Schlierenzauer wierzy w kolejny triumf: “Byłem już bliżej, niż się mogło wydawać”

Pucharu Kontynentalnego

Gregor Schlierenzauer jest absolutnym rekordzistą w ilości zwycięstw w Pucharze Świata. Jako jedyny skoczek w historii triumfował ponad 50 razy w zawodach najwyższej rangi. 30-letni Tyrolczyk wierzy, że ten wynik będzie jeszcze w stanie poprawić.

Ostatni sezon w wykonaniu austriackiego skoczka jest jego najlepszym od 2015 roku. Dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli przez kilka lat zmagał się z obniżką formy, dodatkowo doszła kontuzja zerwania więzadła krzyżowego. Kolejnym ciosem był brak powołania na Mistrzostwa Świata w Seefeld w 2019 roku. Po tej decyzji sztabu szkoleniowego utytułowany zawodnik rozważał zakończenie kariery.

Współpraca z Schusterem

Na szczęście dawny „Super Orzeł” z Austrii postanowił nie odwieszać nart i przy pomocy Wernera Schustera wrócić na szczyt. Efekty ich współpracy można było zaobserwować podczas minionego sezonu. Sam Schlierenzauer widzi postęp w swoich występach, ale czuje niedosyt. – Nie do końca osiągnąłem, to co postanowiłem – przyznał w wywiadzie dla LAOLA1. – Biorąc pod uwagę moje wcześniejsze starty, nie mogę być niezadowolony. Rzadko kiedy brałem udział w rundzie finałowej i słusznie wyleciałem ze składu Pucharu Świata i reprezentacji narodowej – dodaje szczerze.

Minionej zimy Gregor zdobył łącznie 356 punktów, to więcej niż przez 4 poprzednie sezony razem wzięte. Mistrz Świata z 2011 roku otarł się także o podium. W Niżnym Tagile zajął 4. miejsce, poza tym trzykrotnie meldował się w TOP 10 zawodów. Dobre występy sprzed kilku tygodni są bazą do budowania lepszej formy, Schlierenzauer za cel postawił sobie powrót do ścisłej światowej czołówki i ukończenie sezonu w pierwszej „10” klasyfikacji ogólnej. – Celem w tym sezonie było ustabilizowanie zmian technicznych, które wprowadziliśmy latem, aby zapewnić równość wyników i wrócić do grona najlepszych – komentuje minioną zimę 30-latek z Tyrolu.

Austriacki zawodnik wciąż jest rekordzistą w ilości wygranych zawodów Pucharu Świata. Do jego wyniku 53 wiktorii przez lata nikt nawet się nie zbliżył. Ostatni raz Schlierenzauer stał na najwyższym stopniu podium w 2014 roku. Prawie 6 lat później wierzy, że jest w stanie poprawić swój rekord i wygrać po raz 54. – Czasami byłem już bliżej, niż się wydawało, niewiele było potrzeba. Jest to jednak bardzo delikatny proces – przyznaje w wywiadzie, dodając – Technicznie wszystko musi się zgadzać na 100%, do tego potrzeba jeszcze szczęścia i cierpliwości.

Trening pod okiem byłego kolegi z kadry i challenge z puszkami

Współpraca z Wernerem Schusterem ma być dalej kontynuowana, także teraz pod wodzą nowego trenera kadry narodowej Andreasa Widhölzla. Z Andreasem Gregor zna się bardzo dobrze, w latach 2006-2011 skakali razem w zespole. Dla 30-latka fakt, że nowy trener był kiedyś kolegą z kadry, nie ma większego znaczenia. – Nic się nie zmienia pod względem celów i zadań. Do tej pory mogłem się nauczyć od każdego trenera i jestem absolutnie pewien, że teraz też tak będzie. Mamy do siebie wzajemny szacunek i nie mogę się doczekać współpracy z nim.

Zanim skoczkowie wrócą do treningów minie trochę czasu. Epidemia koronawirusa zmusiła sztaby szkoleniowe i zawodników na całym świecie do szukania innych metod utrzymania sprawności. Gregor Schlierenzauer trening w domu połączył z wyzwaniem, który błyskawicznie rozszedł się po sieci. Austriak przeskoczył wysokość… 9 puszek napoju RedBull i nominował innych skoczków, aby powtórzyli jego wyczyn. Wyzwaniu udział wzięli między innymi Ryoyu Kobayashi, Adam Małysz i Tomasz Pilch. Ten ostatni poprawił wynik Austriaka, przeskakując nad 10 puszkami, czym zdobył uznanie autora wyzwania.