Nowe turnieje (finansową) konkurencją dla TCS?

TCS i inne turnieje

Przed nami jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie skoków narciarskich – Turniej Czterech Skoczni. Jak TCS zmieniał na przestrzeni lat, czy szykują się jakieś zmiany organizacyjne, kto zwycięży w tym roku? Zapraszamy na kolejną rozmowę redakcyjną.

Już jutro, w sobotę, o godz. 16.30 w Oberstdorfie rozpocznie się kolejny TCS. W zawodach wystąpi 68 zawodników, w tym po raz pierwszy aż 7 reprezentantów Polski.

Konrad Knoch: przed nami 67 edycja Turnieju Czterech Skoczni. Czy szykują się jakieś zmiany w regulaminie konkursu, czy może pojawią się jakieś nowinki technologiczne?

Wojciech Danielewski: Regulamin i zasady rozgrywania tego turnieju z wielkimi tradycjami raczej pozostają takie same. Zawsze testowano na nim wszelkie nowinki techniczne np. pierwsze pomiary odległości za pomocą wideo. Na ten moment nie ma jednak żadnych informacji, co do pojawienia się czy testowania nowych rozwiązań technologicznych w trakcie TCS. Prawdopodobnie na ekranach telewizorów ponownie zobaczymy nowe wskaźniki, tak jak miało to miejsce przy ostatnich konkursach w Engelbergu. Największą niewiadomą pozostaje jednak sprzęt zawodników poszczególnych kadr. TCS to pierwsza większa impreza tego sezonu i możemy spodziewać się nowych rozwiązań sprzętowych u zawodników. O tym jednak co to będzie, przekonamy się dopiero podczas Turnieju.

Powiedz, jak na przestrzeni lat zmieniały sie zasady konkursu?

Wielki Szlem, jak mamy w zwyczaju nazywać Turniej Czterech Skoczni, w przeszłości często ewoluował. W zamyśle jego twórców, już w latach 50 miał on się wyróżniać od reszty konkursów i imprez sportowych. Od samego początku nakreślono zasadę, że zwycięzcą zostaje zawodnik, który uzyska największa liczbę punktów na wszystkich skoczniach turnieju. Po kilkunastu latach od włączenia TCS do cyklu Pucharu Świata, oprócz poszczególnych małych zmian w regulaminie, w 1996 roku doszło do rewolucji. Wprowadzono system KO w kwalifikacjach, który dobiera zawodników w pary. Do serii finałowej dostaje się równo 50 zawodników. W przypadku kiedy kilku skoczków zajmie takie same miejsce, w zawodach stratuje skoczek, który w kwalifikacjach miał wyższy numer. Tworzonych jest 25 par- zawodnik, który zajął pierwsze miejsce w kwalifikacjach rywalizuje ze skoczkiem, który zajął miejsce 50, drugi skoczek z zawodnikiem z miejsca 49 itd. Do drugiej serii przechodzi 25 zawodników oraz 5 tzw. lucky loosers, którzy spośród przegranych w parach skoczków, uzyskali najlepsze wyniki.

System KO ma swoich zwolenników i przeciwników, a jak Ty go oceniasz?

Sama nazwa sytemu KO pochodzi od słowa związanego również z boksem czyli Knockout tj. wyeliminowanie przeciwnika. Aktualnie jest to system mniej kontrowersyjny niż w czasie, kiedy pierwsza 10. klasyfikacji Pucharu Świata miała możliwość rezygnacji ze skakania w kwalifikacjach. Wtedy system KO stawał się strategicznym punktem całego Turnieju Czterech Skoczni. Ułatwiał najlepszym zawodnikom wyeliminowanie największego rywala.  Skoczek, który nie brał udziału w kwalifikacjach, w konkursie skakał automatycznie z ostatnim numerem 50. pod koniec pierwszej serii. W efekcie zawodnik, pomimo braku udziału w kwalifikacjach, skakał w takich samych warunkach co skoczkowie prezentujący najlepszy poziom na danej skoczni (ostatnią 10 jury stara się puścić w podobnych warunkach) lub w parze ze swoim największym rywalem, licząc na jego brak szczęścia w pierwszej serii. Mówiło się wtedy, że turniej staje się bardziej polem bitwy psychologicznej i strategicznej, niż prawdziwymi zmaganiami sportowymi. Od ubiegłego sezonu (2017/2018), kiedy to zlikwidowano, KO nie budzi już takich kontrowersji i dyskusji. Osobiście podoba mi się ten system. Jest ciekawym urozmaiceniem zawodów budującym ich napięcie i dynamikę, a dodatkowo odróżniającym czas turnieju od innych rywalizacji, nadając mu tym samym unikalną formułę.

Konkurs jest rozgrywany od wielu lat w tych samych miastach. Nie było planów żeby to zmienić?

Bardzo dawno temu były pomysły, żeby zamienić kolejność skoczni, na których rozgrywa się turniej. Na samym początku myślano również o innych obiektach niż te, które stały się areną zmagań. Jednak do zmian ostatecznie nigdy nie doszło. Jak sądzę rozszerzenie turnieju spotkało by się raczej z krytyką ze strony trenerów, skoczków i działaczy. Zawodnicy często podkreślają, że TCS jest dla nich bardzo wymagający i intensywny. W trakcie turnieju skaczą praktycznie codziennie. Pod względem logistycznym i organizacyjnym zmiana formuły rozgrywania Turnieju byłaby bardzo trudna do przeprowadzenia.

Zobacz też: Historia TCS

Mówi się, że TCS traci na prestiżu, przechodzi zastój lub nawet kryzys. Przykładem mają być dość niskie nagrody w tym roku. Podobno zawodniczka, która wygra cykl Raw Air otrzyma za niego więcej pieniędzy niż tegoroczny zwycięzca TCS.

Kryzys to chyba za duże słowo jak na ten moment. TCS dalej jest imprezą, która budzi u wszystkich ogromne emocje i ciekawość. Dla większości zawodników triumf w TCS jest porównywalny do medalu na Mistrzostwach czy Igrzyskach. Okres świąteczny, w którym rozgrywany jest ten cykl stwarza dodatkową, niezwykłą atmosferę. Problem jednak rzeczywiście stanowią nagrody. Kilkanaście lat temu była to spora suma pieniędzy, samochód i dodatkowe trofea od poszczególnych sponsorów. Zdaniem wielu zawodników ranga turnieju nie przekładają się ostatnio na odpowiednie nagrody jakie można zdobyć. Zawodnicy uważają je za śmieszne w porównaniu z prestiżem i napompowaniem medialnym całej imprezy. Można wręcz odnieść wrażenie, że statuetka orła jest na tyle prestiżowa, że ma zawodnikom po prostu wystarczyć. W ostatnim czasie widzimy także inną tendencję mianowicie: organizacja i tworzenie się nowych turniejów takich jak Raw Air, Planica 7 i Willingen Five. To one co raz bardziej stwarzają konkurencję dla TCS, również w wymiarze finansowym.

A czy z konkursami związane są jakieś ciekawe lub też zabawne historie?

Fis zawsze za wszelką cenę stara się rozegrać wszystkie serie i konkursu podczas TCS. Były tylko dwa przypadki, kiedy jury zawodów było zmuszone odwołać zmagania w czasie TCS. Kilka lat temu, sam Dyrektor Walter Hofer podczas kwalifikacji do zawodów w Bischofshofen TCS zajął się nacinaniem torów lodowych piłą łańcuchową, kiedy to obwite opady deszczu i śniegu uniemożliwiły rywalizacje.

Co do anegdot to wszyscy znamy przygody Adama Małysza z wygranym w Turnieju samochodem marki Audi. Pojazd będący jedną z głównych nagród turnieju, który wygrał Orzeł z Wisły przysporzył dużo zabawnych historii. Ten przekazany po dekoracji ostatniego konkursu okazał się zwykłą atrapą bez silnika. Dopiero później przekazano prawdziwy samochód, ale nie był to koniec przygód. Naliczone na granicy cło prawie przekraczało wartość samochodu. Udało się jednak dogadać z przedstawicielem Audi w Polsce, który przekazał Małyszowi obiecany dla żony samochód, bez potrzeby płacenia cła. Do legendy przeszedł przyjazd przedstawicieli i działaczy z Polski na Finał turnieju, który wygrał Adam. Rodzin działaczy i związkowców podobno nie było końca. Nikt nie spodziewał się przecież że Polak może zwyciężyć w takim Turnieju. No i co chyba najważniejsze, to że od tego momentu można mówić o początku „małyszomanii” i wielkim zainteresowaniu skokami w Polsce.

Jak oceniasz szanse Polaków w zawodach? Ostatnio rewelacyjną formą na mistrzostwach Polski zaprezentował Stoch, a Żyła nieco rozczarował?

O formę naszych zawodników jestem spokojny. Wszyscy zgodnie mówią, że Polacy są mocno przygotowani pod kątem sportowym jak i tym sprzętowym. Mistrzostwa Polski pokazały doskonałą formę Kamila oraz poprawę dyspozycji reszty reprezentacji z wyjątkiem Piotrka, który nieco nas zaskoczył. Miejmy nadzieję, że to tylko jednostkowy “wypadek” przy pracy lub brak dyspozycji dnia. Maciej Kot pokazuje, że ze skoku na skok jest co raz lepiej i stara się wyeliminować błędy podczas oddania każdej próby.

A kto z zawodników zagranicznych jest Twoim faworytem?

Nie jestem dobry w obstawianiu konkursów, rzadko zdarza mi się trafnie wskazać faworytów. Obserwując jednak ostatnie przedświąteczne zmagania w Pucharze Świata, nie tylko pod względem wynikowym, stawiam na Niemców. Wydają się być bardzo dobrze przygotowani. Mam wrażenie, że ważną rolę w całym turnieju odegra Andreas Wellinger. Są też Norwegowie, którzy w każdej chwili mogą zaskoczyć, a także Ryoyu Kobayashi będący w życiowej formie.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz też: Nie tylko Stoch i Małysz, czyli Polacy na TCS

fot. Anna Nagel || www.skijumper.pl