Miał skakać wśród najlepszych. Jurij Tepes wciąż szuka formy

Jurij Tepes

Jurij Tepes przez lata walczył o to, by kojarzyć go przede wszystkim z dobrymi skokami, a nie tylko ze sławnym ojcem. Radził sobie nieźle, uchodząc za specjalistę od skoczni mamucich. Od pewnego czasu Słoweniec zupełnie jednak pogubił formę i nie startuje w Pucharze Świata. Czy stać go na powrót do dobrej dyspozycji? Zeszłoroczne wyniki na to nie wskazują.

Nazwisko Tepes latami przywoływało na myśl Mirana – byłego skoczka, medalistę olimpijskiego, następnie prawą rękę Waltera Hofera i człowieka, od którego decyzji zależał start zawodników. Osobę doskonalę znaną, niemalże legendarną, ale też wielokrotnie krytykowaną (wspólnie ze swoim szefem) za sposób prowadzenia zawodów pucharowych – przeciąganie ich, rozgrywanie za wszelką cenę, rotowanie belkami.

W lutym 1989 r. w Ljubljanie urodził się jego syn Jurij, który z czasem poszedł w ślady ojca. Uznawano go za spory talent – jako junior zdobył kilka medali na najważniejszych młodzieżowych imprezach. Wydawało się, że spośród wielu zdolnych słoweńskich skoczków, to właśnie Jurija czeka imponująca kariera. Tymczasem po ponad ośmiu latach od rozpoczęcia regularnych występów w Pucharze Świata, Tepes desperacko walczy, by na dłużej wrócić w jego szeregi.

Syn Mirana nie bez powodu uchodzi za wieczny talent. Miał wiele osiągnąć, a wciąż pozostaje bez indywidualnego sukcesu na jakichkolwiek mistrzostwach. W PŚ zadebiutował grubo ponad dekadę temu, od 2010 r. skakał w najwyższej rangi zawodach rok w rok, a do dziś ma na swoim koncie zaledwie dwa zwycięstwa – dwukrotnie wygrywał na ulubionej skoczni w Planicy. Do historii przeszedł triumf sprzed trzech sezonów, gdy o Kryształową Kulę walczyli Peter Prevc i Severin Freund. Temu pierwszemu do końcowego sukcesu zabrakło kompletu punktów właśnie za ostatni konkurs na Letalnicy, gdzie na najwyższym stopniu podium stanął Jurij, a starszy z braci Prevców był drugi. Gdyby koledzy z zespołu zamienili się miejscami, klasyfikację generalną wygrałby Peter.

Tepes uchodzi za specjalistę od latania na mamutach, dlatego miejsce jego jedynych wygranych absolutnie nie dziwi. Skoczek próbował udowodnić, że na innych obiektach również nieźle sobie radzi. Szło mu z różnym skutkiem. Zdarzały się mu pojedyncze, bardzo dobre występy indywidualne, ale brakowało stabilizacji. Choć końcowe lokaty w klasyfikacji generalnej na przestrzeni lat 2013-2017 – 13, 18, 13, 21, 20 – świadczą o dość regularnym poziomie skoków, to Jurij uchodził za zawodnika chimerycznego. Zdarzało się wielokrotnie, że przy gorszej początkowej fazie lotu, Słoweniec odpuszczał dalszą walkę o odległość. Niekiedy, co jest przypadłością wielu skoczków, po prostu psuł próby konkursowe, uprzednio imponując formą w treningach.

Jurij wspominał w wywiadach, że wolałby inną osobę odpowiedzialną za startowanie zawodników, aniżeli jego własnego ojca. Po latach taka szansa się pojawiła, bo w 2016 r. Mirana zastąpił Borek Sedlak. Jednak odkąd tata zajmuje się skokami kobiet, syn zupełnie zgubił formę. Zeszły sezon Tepes miał kompletnie nieudany. W Pucharze Świata pojawiał się rzadko, a jak już dostawał szanse, to regularnie je marnował. Punktował zaledwie raz, na sam koniec, w Planicy. W Letnim Grand Prix wziął udział tylko w słabo obsadzonych konkursach w Hakubie, więc trudno uznać jego przyzwoite wyniki w Japonii za miarodajne. Największym osiągnięciem Słoweńca w ostatnim czasie był udział w otwarciu kompleksu skoczni w kazachskim Szczuczyńsku. Podczas letnich oficjalnych uroczystości, zaproszony na to wydarzenie Jurij, wyraźnie przeskoczył nowy obiekt, ale nie utrzymał równowagi przy lądowaniu.

Bieżący sezon nabiera rozpędu, a na horyzoncie nie widać żadnych szans, by Tepes mógł wrócić do Pucharu Świata. Dotychczas cztery razy wystąpił w Pucharze Kontynentalnym (Lillehammer, Ruka) i nie dał żadnych powodów trenerom, by ci na niego postawili. Trzy razy odpadł w pierwszej serii, zdobył zaledwie osiem punktów. Na poświąteczne zawody do Engelbergu już nie pojechał. Wpływ na to z pewnością miały rozegrane przed Bożym Narodzeniem mistrzostwa kraju. Jurij spisał się fatalnie – zajął dopiero 21. miejsce. Przegrał z nieznanymi przeciętnym kibicom zawodnikami jak Matevz Samc, Nik Fabijan czy Medard Brezovnik. Nic więc dziwnego, że został pominięty w kadrze na jakiekolwiek konkursy międzynarodowe.

Czas nie działa na korzyść Tepesa. W lutym Słoweniec skończy trzydzieści lat, a obecnie zanosi się na kolejny stracony sezon. Czy nowy rok okaże się przełomowy? Biorąc pod uwagę niełatwy charakter skoczka, może być mu trudno wrócić do regularnych występów w elicie. W zespole prowadzonym przez Gorazda Bertoncelja trwa zaciekła rywalizacja o miejsce w kadrze. Zważywszy na obiecującą formę młodzieży: Timiego Zajca czy Zaka Mogela, nie będzie zaskoczeniem, jeśli Jurij Tepes w Pucharze Świata pojawi się dopiero w Planicy. Letalnica to obiekt, na którym syn Mirana czuje się znakomicie. Może podobnie jak w zeszłym roku, zdoła tam znów nawiązać walkę z najlepszymi.

fot. www.fis-ski.com