Kaarel Nurmsalu – sympatyczny Estończyk w żółtym kasku

Kaarel Nurmsalu to jeden z najlepszych estońskich skoczków narciarskich w historii. Wielu z nas pamięta charakterystycznego zawodnika w żółtym kasku, siadającego na belce i rywalizującego o punkty Pucharu Świata.

Urodzony w 1991 roku estoński skoczek rozpoczynał karierę jako dwuboista. Na pierwszy punkcik w klasyfikacji generalnej musiał poczekać aż do listopada 2010 roku. Wówczas w Kuusamo udało mu się osiągnąć 30. lokatę. W tym samym sezonie wygrał swoje pierwsze międzynarodowe zawody pod egidą FIS. Triumfował na zawodach Pucharu Kontynentalnego kombinacji norweskiej w Klingenthal w styczniu 2011.

Pod koniec stycznia wystartował na Mistrzostwach Świata Juniorów w rodzimym Otepaa. Na tych zawodach udało mu się zdobyć trzy brązowe medale – dwa w kombinacji norweskiej i jeden w skokach. Takie wyniki skłoniły Nurmsalu do zmiany dyscypliny i skupieniu się na jednej – skokach narciarskich.

Pierwszy konkurs PŚ, w którym wziął udział Kaarel, to drużynowe zawody w Lahti w marcu 2011 roku. Na skoczni Salpausselka uzyskał 93 metry i był jednym z najsłabszych zawodników w konkursie. Drużyna Estonii zajęła ostatnie, 9. miejsce.

Sezon 2011/2012 nie przyniósł Kaarelowi punktów PŚ. Kilkukrotne przejście kwalifikacji nie pozwala oceniać tamtego sezonu pozytywnie. Dużym osiągnięciem było jednak przekroczenie magicznej granicy 200 metrów i ustanowienie rekordu kraju w długości lotu. Dystans 204 metrów Nurmsalu przeleciał na Mistrzostwach Świata w Lotach w norweskim Vikersund. Tę serię konkursową anulowano, ale odległości w tabelach z rekordami pozostały. Estończyk został wówczas sklasyfikowany na 37. miejscu.

Indywidualne sukcesy Kaarela Nurmsalu to druga część sezonu 2012/2013. Pierwsze punkty PŚ w karierze zdobył w Oberstdofrie, zajmując 26. miejsce. Do końca sezonu uzbierał w sumie 40 punktów i osiągnął 49. miejsce w klasyfikacji końcowej. Było to jego najwyższe miejsce w karierze.

W kolejnym sezonie, do konkursów Pucharu Świata, udało mu się zakwalifikować dopiero w lutym. Tuż przed Igrzyskami w Soczi zdobył 4 punkty do klasyfikacji PŚ w Willingen. Na Igrzyskach nie osiągnął dużych sukcesów i zajął dopiero 38. miejsce na skoczni normalnej i 41. na skoczni dużej. Największym sukcesem Estończyka było zajęcie 6. lokaty w konkursie na Holmenkollbakken w marcu 2014. Jak się później okazało, były to przedostatnie zawody w karierze estońskiego skoczka.

Po sezonie 2013/2014 i debiucie na Igrzyskach Olimpijskich Kaarel Nurmsalu, pomimo obiecujących wyników w końcówce sezonu, zdecydował się zakończyć karierę. Głównym powodem jaki podawał był brak funduszy dla dalszych treningów, obozów i rozwoju kariery. Poinformował również o skupieniu się na edukacji i chęci skończenia szkoły wyższej w zawodzie architekta.

Rozbrat ze skokami Kaarela potrwał jedynie 2 lata. W marcu 2016, po studiach i pracy jako sprzedawca, postanowił wziąć udział w Mistrzostwach Estonii. Niespodziewanie zwyciężając w konkursie zadecydował o powrocie na skocznię w kolejnym sezonie.

Sezon 2016/2017 nie był jednak obfity w sukcesy. Dwa skromne punkty do klasyfikacji Pucharu Świata nie usatysfakcjonowały kibiców, trenerów, ani nawet samego skoczka. Pomimo pobicia rekordu kraju w jednym z ostatnich skoków, Kaarel ponownie ogłosił zakończenie kariery. Tym razem głównym powodem kolokwialnego odwieszenia nart na kołku stało się osiąganie granic możliwości organizmu w zakresie utraty wagi. Estończyk mówił o głodowaniu, ciągłym trzymaniu skrajnych diet i trudnościami z utrzymaniem dużej siły fizycznej. Po konsultacjach z lekarzem podjął tę trudną decyzję.

Po zakończeniu kariery zawodowego skoczka Kaarel Nurmsalu wziął ślub z Ekateriną Timoskovą, która wcześniej urodziła syna Henry’ego. Poza sprawami rodzinnymi rozwijał swoją pasję, którą jest jazda na motocrossie oraz koszykówka.

W marcu tego roku Nurmsalu wystartował w Mistrzostwach Estonii. Zajął 5. miejsce pomimo startu z nadwagą oraz bez wielkich przygotowań. Jednak na powrót na skocznię raczej nie powinniśmy liczyć. Chociaż jak widać z kart historii, w przypadku tego estońskiego skoczka możemy się spodziewać wszystkiego.

 

Fot. Rauno Volmar