Jarosław Mądry: “Ja to uparty strasznie byłem”

Jarosław Mądry, Innsbruck 1993

Jest 3 stycznia 1993 roku. Na skoczni Bergisel w Innsbrucku trwa konkurs zaliczany do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz 41. Turnieju Czterech Skoczni. Z numerem 36. na rozbiegu pojawia się reprezentant Polski, Jarosław Mądry. Uzyskane przez niego 78 metrów i 60. miejsce idealnie obrazują stan skoków narciarskich w Polsce w tamtym okresie. Ważniejsze jest jednak to, iż w locie nie przyjął stylu V, lecz nadal leciał z równolegle prowadzonymi nartami. Spotkało się to zarówno ze śmiechem, ale też brawami ze strony publiczności.

Jarosław Mądry urodził się 31 marca 1968 roku i od początku związany był z klubem z Zakopanego. Na tle kolegów spisywał się nadspodziewanie dobrze – w wieku niespełna 14 lat zdobył złoty medal Mistrzostw Polski w konkursie drużynowym. Potem jednak jego kariera potoczyła się podobnie do innych zawodników, którzy jeszcze jako nastolatkowie osiągali sukcesy – szybkie przybieranie wzrostu i masy ciała odbiły się na wynikach. Po pewnym czasie wrócił jednak do kadry. – Zakazali mi skakać, potem jednak pozwolili i znów zmienili zdanie, a tu nagle po 2,5 roku, jak zacząłem skakać, to nie wiedzieli co się dzieje. Pobiłem tych wszystkich chłopaków, którzy regularnie trenowali, jakbym w ogóle przerwy nie miał.

Poprawa wyników zaowocowała powołaniem na najważniejsze imprezy – w 1987 Zakopiańczyk pojawił się na starcie zawodów w Oberstdorfie, inaugurujących 36. Turniej Czterech Skoczni. Furory nie zrobił, zajął 57. miejsce. Mimo wszystko, nie przeszło to bez echa. – Ktoś mnie zauważył. Była rozmowa, że chociaż nie byłem taki dobry, powiedzieli, że oni by wiedzieli co z Mądrego zrobić.

Srebrny i brązowy medal Uniwersjady, złoto i srebro na Mistrzostwach Polski, czy 29. miejsce podczas Pucharu Świata w Harrachovie 1989 roku – to najlepsze wyniki Mądrego w karierze. Na jedynych Mistrzostwach Świata, na jakich się pojawił, w Lahti w 1989 roku, zajął indywidualnie 58. i 56. miejsce, a w drużynie wraz z Janem Kowalem i Bogdanem Papierzem był dwunasty. – Może mi brakowało takiej iskry, tego, żeby ktoś umiał mnie troszkę poprowadzić. Ja to taki trochę oporny człowiek byłem, uparty strasznie. W dobrym tego słowa znaczeniu, bo potrafiłem walczyć na treningach. Niestety tylko wtedy, bo na zawodach brakowało mi luzu. W treningach w Val di Fiemme oddawaliśmy razem z Felderem najdłuższe skoki. (Mądry w zawodach zajął 60. i 52. miejsce – przyp. red).

W międzyczasie FIS postanowiła, aby wprowadzić kwalifikacje do konkursów. Odbiło się to na Mądrym – w pierwszej serii pokazywał się tylko w sytuacji, gdy eliminacje były odwołane. Tak też wydarzyło się we wspomnianym konkursie w Innsbrucku. Mądry był ostatnim skoczkiem, który skakał stylem klasycznym. – Komentator zażartował ze mnie, że jestem ostatnim Mohikaninem. Nie szła mi ta V-ka. Nawet Jasiek Kowal mówił: Jarek, musisz poskakać jeszcze 1000 skoków V-ką. Ja, skacząc klasycznie, pobiłem wszystkich V-kowiczów. Było to na letnim turnieju tatrzańskim.

Uwagi innych nie robiły jednak na zawodniku żadnego wrażenia. – Ja się nie przejmowałem tym, że skaczę normalnie prosto, bo chodzi o to, że skok zaczyna i kończy się na progu. Tam się wszystko rozgrywa. Chciałem wszystkich zaskoczyć, pokazać, że da się pokonać wszystkich V-kowiczów. – Brak przestawienia się na nowy styl był jednak dla niego zbyt trudny. – Może bym i zaczął skakać V-ką, ale mi to nie szło, bo zawsze chodziłem do środka i nie mogłem rozłożyć stóp na boki. Związane to jest z tym, że całkowicie inaczej wychodziłem z progu – dodał.

Na obronę Mądrego trzeba jednak zaznaczyć, iż wielu doświadczonych w tamtym okresie zawodników miało podobne problemy. O ile w przypadku młodych zawodników przestawienie się nie było zbyt wielkim problemem, o tyle u zawodnika, który kierował się własną intuicją, było to nie do pokonania.

Mając 25 lat postanowił odwiesić narty na kołek. Powodem były, jak można było się spodziewać, pieniądze. Skoki narciarskie w Polsce przeżywały wówczas niemały kryzys – zawodnicy musieli opłacać treningi, sprzęt czy wyjazdy z własnych kieszeni. – Jak jeździliśmy z klubu na obozy, to żeśmy sami składali się żeby było na transport, paliwo czy dłuższe wyjazdy.

Po zakończeniu kariery wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Pracował głównie na budowach, gdzie trudnił się niemalże wszystkim. Co ciekawe, pieniądze nie były dla niego priorytetem. – Schodziłem z roboty zadowolony, że coś wykonałem. Nie interesowało mnie ile to pieniędzy, tylko to, czy klientowi się będzie podobać. – Jeździł też ciężarówką. – Przejechałem parę stanów. Chrzest bojowy odbyłem w Kentucky. Pierony były jeden za drugim, a tu trzeba było jechać. Musiałem uważać, żeby ludzi naczepą nie ściągać na ostrych zakrętach.

Pracę w Ameryce przerwała jednak choroba, stwardnienie rozsiane. – Wróciłem do Polski, bo nie byłem w stanie wytłumaczyć tamtejszym lekarzom, co się dzieje. Mam nieraz, teraz, dwa krótkie zdania: E, będzie dobrze. Będzie wszystko dobrze, nie przejmuj się. Bo ja się nie poddałem. Nieraz mnie przynagli to wszystko, że zmęczony jestem, ale dobrze będzie. Wtedy to ucieka. A musi się zawsze coś dziać koło mnie, wtedy jest mi lepiej. A reszta co będzie, ino Pan Bóg wie.

Zdaniem niektórych, Jarosław Mądry miał potencjał na naprawdę dobrego zawodnika. Na szczeblu krajowym odgrywał znaczące role, lecz poziom skoków narciarskich w Polsce był wówczas bardzo niski. Kto wie, być może byłby w stanie osiągnąć znacznie więcej, gdyby urodził się w innym okresie.

Źródło: polskieradio24.pl
Na zdjęciu: Jarosław Mądry, Innsbruck 1993