Erik Kapias: “Za wszystko musimy płacić sami”

Erik Kapias

Siedmiu skoczków w wieku od 13 do 17 lat, cztery skoczkinie w wieku od 13 do 19 lat, brak większych funduszy oraz dużych skoczni do trenowania. Tak wygląda obraz skoków narciarskich na Słowacji – kraju, w którym, wydawać by się mogło, są doskonałe warunki do uprawiania dyscyplin zimowych.

Słowacy nigdy nie osiągnęli większych sukcesów w skokach, a jedynym godnym uwagi wynikiem jest zwycięstwo Martina Svagerki w zawodach Pucharu Świata w Chamonix w 1986 roku (jeszcze w barwach Czechosłowacji). Tym samym nie dziwi, iż zainteresowanie skokami na Słowacji jest praktycznie zerowe. Jednakże, w Bańskiej Bystrzycy działa grupa lokalnych działaczy, którzy próbują podtrzymać skoki na Słowacji przy życiu. Podczas minionych zawodów FIS Cup, rozegranych w Szczyrku, naszych południowych sąsiadów reprezentował 16-letni Erik Kapias. 

Zdobyłeś w tym sezonie punkty FIS Cup w Rasnovie, rywalizujesz w zawodach niższych rang. Czy jesteś zadowolony ze swoich osiągnięć?

Erik Kapias: Absolutnie nie. Staram się jak mogę, ale pomimo tego plasuję się na końcu stawki. Walczę jednak, by poprawić swoje wyniki. Mam nadzieję, że w przyszłości się to zmieni.

Kilka lat temu w Bańskiej Bystrzycy powstał KPSL (Klub Priatelov Skoku na Lyziach). Jak na co dzień wyglądają wasze zajęcia?

E: Cóż, wszystko opiera się głównie na działaniach lokalnej społeczności – pasjonatów skoków, sąsiadów, naszych rodzin. Praca, jaką wykonują jest nieoceniona i są to ludzie z wielką pasją. Niestety, przy nakładach, jakimi dysponujemy, możliwość dalszego rozwoju jest niezwykle trudna.

Czy masz na Słowacji wystarczające warunki do uprawiania skoków?

E: Z treningiem imitacyjnym, zajęciami na siłowni czy na hali sportowej nie mamy problemu, korzystamy z infrastruktury w szkołach. Problem jednak pojawia się, gdy chcemy iść na skocznię. Mamy skocznie w Szczyrbskim Plesie czy Bańskiej Bystrzycy, ale największe nie nadają się do użytku. To znaczy, można spróbować oddać na nich skok, ale raczej jest to na własną odpowiedzialność, gdyż ich stan jest opłakany. Na kilkunastometrowych skoczniach cały czas skakać nie można.

Jak rozumiem, jeśli chcesz poskakać, musisz jechać za granicę?

E: Dokładnie tak. Najczęściej jeżdżę do Zakopanego, ale nie mam w tym momencie możliwości, gdyż skocznie są w remoncie. Większość okresu przygotowawczego spędziłem zatem w Szczyrku. Jeżdżę też często do Rasnova albo Austrii.

Właśnie, czy twój klub otrzymuje jakieś dotacje?

E: Dostałem od Ministerstwa dofinansowanie na kupno kombinezonu oraz nart. Te, które mam teraz na sobie, są jedyne, jakie w tym momencie posiadam. Całą resztę sprzętu musimy kupić za własne pieniądze. Podobnie jest z treningami, przejazdami, zakwaterowaniem.

Wobec tego, skąd otrzymujecie środki?

E: Głównie to od rodziny czy lokalnych sponsorów. Nie są to jednak na tyle duże kwoty, byśmy mogli pojechać na zawody w liczniejszym gronie.

Czy pojawisz się jeszcze w tym sezonie na jakichś konkursach?

E: Tak, wybiorę się na FIS Cup do Lahti a potem wystartuję w Mistrzostwach Świata juniorów, choć wątpię, byśmy byli w stanie wystawić tam drużynę. Kwestia startu w Mistrzostwach Świata w Oberstdorfie jest cały czas otwarta i nie jestem w stanie w tym momencie tego określić.

Wobec tego, życzę powodzenia i jak najwięcej samozaparcia pomimo trudnych warunków.

E: Dziękuję, wszystkiego dobrego.

Na zdjęciu: Erik Kapias || fot. Emil Bogumił, www.skijumper.pl