Bohater sezonu, czyli podsumowanie osiągnięć Kamila Stocha. Część II

Kamil Stoch, Oslo 2018

Jest to część druga wspaniałych wspomnień na temat dokonań Kamila Stocha w sezonie 2017/2018. Nie sposób opisać ich w jednym artykule! Tym razem przypomnijmy sobie jego występy podczas Willingen Five oraz Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu.

5 razy Stoch 

Miniony sezon wniósł do skoków narciarskich dwa nowe turnieje – Willingen 5 i Planica 7. Internauci rozbawieni tworzeniem coraz to nowych zawodów, zaczęli gdybać na temat polskiego odpowiednika. Zakopane 6? A może Wisła 8? Na pewno nie można wykluczyć takiej możliwości. Pierwsza edycja turnieju w Willingen rozpoczęła się 2 lutego na skoczni Mühlenkopfschanze (K 130, HS 145). Zasady niezbyt skomplikowane – zwycięzca musi zebrać największą łączną notę za wszystkie 4 serie konkursowe oraz kwalifikacje. Polscy kibice mieli powody do zadowolenia już w trakcie treningów! Pierwszy padł łupem Kamila Stocha, drugi Dawida Kubackiego. Ten pierwszy triumfował również w kwalifikacjach.

3 luty i konkurs indywidualny. W pierwszej serii najdalej poleciał Richard Freitag – 149,5 metra. Mimo imponującej odległości, Niemiec uzyskał łączną notę niższą od lidera polskiej kadry Kamila Stocha, który poszybował na 146. metr. Na trzeciej pozycji znajdował się Dawid Kubacki. Czy mogło być piękniej? Jednak konkurs nie zakończył się happy endem. Przynajmniej nie dla Kamila. Polak nie utrzymał prowadzenia i spadł tuż za podium, na nieszczęsne czwarte miejsce. Swoją lokatę zachował natomiast Dawid, który stanął na pudle tuż obok Daniela Andre Tande i Richarda Freitaga.

Kolejnego dnia, wiatr sprzyjał oddawaniu dalekich skoków. Na półmetku rywalizacji prowadził Johann Andre Forfang, który o 2 punkty wyprzedzał Kamila Stocha. Zachował on prowadzenie także w drugiej serii. Kamil stanął na drugim stopniu podium, a na trzecim uplasował się Piotrek Żyła! Wspaniała dyspozycja podczas zawodów, pozwoliła Stochowi zwyciężyć w cyklu “Willingen Five”. Główną nagrodą w turnieju było 25 000 euro.

Złota śnieżynka

Pjongczang, Korea Południowa. Długo wyczekiwane Igrzyska Olimpijskie i wielkie oczekiwania Polaków. Przecież Kamil Stoch znajdował się w nieprawdopodobnej formie. Nieustające pytania − czy obroni tytuł mistrza olimpijskiego? Zaraz, zaraz… On nic nie musi bronić. Jak sam powtarzał, poprzednich tytułów nikt mu nie zabierze.

Rywalizacja rozpoczęła się na skoczni normalnej (K 98, HS 109). Warunki pozostawiały wiele do życzenia, wielu zawodników oczekiwało na swój skok około 5 minut. Niektórzy, jak na przykład Peter Prevc, aż czterokrotnie siadali na belce. Uśrednione wskaźniki wiatru wskazywały około 2 m/s pod narty, w porywach do 5 m/s. Pierwsza seria trwała ponad 90 minut! Tego dnia Kamilowi nie dopisało szczęście. Konkurs zakończył tuż za podium, na czwartej lokacie, choć po pierwszej serii zajmował 2. miejsce. Tuż przed Stefanem Hulą.

Tydzień później Stoch wrócił do gry. Tym razem warunki okazały się sprawiedliwe, a oczy kibiców były skierowane na skocznie dużą (K 125, HS 142). Już po pierwszej serii liderem był nie kto inny jak Kamil! Polak osiągnął odległość 135 metrów i posiadał 3 punkty przewagi nad drugim Michaelem Hayboeckiem. Po dwóch fenomenalnych skokach zdobył trzeci medal z najcenniejszego kruszcu, a zarazem czwarty wywalczony przez polskiego skoczka!

To nie koniec sukcesów w Korei Południowej. Reprezentanci Polski dokonali niesamowitego czynu. Podczas konkursu drużynowego, kwartet Kot, Hula, Kubacki i Stoch stanęli na najniższym stopniu podium, sięgając po pierwszy w historii medal w tej kategorii!

Fińska aura

Tuż po igrzyskach skoczkowie udali się do Finlandii, a dokładniej do kompleksu skoczni narciarskich Salpausselkä (K 116, HS 130) w Lahti. Także tutaj Kamil zachował swoją dominację. Już na półmetku rywalizacji znajdował się na czele stawki. Osiągnął odległość 132 z obniżonego rozbiegu! W drugiej serii walka toczyła się o 2. i 3. miejsce. Polak jedynie przypieczętował prowadzenie, lecąc na 134. metr. Dwa znakomite skoki za rozmiar skoczni, po raz kolejny udowadniały jego niesamowitą formę.

Jednak to jeszcze nie koniec. Kamil Stoch zachwycał nas dalej podczas turnieju Raw Air, czy Planica 7…, ale o tym wkrótce.