Justyna Żyła. Od zdradzonej żony do celebrytki i pisarki

Justyna Żyła, Playboy

Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami kryzysu małżeńskiego Państwa Żyłów. Ostatnio za sprawą zdradzonej małżonki, kryzys ten przekształcił się w medialny spektakl jednej aktorki. Justyna Żyła po zostaniu samotną matką, rozpoczęła wizerunkową ofensywę, wystąpiła w „Playboyu” i ogłosiła, że chce zostać pisarką.  

Komentarze w sieci są bardzo skrajne. Dla jednych Justyna Żyła to „blond szmata”, która „sprzedała ciało” (podobno aż za 40 tys. zł!) i zajmuje się „gnojeniem męża”. Sam zaś Playboy „przepłacił za pamiątkę” „babie o przeciętnej urodzie rodem ze starego świerszczyka” próbującej się „wybić na plecach byłego męża”. Wielu internautów martwi się, że największy problem po sesji będą miały dzieci Żyłów, którym koledzy nie dadzą żyć machając „jej gołą dupą” w szkole. Z kolei dla drugich Justyna nie zrobiła nic strasznego, bowiem tak naprawdę „każda kobieta marzy o sesji w „Playboyu”, a większość „gwiazd rozebrało się już wcześniej”. Przynajmniej „sobie zarobi na siebie” i utrzymanie dzieci. No i w sumie to „ładna dziewczyna, piękne zdjęcia, więc w czym problem”?

Podobno kilka miesięcy temu, po powrocie z Pjongczangu, Piotra Żyłę z lotniska odebrała tajemnicza kobieta. Dowiedział się o tym z Internetu jego 10-letni syn i opowiedział mamie. No i się zaczęło… Jednak zaczęło się dużo wcześniej. Wszyscy z najbliższego otoczenia wiedzieli, z uśmiechem pytali się, czemu Piotr jeszcze ze zgrupowania nie wrócił. Trwało to rok. No i Żyła pękła, wyrzuciła męża z domu i rozpoczęła ofensywę w mediach. Piotr Żyła wydał jedno oświadczenie i nie chciał komentować sprawy szerzej. Podobno doradzono mu, żeby sie na ten temat nie wypowiadał.

Puentą całej historii wydają się dwa wydarzenia. Pierwsze to zdjęcia w „Playboyu”. „Super Express” donosił, że przyjaciel rodziny martwi się, że samoocena Justyny zmalała, a najlepszym sposobem na jej odbudowanie będzie właśnie rozbierana sesja. Ciekawe, bo podobno zdjęcia miały być wcześniej prezentem na 30. urodziny Piotra Żyły, ale jak wyznała, wówczas zaśpiewał skoczkowi jedynie Zenon Martyniuk. No a dziś zrobiła prezent sobie.

Plotki głoszą, że Pani Justyna chce, aby jej mąż zobaczył co stracił. – Ciało kobiety w dobrej aranżacji to powód do dumy, a nie coś gorszącego – wyznała. Odpiera zarzuty, że zrobiła krzywdę dzieciom. Przywołuje fakt, że na sesje zdecydowały się np. Edyta Górniak, czy Martyna Wojciechowska, a wówczas nikt nie komentował ich w kontekście bycia matką. Zresztą Justyna Żyła już w sierpniu 2017 zamieszczała na Instagramie swoje zdjęcia w bikini. W całą historię, agresywnymi tytułami, zdjęciami, media próbowały wplątać Adama Małysza, prywatnie kuzyna Justyny i kolegi Piotra. Ten odciął się od komentowania całej sprawy.

Drugim aktem tej historii jest wywiad Justyny, jakiego udzieliła w „Dzień Dobry TVN”. Zaprzeczyła, że sesja w „Playboyu” była skierowana przeciwko Piotrowi, mimo hasła: „Góralu czy Ci nie żal”.  Że to miała być pamiątka, póki jest młoda i atrakcyjna. Ciekawe czy ktoś jej uwierzył. Potem było o chęci wydania jakiejś książki kulinarnej, której dotychczas nie ma na rynku. Bardzo ostrożnie, wręcz dyplomatycznie wypowiadała się na temat swojego męża. Wyglądało jakby zrezygnowała z ofensywnej strategii na rzecz akcji łagodzenia napięć i wyciszania emocji.

Jaki płynie morał z tej historii? Chyba żaden. Nasuwają się za to dwa wnioski. Ma się wrażenie, że początkowo Pani Justyna Żyła lekko się pogubiła. Najpierw długo milcząco tolerowała zdradę męża, potem nie wytrzymała, zaatakowała ostro w mediach społecznościowych, następnie pokazała się jako pewna siebie kobieta w nagiej sesji i wystąpiła jako autorka przyszłej książki. Jej wypowiedzi nie są spójne, czasem coś powie za daleko, potem się wycofuje, zmienia, wyjaśnia. Jest w tym wszystkim jakaś aura tajemniczości, sporo spontaniczności, chaosu, poranienia, chęci rewanżu, czy odegraniu się za upokorzenia, jakich doznała od swojego męża.

Ale z tej początkowej bezradności wyłania się chłodna kalkulacja i racjonalne działanie. Pani Justyna bierze sprawy w swojej ręce, podnosi głowę, nabiera świadomości, że została samotną matką z dwójką dzieci i będzie musiała sobie jakoś radzić, bo przecież mąż (podobno) na dzieci nie płaci. Zostaje jej po mężu nazwisko i to, co wcześniej robiła, przykryte tym nazwiskiem i osiągnięciami skoczka. Póki to nazwisko jest jeszcze coś warte, postanawia ten fakt wykorzystać dla promowania swojej osoby, a właściwie tego, co za nią stoi (a patrząc na sesję w Playboyu „jak leży”). Łączy nazwisko z urodą, skandalem, górską chatą i (o zgrozo) matką boską, aby zrobiło się o całej sprawie jeszcze głośniej. No, a przy okazji można nieźle zarobić. I jak to zwykle bywa rozpocznie się debata o obrazie uczuć religijnych, która dodatkowo wzmocni przekaz medialny. Pamiętajmy, nieważne czy mówi się dobrze czy źle, ważne, że się mówi. I tak się stało.

Justyna Żyła uzyskała chwilowy status celebrytki, który być może stanowi wstęp do jakiejś ofensywy związanej z jej działalnością kulinarną i chęcią zaistnienia w przestrzeni publicznej, darmową reklamą jej przyszłej książki.  W jednym z komentarzy internautów czytamy: Nawet jeśli zdradził to po co się zniżać do poziomu patrz co straciłeś? No właśnie po to drogi internauto. Czas pokaże, czy piszący te słowa ma rację i właśnie został napisany pierwszy rozdział powieści Justyny Żyły, a może i scenariusz na kolejny odcinek „Trudnych Spraw”. Skoro była już w TVN, to może warto spotkać się w Polsacie.

Choć tu i ówdzie wróble ćwierkają, że żona mężowi wybaczyła, że nadal go kocha. W ostatnim wywiadzie była bardzo powściągliwa w osądzaniu Piotra. No właśnie, a gdzie w tym wszystkim jest Piotr Żyła? Patrząc na zeszły sezon, od pewnego czasu chyba w lekkim dołku. Miejmy nadzieję, że w nadchodzącym sezonie letnim i zimowym w końcu zacznie oddawać skoki, do jakich nas przyzwyczaił, a jego była (?) żona z nim lub bez niego, zajmie się układaniem w spokoju życia na nowo. Ostatnio w wywiadzie dla “Super Expressu” wyznał, że może przyjdzie czas na sprostowanie informacji na jego temat w sprawie małżeńskiego kryzysu.

Póki co, Piotr postanowił odreagować śpiewając z Maciejem Kotem i Liderem zespołu IRA Arturem Gadowskim: Ona jest ze snu, a ubrana w codzienność, dla mnie zrzuca ją, kiedy robi się ciemno. Dla kogo śpiewa? Nie wiadomo. Póki co, życzymy Justynie i Piotrowi Żyle spokoju i odnalezienia życiowej równowagi. A my oddalamy się do redakcyjnej pracy.