Bohater sezonu, czyli podsumowanie osiągnięć Kamila Stocha. Część I

Kamil Stoch, Oslo 2018 - TCS

Kamil Stoch. Niewątpliwy bohater sezonu 2017/2018, wspaniały mąż i sportowiec. Trzykrotny mistrz olimpijski i dominator Turnieju Czterech Skoczni. Jak wspominała jego żona – Ewa Bilan-Stoch – również kaligraf, bo wielokrotnie już zapisywał się na kartach historii. 

Sezon 2017/2018 był spełnieniem marzeń wielu kibiców. Kamil Stoch znajdował się w nieprawdopodobnej formie. 9 pucharowych zwycięstw, złoty medal olimpijski, wiele wazonów, talerzy i rower. Jedno jest pewne, to Polak rozdawał karty.

Złoty Orzeł w kieszeni

Oberstdorf, 30 grudzień 2017. Pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni i pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Przebieg kwalifikacji nie zapowiadał triumfu Polaka. Osiągnął wówczas odległość 118 metrów na skoczni Schattenbergschanze (K 120, HS 137) i znalazł się na 28. pozycji. Wygrał jednak w parze z Manuelem Fettnerem, oddając skok na 126 metrów. Po pierwszej serii znajdował się na 4. lokacie, ex aequo z Norwegiem − Andersem Fannemelem.

Druga seria. Kamil siada na belce. Niemal bezwietrzne warunki, dobra prędkość na progu… i jest! Polak ląduje na rozmiarze skoczni! Czterech skaczących po nim zawodników, nie daje rady go pokonać. Pierwsze zwycięstwo Stocha na Schattenbergschanze, kibice szaleją! Ich szczęście podwaja fakt, że na trzecim stopniu podium staje Dawid Kubacki. Oto pierwsza cegiełka do sukcesu w tym sezonie.

Na kolejne zwycięstwo nie trzeba było długo czekać. Dwa dni później, Polacy oprócz Nowego Roku, mogli świętować triumf w Garmisch-Partenkirchen na Große Olympiaschanze (K 125, H 140). W kwalifikacjach Kamil po raz kolejny nie wypadł najlepiej. Zajął 6. miejsce, lecąc na 131,5 metra i został połączony w parę z Andreasem Wankiem. Świetnie wówczas wypadli jego kadrowi koledzy − Dawid Kubacki (2. miejsce) oraz Stefan Hula (3. miejsce). Jednak Polak trzymał siły na konkurs. Tym razem prowadził już po pierwszej serii, szybując na 135,5 metra. W finale nie obyło się bez nerwowych chwil. Dwa ostatnie skoki − Tilena Bartola i Kamila Stocha, były poprzedzone ponad 10-minutową przerwą. Warunki uniemożliwiały wystartowanie z belki, a kibice tracili nadzieje na zwycięstwo Polaka. Mimo długiego oczekiwania, Kamil zdeklasował rywali i oddał kolejny niesamowity skok, tym razem na 139,5 metra.

Innsbruck, skocznia Bergisel (K 120, HS 130). Trzeci przystanek Turnieju Czterech Skoczni. To tutaj mogliśmy oglądać kolejny triumf Kamila Stocha. Już przed nim rozpoczęło się pompowanie balonika ze wszystkich stron. Czy Stoch powtórzy wyczyn Hannawalda? Czy zwycięży we wszystkich czterech konkursach?

Przedostatnia para. Polak i Austriak, Markus Schiffner. Poprzedni skok należał do najgroźniejszego rywala Kamila Stocha − Richarda Freitaga. Niemiec zakończył, przekraczający rozmiar skoczni, skok upadkiem i zrezygnował z udziału w serii finałowej. Kamil Stoch poradził sobie jednak znakomicie i osiągnął odległości 130 oraz 128,5 metra. Trzeci triumf, Złoty Orzeł w kieszeni.

Stacja czwarta − Bischofshofen, skocznia im. Paula Ausserleitnera (K 125, HS 140). Na każdym kroku nazwisko Stocha. Pozostał ten ostatni skok. Czy da rade? Nikt już nie przejmuje się 5. miejscem w serii eliminacyjnej. Kamil nie wygrał w ani jednych kwalifikacjach TCS 2017/2018. Tym razem triumfuje Dawid Kubacki. Fenomenalnie spisuje się także w pierwszej serii! Na dwóch czołowych miejscach znajduje się dwóch Polaków, Kamil i Dawid.

Ten drugi nie poradził sobie w serii finałowej. Skacząc z obniżonej belki, osiągnął 127,5 metra i zakończył rywalizację na 9. pozycji. Kamil Stoch uniósł ciążącą na nim presję, lecąc na 137. metr. Dokonał tego. Drugi zawodnik w historii, który zwyciężył wszystkie 4 konkursy Turnieju Czterech Skoczni. Polak powtórzył sukces Hannawalda. Tuż po skoku otrzymał gratulacje od samego Svena. − Witaj w ekskluzywnym klubie − usłyszał.

Przecież Kamil to nie lotnik

19 styczeń, 2018 rok. Tuż po Turnieju Czterech Skoczni kibice udali się do Oberstdorfu, gdzie odbywała się 25. edycja Mistrzostw Świata w Lotach. Zawody zapowiadały się ekscytująco. Był to jeden z tytułów, którym Kamil Stoch jeszcze nie mógł się poszczycić. W jego kolekcji brakowało bowiem małej kryształowej kuli oraz właśnie krążka z najcenniejszego kruszcu za zwycięstwo w MŚwL. Wśród wielu polskich kibiców panuje jednak przekonanie, ze Kamil lotnikiem nie jest, pomimo że wielokrotnie udowadniał, że potrafi odfrunąć.

Tego dnia przebiegały zarówno kwalifikacje, jak i konkurs indywidualny. Eliminacje nie odbyły się w wyznaczonym terminie, z powodu silnych podmuchów wiatru. Podczas nich najlepiej zaprezentował się Daniel Andre Tande, który pobił rekord skoczni, szybując na 238,5 metra. Kami Stoch udowodnił niedowiarkom, że potrafi latać. Osiągnął odległość 6,5 metra bliższą, wskakując na drugą pozycję.

Punktualnie o 16:00 rozpoczęły się wyjątkowe zawody. Wyjątkowe, bo mogliśmy oglądać dalekie loty. Wyjątkowe, bo zawierające cztery, a nie dwie serie konkursowe. Po pierwszym skoku w walce o Mistrzostwo Świata w Lotach prowadził zwycięzca kwalifikacji − Daniel Andre Tande, który minimalnie wyprzedzał Richarda Freitaga oraz Kamila Stocha. Zawodnicy nie oddali prowadzenia także w drugiej serii.

Następnego dnia o tej samej godzinie, mistrzostwa miały toczyć się dalej. Ze względu na trudne warunki atmosferyczne, konkurs został przesunięty o 30 minut. Wstępne prognozy mówiły, że trzecia seria będzie serią ostatnią. Ta przeprowadzona została jednak bez przeszkód i organizatorzy postanowili wyznaczyć start finału na 17:20.

Polak doskonale poradził sobie z wiatrem i poleciał najdalej spośród czołowych zawodników (211,5 metra). Dobra dyspozycja pozwoliła mu awansować o jedną pozycję i zyskać kilka punktów przewagi nad trzecim Richardem Freitagiem. Liderem pozostał Norweg Daniel Andre Tande, do którego Kamil Stoch tracił 13,3 punktu. Tym sposobem zawodnik, który przecież latać nie potrafi, został Wicemistrzem Świata w Lotach Narciarskich.

Do osiągnięć trzeba również dopisać brązowy medal w drużynie. Polskie Orły stanęły na najniższym stopniu podium, tuż za reprezentacją Norwegii i Słowenii.

Jednak to jeszcze nie koniec. Historia pisała się dalej na igrzyskach olimpijskich i pucharowych konkursach… ale o tym już wkrótce.