Hesja to nie tylko Willingen: “Mieliśmy własny Turniej Czterech Skoczni”

Willingen

Willingen od lat słynie ze świetnej atmosfery podczas zawodów Pucharu Świata. Mówi się, że to niemieckie Zakopane. W regionie Hesja historia skoków narciarskich dotyczy znacznie większej ilości miejscowości, w których usytuowane były skocznie.

Pozostałości jednego z obiektów można znaleźć nieopodal szczytu Wasserkuppe. – Grasberg w Poppenhausen jest popularnym celem pieszych wycieczek. Ścieżka prowadzi po stromym zboczu. Po środku lasu pojawia się betonowy blok. To nieużytkowana dziś konstrukcja skoczni narciarskiej – wyjaśnia Thomas Bub, który w przeszłości był jednym z najlepszych skoczków w Hesji.

Już w latach 70. rywalizacji skoczków towarzyszyła piknikowa atmosfera. – Skoki były kiedyś festiwalem w Rhon. Kiedy mieliśmy zawody, na dole biegały setki widzów, a z głośników wydobywały się dźwięki muzyki. Wydarzeniu towarzyszyły grill i picie. To były wspaniałe niedzielne popołudnia – relacjonuje Bub.

Zawodnikom nie przeszkadzał gorszy poziom sprzętu, z którego korzystali. – W dzisiejszych skokach nic nie działa bez najnowocześniejszego sprzętu. W dawnych czasach wszystko było skromniejsze. Mieliśmy jedną parę nart do skoków, biegów, czy zjazdów. Ze skoczni ruszaliśmy bez ochronnych kasków, zaś na głowach mieliśmy szpiczaste czapki, które chroniły przez zmarznięciem – przypomina Niemiec.

Zafascynowanie skokami w Hesji było na tyle duże, że postanowiono przeprowadzić lokalny Turniej Czterech Skoczni. – Było tu ponad 20 skoczków z samego Poppenhausen. Później odbył się nawet turniej na czterech skoczniach. Rywalizowaliśmy w Poppenhausen, Wustensachsen, Haselbach i Oberweissbrun. Skakaliśmy w przyjacielskiej atmosferze – czytamy na hessenschau.de.

Teraz kultowym obiektem do skoków w Hesji jest Mühlenkopfschanze, które regularnie gości najlepszych skoczków świata. – W wielu miejscach skoki narciarskie po prostu pozostawiono. Natura stopniowo opanowuje skocznie i wieże sędziowskie. Z wyjątkiem skoczni narciarskiej w Willingen, wszystkie skocznie w Hesji są teraz nieczynne i zapisują się w krajobrazie jako ruiny – opisuje Thomas Bub.

Od tej reguły odchodzi Vogelsbergkreis, gdzie ostatnie skoki oddawano w latach 80. Na pomysł rewitalizacji obiektu wpadł skaczący tu Andreas Dasch. – Jestem restauratorem i głównie organizuję wesela. Wraz z burmistrzem postanowiliśmy udzielać ślubów pod progiem skoczni. Mam nadzieję, że małżeństwa biorące tu ślub przetrwają dłużej, niż boom na skoki w Hesji – podsumowuje z uśmiechem Dasch.