Filip Sakala: “Nadmierne bezpieczeństwo na skoczni zabija emocje”

Filip Sakala

Filip Sakala nie będzie radośnie wspominał 2020 roku. Dyskwalifikacje w Oslo, Trondheim, Wiśle i Planicy, zakażenie koronawirusem latem, a potem jeszcze zimą (jak się okazało, fałszywe), i brak nart w Kuusamo. Jak twierdzi sam zainteresowany, pech go jednak nie prześladuje.

Nie jest to dla Ciebie zbyt szczęśliwy rok: kilka dyskwalifikacji, 2 zachorowania na Covid-19, z czego jedno fałszywe oraz brak nart podczas Pucharu Kontynentalnego w Kuusamo. Czy jest to swego rodzaju fatum, czy może ktoś w FIS-ie naprawdę Cię nie lubi?

Filip Sakala: Cóż, nie jest to łatwy rok, ale nie uważam, by miało tutaj miejsce coś w rodzaju pecha czy nieszczęścia. Jestem panem swego losu i myślę, że kilka kwestii mogło być przeze mnie zrobionych lepiej. Oczywiście, znacznie łatwiej byłoby powiedzieć, że przyciągam pecha, ale to nie jest prawdą. Ujmijmy to tak: było kilka ważnych rzeczy, których nie zrobiłem, tak jak powinienem i pociągnęło to za sobą kilka mniejszych.

To całkiem interesujące podejście, gdyż sporo osób raczej nie uważa w ten sposób. Powiedz, proszę, jakim typem osobowości jesteś?

F: ENFJ-A, czyli protagonistą.

Z tego co wiem, to protagoniści są charyzmatyczni i pełni pasji. Wróćmy jednak do twojego dzieciństwa: kiedy doszedłeś do wniosku, że chciałbyś skakać? Czy podjąłeś tą decyzję samodzielnie, czy ojciec powiedział: “Synu, chodź na skocznię, będziesz skakał tak jak ja“?

F: Odkąd pamiętam, to kochałem ten sport. Generalnie, lubię sport i rywalizację, lecz skoki są moim numerem 1. W tamtych czasach wyglądało to jednak inaczej: to był tylko zabawa, nie było presji, ale była rywalizacja. Nie było przeliczników, kontroli sprzętu. Nie oznacza to jednak, że teraz nie jest to zabawą. Jest nadal, lecz w inny sposób.

Niektórzy mówią, że przeliczniki za wiatr czy belkę, cała ta matematyka zabiła skoki, zgadzasz się z tym?

F: Nie, myślę, że to akurat jest sprawiedliwe i bardziej konkretne niż wcześniej. Jeśli już coś miałoby zabić skoki w przyszłości, to zbyt bezpieczne podejście do konstrukcji skoczni. Zbyt niskie ustawianie belki startowej, zbyt krótki najazd. Podejście w stylu “bezpieczeństwo przede wszystkim” generuje brak emocji.

W sumie to jesteś pierwszą osobą, która o tym wspomina. Jesteś już całkiem doświadczonym skoczkiem. Który moment ze swojej kariery wspominasz najlepiej lub zapamiętasz na zawsze?

F: Trudne pytanie. Prawdopodobnie Puchar Kontynentalny w Zakopanem.

Co się wtedy wydarzyło?

F: To było w 2019 roku. Byłem wiceliderem po pierwszej serii, lecz w drugiej s********m skok i zakończyłem na 20. miejscu. Było wtedy mnóstwo emocji, świetny pierwszy skok po niezbyt dobrych treningach. Prawdopodobnie dlatego zapamiętam tamte zawody.

Ale ten pierwszy skok pokazał, że masz potencjał.

F: Dokładnie!

Wróćmy jeszcze do zasad skoków. Gdybyś był na miejscu Sandro Pertile, jaką zasadę byś wprowadził lub zmienił jako pierwszą?

F: Daj, proszę, chwilę pomyśleć (kilka minut ciszy). Przede wszystkim wprowadziłbym zmiany w BMI. Każdy musiałby przytyć po 4 kilo.

Tak więc, któregoś razu gdy Sandro już odejdzie, być może zajmiesz jego miejsce?

F: Byłoby wspaniale. Jednakże prosto jest chcieć wprowadzać zmiany, gdy nie masz na nie wpływu. Choć myślę, że nawet w jego sytuacji wprowadzenie zmian nie jest zbyt łatwe, niż się wydaje.

Pamiętam jeden z twoich postów na Instagramie, gdzie miałeś całą twarz osłoniętą maseczką, łącznie z oczami. Napisałeś wtedy kilka dość kontrowersyjnych słów o pandemii. Czy od tamtego momentu twoje podejście się nie zmieniło?

F: Być może mogłem to ująć w nieco lżejszych słowach, ale chciałem naprawdę wyrazić wszystko to, co i jak czuję. Wszelkie restrykcje tylko pogorszyły sytuację. To tak samo, jak ze wprowadzeniem prohibicji w Stanach Zjednoczonych – ludzie wtedy zaczęli pić jeszcze więcej.

Myślę, że to dość typowe, że jako człowiek jeszcze bardziej chce się czegoś, co jest zakazane. To tak jak z paleniem papierosów czy piciem alkoholu, gdy nie jest się jeszcze pełnoletnim.

F: Dokładnie, z resztą mam obawy, że to, co się dzieje, będzie kosztowało nas dużo więcej, niż koronawirus sam w sobie. W Czechach przez długi czas szkoły były zamknięte, uprawianie sportu amatorsko było zabronione.

Jak bardzo restrykcje przeszkodziły w odpowiednim przygotowaniu do sezonu?

F: Prawdę mówiąc, niezbyt mocno. Co prawda, byłem na kwarantannie, ale byłem w stanie przygotować się do sezonu tak, jak w poprzednich latach.

Częściowo odpowiedziałeś na pytanie, które chciałem zadać. Jak czułeś się podczas kwarantanny? Miałeś typowe dla zakażenia objawy?

F: Straciłem nieco węchu i przez 3 dni byłem trochę osłabiony. Poza tym wszystko przebiegło bez większych problemów.

Wobec tego raczej nie było się czym przejmować?

F: Wirus to nic strasznego. Problem jest jednak z ilością zakażeń i ilością miejsc w szpitalach.

Wróćmy jeszcze do twojego dzieciństwa. Czy miałeś jakiegoś idola? Kto to był i dlaczego?

F: Prawdopodobnie będzie to Matti Hautamaeki z powodu jego agresywnego stylu w locie. Potem Muhammad Ali i Aytron Senna. Ali z powodu jego osobowości, zaś Senna za to, że był geniuszem gdy prowadził auto wyścigowe.

Czy oglądałeś film o Sennie? Przyznam, że dla mnie był poruszający, zwłaszcza podczas scen z jego pogrzebu.

F: Tak, oglądałem wiele razy.

Powiedz, proszę, jak duże jest zainteresowanie skokami w Czechach i jak wyglądają możliwości trenowania? Mam na myśli odpowiednie obiekty, trenerów i pieniądze.

F: Myślę, że każdy zna skoki narciarskie i dużo osób je ogląda. Nie mamy zbyt dobrych rezultatów, ale widzę potencjał w rozwoju skoków, gdy ktoś osiągnie dobry rezultat. Kluby działają w porządku, zaś znam porządnych trenerów, którzy opiekują się skoczkami. Największy problem jest z obiektami, zwłaszcza w Harrachovie i Libercu. Obecnie nie są przygotowywane na zimę, stąd trudne jest odpowiednie przygotowanie do zimowych zawodów.

Z tego co wiem, to w Harrachovie mniejsze skocznie zostały częściowo naprawione w tym roku.

F: No i dzięki Bogu za to. Skocznia K90 jest bardzo potrzebna.

W grudniu rok temu nastąpiła zmiana na stanowisku głównego trenera waszej reprezentacji. Co myślałeś o całej tej sytuacji?

F: Wybacz, to sprawy wewnętrzne i nie mogę mówić o nich publicznie (śmiech).

Pozwól, że w pewien sposób pozwolę sobie jednak ciągnąć temat. Z którym trenerem najbardziej chciałbyś móc współpracować?

F: Myślę, że mianem narodowego trenera mogę określić Frantiska Vaculika. Osobiście bardzo lubię z nim trenować.

I mam nadzieję, że współpraca będzie przebiegała pomyślnie. Gdybyś nie został skoczkiem, to kim chciałbyś być?

F: Psychiatrą.

Muszę przyznać, że to dość odważny wybór, zwłaszcza gdy dochodzi do kwestii biologicznych.

F: Tak, psychiatria jest fantastyczna, ale bez wszystkich leków i śmiesznych tabletek (śmiech).

I ostatnie pytanie: zbliżają się święta. Jaki prezent chciałbyś dostać, o jakim najmocniej marzysz?

F: Zdecydowanie chciałbym lepszą formę na skoczni, oraz to, by wszyscy byli zdrowi.

I tego życzę, jak również tego, byś latał tak jak Hautamaeki! Dzięki za rozmowę!

F: Również dziękuję.

Na zdjęciu: Filip Sakala || fot. Emil Bogumił, www.skijumper.pl