spodziewać, że Norwegia za sprawą Andreasa Stjernena wraca na mistrzowskie tory. Niestety, nie wytrzymał on presji w ostatnim konkursie i nie stanął na podium. Honoru Austriaków próbował ratować Stefan Kraft jednak i on zaliczył wpadkę w drugim konkursie cyklu.

Jak oceniasz organizację Turnieju? Znowu pojawiły się wątpliwości przy okazji sędziowania, problemy z systemem KO, czy kontrowersje nagłej zmiany belki dla Kamila Stocha?

Patrząc na cały TCS ze strony organizacyjnej nie można mieć raczej większych zastrzeżeń. Serie treningów, kwalifikacji oraz zawodów odbywały się w większości bardzo płynnie. Nie było problemów z przytrzymywaniem zawodników na belce startowej. Ostatni etap turnieju na pewno przysporzył dużo pracy i nerwów organizatorom. Skocznią w Bischofshofen w dniu treningów i kwalifikacji zawładnęła śnieżyca, z powodu której sobotnie skoki odwołano. Komunikacja między zawodnikami i organizatorami przebiegała jednak bardzo sprawnie, dlatego zawodnicy nie musieli podróżować bez celu na skocznię. Niestety dzień przesunięcia zmusił FIS i organizatorów do rezygnacji z serii KO ze względu na logistykę całego dnia. Taka zmiana oczywiście nie jest niczym nowym. Regulamin tego nie zabrania i nie raz zdarzyło się to w historii rozgrywania turnieju.

Najwięcej kontrowersji i obaw wywołało to, co wydarzyło się w Innsbrucku. Zwłaszcza, że na przełomie lutego i marca mają odbyć się tam mistrzostwa świata. Ogromne dyskusje wzbudziła całkiem niezrozumiała decyzja jury o podniesieniu rozbiegu między innymi dla Kamila Stocha, a potem powtórnym obniżeniu dla ostatnich zawodników. Według naszych spekulacji i obliczeń, ta zmiana mogła zaważyć na końcowym rezultacie Kamila. Co do rozbiegu i belki na omawianej skoczni, kontrowersje wzbudził też fakt, że ze względu na panujące warunki wietrzne „zabrakło belki”. Po kwalifikacjach na skoczni Bergisel FIS, na czele z Walterem Hoferem, nakazał „dorobienie” dodatkowej belki o numerze 0 i -1. To pokazuje jak skoki narciarskie się rozwinęły i możliwe jest oddawanie bardzo dalekich prób z najniższego rozbiegu. Z drugiej strony pojawiają się pytania, czy infrastruktura nadąża za rozwojem dyscypliny. Kolejnym problemem na jaki mogą napotkać zawodnicy na zbliżających się Mistrzostwach Świata to stan i przygotowanie zeskoku na tej skoczni. Co roku pojawiają się liczne głosy krytyki co do tego, jak obiekt jest przygotowany i jak naraża zawodników na potencjalne wypadki oraz kontuzje.

Czy na TCS pojawiły się jakieś nowiki techniczne? W telewizji nieustannie pokazywano kąt odbicia skoczków narciarskich, który podobno optymalnie ma wynosić 140 stopni. Z moich obserwacji wynika jednak, że prawie nikt nie osiągał takiego wyniku, a jeśli nawet, to nie przekładało się to na dalekie skoki.

Podczas całego Turnieju nie pojawiły się żadne nowe rozwiązania technologiczne urozmaicające zawody. Jedynym nowym pokazywanym w mediach dodatkiem był wspomniany właśnie kąt odbicia czy też kąt natarcia na progu skoczni. Nie jest on jednak niczym rewolucyjnym w przekazie telewizyjnym i nic nie wnosi do analizy skoku przez przeciętnego kibica. Optymalny kąt 140 stopni, o którym się mówi, nie pozwala nam szybko ocenić jakości skoku jaki oglądamy. Kąt zależy od całej pozycji najazdowej, która wśród zawodników jest różnorodna. Zależy też to od tendencji jaką posiada dany zawodnik – czy spóźnia, czy też odbija się za wcześnie z progu. Kwestia jaka została podjęta w trakcie Turnieju to umieszczanie na nartach zawodników nowych rejestratorów całego skoku. Jednak prawie żaden zawodnik nie posiadał wspomnianych czujników. Okazało się, że wiele drużyn nie wyraża chęci korzystania z tego urządzenia, zasłaniając się dyskomfortem u swoich skoczków. Prawdopodobnie chodzi jednak o niechęć do upublicznienia danych jakie ukazuje rejestrator.

Co nas czeka jeszcze przed Mistrzostwami Świata?

Przed nami jeszcze bardzo dużo ciekawych zawodów i turniejów. Do Mistrzostw Świata pozostały tylko 44 dni. Jest to czas dla zawodników na doszlifowanie formy i poprawę dyspozycji lub też jej utrzymanie. W najbliższej przyszłości Puchar Świata zawita do miejsc bardzo lubianych przez kibiców, którzy śledzą zmagania przed telewizorem, jak i na żywo. Za tydzień zawodnicy zawitają do Predazzo, z którego za sprawą Adama Małysza jak i Kamila Stocha oraz całej drużyny mamy piękne wspomnienia. Kolejny weekend to prawdzie święto polskich skoków, czyli Zakopane, gdzie będziemy chcieli zaprezentować się jak najlepiej. Ostatni przystanek Pucharu Świata w styczniu to Sapporo, który ze względu na porę rozgrywania zawodów przyciąga przed ekrany najwytrwalszych kibiców.

Dziękuję za rozmowę!

Kolejnym przystankiem Pucharu Świata będzie włoskie Predazzo, gdzie w najbliższy piątek zawodnicy przystąpią do kwalifikacji. Konkursy zaplanowano na sobotnie oraz niedzielne popołudnie. 

fot. Anna Nagel || www.skijumper.pl