Daniel Andre Tande po raz pierwszy opowiada o śmierci brata

Daniel Andre Tande, Oslo 2018

Kiedy Daniel Andre Tande wygrał Mistrzostwa Świata w lotach w 2018 roku, telewizja uchwyciła moment, w którym norweski  skoczek chował załzawioną twarz w dłoniach. To nie były łzy szczęścia. Teraz zawodnik zdecydował się opowiedzieć, jaki był prawdziwy powód jego zachowania.

Właśnie został Mistrzem Świata. Powinien cieszyć się z kolegami, szaleć ze szczęścia. Daniel Andre Tande siedzi sam w szatni. Na zewnątrz czekają dziennikarze w nadziei na pierwszą rozmowę z najlepszym lotnikiem, ale nie ma ochoty na dialog z kimkolwiek. – Chciałem, żeby był tam ze mną. To była moja pierwsza myśl. Skoczek wspomina w tych słowach swojego brata. Håkon odebrał sobie życie cztery miesiące wcześniej. O tej smutnej historii Daniel oraz jego najbliżsi zdecydowali się opowiedzieć norweskiej telewizji TV 2. Håkon-Kristoffer Tande, tak samo, jak starszy brat, również skakał na nartach. Od najmłodszych lat towarzyszył Danielowi. – Miał dużo energii, był aktywny już jako małe dziecko. Był żartownisiem, zawsze opowiadał najśmieszniejsze kawały – wspomina Tande.

Był utalentowany. Dużo osób twierdziło, że miał większy talent do skoków niż Daniel. Wszystko robili razem, byli nierozłączni. Brali udział zarówno w letnich, jak i zimowych konkursach w całej Norwegii.

– Odkąd byliśmy mali, bardzo chcieliśmy zostać „nowymi braćmi w skokach narciarskich”, w Pucharze Świata. W tamtym czasie popularne było rodzeństwo z Finlandii, bracia Hautamäki. To był nasz wielki cel. Niestety. Bracia Tande nigdy nie mogli cieszyć się swoimi występami w zawodach najwyższej rangi.

We wrześniu 2017 roku młodszy brat Daniela został znaleziony w lesie. Był nieprzytomny, kiedy helikopter transportował go do szpitala w Oslo. – Nie pamiętam już szczegółów z tego dnia, wszystko jest trochę rozmazane – wspomina Tande. Sytuacja była krytyczna. Håkon został uśpiony, aby zapobiec obrzękowi mózgu. Rodzinie została tylko nadzieja. Po dziewięciu dniach lekarze zakończyli leczenie. Nic więcej nie mogli zrobić.

Daniel uciekł od wszystkiego i wszystkich. Zaczął intensywnie trenować. Chciał zapomnieć. Teraz żałuje, że nie było go z rodziną. – Skoki narciarskie zawsze były moją świętością. Kiedy trenuję, odkładam mniej więcej wszystko daleko od siebie. Daniel nie chciał rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Chciał tylko trenować. – Chciałem skakać jak najlepiej. Dla Niego.

Daniel unikał też kolegów z kadry, najbliższych. Nie odwiedzał rodzinnego miasta. Kongsberg ciągle kojarzy mu się z młodszym bratem. – Robiłem wszystko, co mogłem, aby uniknąć przyjazdu do domu. To oznaczałoby, że musiałbym uświadomić sobie, że jego naprawdę już nie ma. […] To było bardzo bolesne.

Håkon miał problemy z koncentracją, ADHD utrudniało mu naukę. Mimo wszystko udało mu się dostać do najlepszej szkoły sportowej, specjalizującej się w skokach narciarskich, w Drammen. Do tej samej placówki uczęszczał Daniel. Håkon ostatecznie zrezygnował z nauki w połowie drugiego roku szkolnego.

Daniel Andre Tande uważa, że ta porażka była dla jego brata bardzo trudna. – Gdyby ktoś go spytał o sprawę szkoły, pewnie powiedziałby, że nie ma problemu, ale wiem, że to na pewno było trudne.

W ciągu ostatnich miesięcy życia młodszy brat Daniela był często poirytowany, zły. Daniel nie sądzi jednak, aby Håkon zmagał się z depresją. Chłopak był też pewny siebie, miał dużo przyjaciół. – Szukał u wszystkich akceptacji – wspomina brata norweski zawodnik. Daniel obwinia się, że jego młodszy brat mógł czuć się niepewnie właśnie przez niego, przez jego wyniki i rozpoznawalność. Nadal z trudnością mówi o całej sytuacji. Bardzo chciałby cofnąć czas. 

Śmierć Håkona nadal boli. Dopiero teraz Daniel zaczyna dzielić się wspomnieniami sprzed dwóch lat. Rozmowa jest lekarstwem. Inaczej niż dwa lata temu. Inaczej niż w dniu, w którym wygrał Mistrzostwa Świata w Lotach. Życie toczy się dalej. Zaczyna się nowa historia.

źródło: tv2.no
na zdjęciu: Daniel Andre Tande || Anna Nagel, www.skijumper.pl