68. Turniej Czterech Skoczni za nami. “Potrzeba nam spokoju w mediach i w skokach naszej kadry”

Dawid Kubacki - 68. Turniej Czterech Skoczni

Za nami jedna z najważniejszych, a dla niektórych najważniejsza impreza sezonu. Zakończył się świąteczno-noworoczny szał, a wraz z nim 68. Turniej Czterech Skoczni. Jakie wieści przyniosły ostatnie dni? Co z polską ekipą? Jak poradzić sobie z brakiem śniegu? 

Konrad Knoch: Umarł król, niech żyje król! Czy po Turnieju Czterech Skoczni można powiedzieć, że w polskim obozie mamy zmianę na pozycji lidera? Czy zwycięstwo Kubackiego to jednak niespodzianka?

Wojciech Danielewski: Wspaniała sprawa, niesamowite emocje i przede wszystkim piękna i wyrównana rywalizacja do samego końca. Tak w skrócie możemy określić 68. Turniej Czterech Skoczni. Niebywała radość dla kibiców, zawodników naszej kadry, całego sztabu i trenerów takich jak Józef Jarząbek czy Zbigniew Klimowski, którzy od młodych lat trenowali i wspierali Dawida. Wracając do drugiej części pytania, to naprawdę trudno określić czy mamy nowego lidera. Na tę chwile możemy powiedzieć że tak, ale wszystko może się już zmienić w Predazzo. Nie czarujmy się, po raz kolejny widzimy na własne oczy, że w skokach wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Jeszcze przed świętami, po świetnym konkursie w Engelbergu, bez zastanowienia stawialiśmy na Kamila i to on był tym jedynym liderem, a Dawid był skoczkiem, który chwilowo złapał „obniżkę formy”.

Dla mnie to był bardzo interesujący turniej. Przetasowania, zacięta walka do samego końca, niepewność, a na koniec zwycięstwo Dawida Kubackiego.

To prawda, ostatni konkurs tego turnieju był świetnym widowiskiem, wręcz wymarzonym dla każdego kibica tej dyscypliny. Równe i stabilne warunki, zawodnicy prezentujący wysoki i wyrównany poziom, emocje do samego końca. Uważam nawet, że 68. Turniej Czterech Skoczni był takim prezentem z przeprosinami, za te wszystkie szalone i może nie do końca sprawiedliwe konkursy z jakimi mieliśmy do czynienia w tym sezonie. Miejmy nadzieje, że tak już pozostanie.

Jak oceniasz pozostałe ekipy i poszczególnych zawodników?

Mam wrażenie, że co roku mamy identyczne spostrzeżenie – poziom cały czas idzie w górę.  To już normalne, ale cały czas niesamowite, jak wyrównana jest stawka w Pucharze Świata. Robiąc notatki na 68. Turniej Czterech Skoczni byłem wręcz w lekkim szoku, jak bardzo wysoki poziom prezentuje pierwsza 20. klasyfikacji generalnej PŚ. Z konkursu na konkurs 68. Turnieju Czterech Skoczni większość zawodników się rozkręcała i prezentowała coraz lepsze skoki. I to mimo gorszych warunków. To pokazują wszystkie statystyki i tabele. Już nikt nie liczy na to, że przewyższy pozostałych odległością. Teraz każdy stara się wyśrubować swój skok do „książkowego” poziomu: wybicie w czas, idealna pozycja w locie i piękne lądowanie z wypadem. Analizując inne drużyny to widać, że każda w tym momencie ma pewną tendencję zwyżkową. Austria wydaje się wracać na poziom sprzed kilku lat, kiedy była potęgą. Coraz silniejsi są Niemcy i Norwegowie. Powoli budzą się Słoweńcy, w szczególności Peter i Domen. Chwilową, niewielką obniżkę zanotowali Japończycy, ale to za tydzień może się zmienić.

A co możemy powiedzieć o polskiej ekipie? Wiele osób mówi, że Polacy generalnie skaczą w tym sezonie średnio. Hula wydaje się być u schyłku kariery, Kot nie może odnaleźć formy sprzed dwóch lat, Wolnego zupełnie nie ma, a Żyła i Stoch mają problem z oddaniem dwóch równych skoków. Kubacki eksplodował w TCS i nie wiadomo czy utrzyma formę.

No niestety tak już jest, że w każdej drużynie zawsze pojawią się też słabsze momenty. To dotyka też polskiej ekipy. Nacieszmy się chociaż do piątku, do kwalifikacji w Predazzo, tym co zdobył Dawid Kubacki. Zostawmy na chwilę resztę kadry. Potrzebny jest spokój i ten w mediach i ten w skokach Kamila, Maćka, Kuby i Stefana. Absolutnie i tradycyjnie nie zgodzę się z tymi negatywnymi stwierdzeniami. Skokom Kamila i Piotrka brakuje już naprawdę niewiele. Początek TCS był bardzo fajny dla Piotrka, a koniec z kolei dla Kamila. Sami zawodnicy twierdzą, że już są blisko tego, co chcą pokazać na skoczni. To prędzej czy później przyjdzie. Bądźmy dobrej myśli. Już w weekend skoki Kamila były bardzo dobre. Maciek i Stefan cały czas szukają. Lepsze skoki przeplatają gorszymi. Jednak w przypadku Maćka myślę, że w końcu to wypali i wróci z przytupem.

Kuba Wolny to zupełnie inna sprawa. Podczas turnieju trochę się rozsypał, pogubił i zwątpił w swoją technikę, szczególnie w pozycji najazdowej. Wiemy, że tym samym składem Polacy będą startowali we Włoszech. Możemy gdybać i debatować, czy to dobrze, czy nie. Może trzeba spokojnego treningu w Polsce, odpuszczenia kilku konkursów i skoków w PŚ. Widocznie jest pomysł na poprawę i miejmy nadzieję, że wypali. Nasi skoczkowie naprawdę ciężko i mocno przepracowali etap przygotowań. Wierzę, że to już niebawem przyniesie efekty.

A co możemy powiedzieć o Mariusie Lindviku?

Młody, szalony, nie przejmujący się niczym skoczek. A tak naprawdę, to na pewno wielki norweski talent i to nie taki, który nagle wyskoczył. To mistrz świata juniorów z 2018 roku. Ostatnie dwa sezony w Pucharze Kontynentalnym miał wręcz fenomenalne. Skacze dobrze technicznie. Jego szczególnym atutem jest faza lotu. Bardzo płasko prowadzi narty, przez co ma warunki żeby daleko odlatywać. Każdy skok stara się dopracowywać technicznie. Wydaje się być bardzo opanowany i spokojny w tym co robi. Na pewno teraz przed Nim jedna z większych prób. Czy wytrzyma i utrzyma formę na resztę sezonu? Czas to pokaże.

Czy mamy już pierwsze komentarza dotyczące organizacji i przebiegu samych zawodów?

Cały 68. Turniej Czterech Skoczni w pierwszych opiniach oceniany jest pozytywnie. Same obiekty przygotowano na czas. Nie było problemu ze śniegiem i przygotowaniem zeskoku. Wyjątkowo w tym roku na plus zaskoczyli wszystkich organizatorzy w Innsbrucku. Wprowadzając pewne przesunięcia w harmonogramie zawodów, mieli czas na prawidłowe przygotowanie zeskoku i wybiegu przed każdą serią skoków. Podkreślam to „przygotowanie na czas”, ponieważ na tydzień przed rozpoczęciem całej imprezy na wszystkich czterech skoczniach dominowała zieleń zamiast białego puchu. Organizatorzy o pozyskanie śniegu walczyli do samego końca. Zdrapywali go z parkingów, przywozili z odległych miejsc. Podobno koszty transportu były horrendalne i sami działacze nie chcą publicznie mówić o kwotach. To też wywołało debatę, która o dziwo nie u nas, tylko w Niemczech, dość mocno rozbrzmiała w mediach. Mianowicie, czy dalej jest sens za wszelką cenę walczyć o śnieg, czy nie lepiej cały czas skakać na igelicie lub nowoczesnych matach imitujący śnieg, z których już korzystają biegacze narciarscy? Ten problem cały czas przewija się w tamtych mediach. A wracając do tematu, to jedynym negatywnym aspektem związanym z organizacją, o którym usłyszeliśmy, to nocleg dla ekip i cała otoczka w Ga-Pa. Tam przedstawiciele FIS zdecydowanie zażądali zmian w kolejnych latach.

Pojawiły się też komentarze, że wokół skoczni w trakcie całego TCS nie było w ogóle śniegu, że wiatr wieje generalnie mocniej, a tym samym globalne ocieplenie ma wpływ na skoki. Co o tym sądzisz?

„Globalne ocieplenie ma wpływ na skoki” nie jest już tylko szaloną, wypowiedzianą w emocjach tezą. Niestety powoli staje się faktem. Poprzedni i obecny sezon szczególnie utwierdza nas w przekonaniu, że coś się zmienia i coś z tym trzeba zrobić. Jest problem i to głośno trzeba powiedzieć. Podobno FIS w przyspieszonym tempie zaczyna analizować i działać w tej sprawie.

Z roku na rok co raz mniej kibiców pamięta Turniej od początku do końca otulony śniegiem. Na szczęście należę do tych, którzy jeszcze pamiętają problemy jakie śnieg, a nie wiatr przysparzał organizatorom w przeprowadzaniu konkursów TCS. Wiadomo, że pogoda jest nieprzewidywalna w sensie pozytywnym i negatywnym. Jednak już raczej niewiele będzie takich momentów, że opady śniegu nas zaskoczą i umilą aurę zawodów. Niewątpliwie, w tym sezonie odczuwamy to najmocniej: odwołane konkursy, przesuwane serie, silny wiatr, minimalna warstwa śniegu na obiektach. Możemy wyliczać tak dalej.

Już wiemy, że oba konkursy w Predazzo rozegrane zostaną na skoczni normalnej. Tam pogoda prawdopodobnie uniemożliwia odpowiednie przygotowanie naturalnych torów najazdowych na dużym obiekcie. Pojawiły się głosy, że ze względu na brak śniegu i mało optymistyczne prognozy, po tym jak odwołano Puchar Kontynentalny w Titisee-Neustadt, zostaną też odwołane zawody PŚ lub przeniesione do Hinterzarten. Kontaktowałem się z tamtejszymi organizatorami i nie ma mowy o przeniesieniu ich na mniejszą skocznię do Hinterzarten. Trwa tam remont i skocznia jest zamknięta. Na razie organizatorzy nie chcą mówić o ryzyku i konsekwentnie zbywają temat informując, że cały czas walczą o to, żeby wszystko odbyło się zgodnie z planem.

Co zatem przed nami?

Mam nadzieję na udany i sprawiedliwy kolejny period PŚ. Liczę na to, że większość konkursów uda się rozegrać w sprawiedliwych i równych warunkach. Tak jak już wspominałem, przed nami skocznia normalna w malowniczym Predazzo. To dobra okazja na poprawę skoków u Kuby, Stefana i Maćka. Tak naprawdę sezon dopiero teraz nam się rozkręcił i przed nami trzy miesiące intensywnych startów w ciekawych miejscach. Wymuszona przerwa w startach dotknęła startujących w Pucharze Kontynentalnym przez odwołane zawody. Liczę, że spokojne treningi kadry B w Zakopanem przyniosły efekty i teraz wrócimy na właściwe tory.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

na zdjęciu: Dawid Kubacki || Emil Bogumił, www.skijumper.pl