Skoczkowie po przejściach. Weterani walczą o powrót do elity

Andreas Kofler

Na listach startowych grudniowych konkursów Pucharu Kontynentalnego pojawiło się kilka znajomych nazwisk, które przez lata kojarzyliśmy głównie z zawodami najwyższej rangi. Andreasa Koflera, Roberta Kranjca i Taku Takeuchiego łączy to, że w przeszłości zmagali się z problemami zdrowotnymi, wpływającymi na przebieg ich kariery. Teraz cała trójka walczy, by wrócić do regularnego skakania w Pucharze Świata.

Obserwując pucharowe wyniki w bieżącym sezonie, łatwo zauważyć postępującą wymianę pokoleń wśród skoczków. To zjawisko dynamicznie rosło przez ostatnie lata. Teraz następuje jego kulminacja. Najlepszych zawodników powyżej trzydziestego roku życia możemy policzyć na palcach jednej ręki. Polscy kibice mogą być dumni z właściwie jedynych zaliczających się do tego grona – Piotra Żyły i Kamila Stocha. Czy weterani są w odwrocie? To dość śmiała teza, której jednak bronią wyniki. Z powodu formy praktycznie nieobecni są Noriaki Kasai i Simon Ammann, nie widać też m.in. Manuela Fettnera. Formę w Pucharze Kontynentalnym próbują odbudować inni dżentelmeni z „klubu 30+”: Andreas Kofler, Robert Kranjec i Taku Takeuchi. Wszyscy „po przejściach”, z bagażem przykrych doświadczeń związanych ze zdrowiem.

Niespełna trzynaście lat minęło od konkursu olimpijskiego na skoczni w Pragelato, w którym dwóch młodych Austriaków stoczyło pasjonującą walkę o złoto. Ostatecznie Thomas Morgenstern pokonał Andreasa Koflera o zaledwie 0,1 pkt. Dziś bardziej utytułowany, pierwszy z nich, już nie skacze. Drugi walczy, by móc rywalizować z najlepszymi. Przez lata obaj mieli wyjątkowego pecha co do upadków. W przypadku „Morgiego” był to główny powód zakończenia kariery. U „Kofiego” na pewno wpłynęło na psychikę i losy kariery. Bo choć jest zawodnikiem z wieloma medalami – głównie złotymi – na koncie, to jednak lwią część z nich zdobył w drużynie. Wydaje się, że mógł i powinien osiągnąć jeszcze więcej. Pomimo problemów, Kofler dość przyzwoicie radził sobie w sezonie 2016/17. Stanął nawet na podium, a finalnie zajął 23. lokatę w klasyfikacji generalnej.

Urodzony w 1984 r. Austriak szykował się do rozpoczęcia kolejnego cyklu PŚ. Na początku grudnia ub. r. w mediach pojawiły się szokujące informacje, że sympatyczny skoczek może nawet zakończyć karierę. Wykryto u niego rzadką chorobę autoimmunologiczną. Ciało zwalczało własne komórki, organizm był silnie uszkodzony, osłabiony. Istniało poważne zagrożenie zakończenia kariery, co w wywiadach potwierdzał sam zawodnik. Na jego szczęście, problemy zdrowotne ustały. W połowie tego roku „Kofi” podjął decyzję o powrocie do treningów, wspominając, że sił dodały mu narodziny córki. Choć celem skoczka są nadchodzące mistrzostwa w austriackim Seefeld, to na razie trudno przebić mu się choćby do czołowej dziesiątki Pucharu Kontynentalnego. Jest wprawdzie niesamowicie regularny – kolejno zajmował miejsca 19., dwa razy 20. i 18., ale to wciąż rezultaty zwyczajnie przeciętne. W obliczu kryzysu austriackich skoków, szanse na załapanie się do kadry na MŚ nadal istnieją. Dobrą formą w styczniu Kofler może osiągnąć swój upragniony cel.

Symptomy niezłej dyspozycji zdążył już pokazać inny weteran – Robert Kranjec. 37-letni Słoweniec praktycznie stracił dwa ostatnie sezony. Na zgrupowaniu przygotowującym do zimowego cyklu 2016/17, „Robi” doznał poważnego urazu więzadeł krzyżowych. By postawić doświadczonego zawodnika na nogi, niezbędna była operacja. W przeszłości, były mistrz świata w lotach miał problemy m.in. z ręką i kolanem. Kranjec z powrotem pokazał się szerszej publiczności na zakończenie poprzedniego sezonu. Na „swojej” Letalnicy zajął bardzo dobrą 10. lokatę. Startował bez większego powodzenia w Letnim Grand Prix, choć – co najważniejsze – nie dręczyły już go problemy zdrowotne. Dotychczas w PŚ jeszcze nie wystąpił, ale jeśli podtrzyma formę z ostatnich występów w „kontynentalu”, powinien wkrótce otrzymać szansę. Słoweniec stanął na podium niedawnych zawodów PK w Lillehammer. To może zwiastować, że wciąż nie powiedział ostatniego słowa. Biorąc pod uwagę jego zamiłowanie i talent do lotów narciarskich, obecność 37-latka w aktualnym PŚ wydaje się niemal pewna.

Najmłodszy ze wspomnianej trójki, poważne problemy zdrowotne miał kilka lat temu. Taku Takeuchi był bliski, by w 2014 r. nie pojechać na Igrzyska Olimpijskie w Soczi, na których ostatecznie zdobył drużynowy medal. Wykryto u niego bardzo rzadką chorobę – zespół Churga i Strauss, objawiający się silnym zapaleniem naczyń. Japończyk wspominał później w wywiadach, że był przerażony tym, co się z nim działo. Myślał, że umrze. Szczęśliwie, historia zakończyła się happy-endem. Takeuchi zdobył krążek wraz z kolegami z zespołu, a później poddał się efektywnemu leczeniu. Następnie, lepsze sezony przeplatał gorszymi – poprzedni akurat należał do tej drugiej kategorii. W odróżnieniu od wyżej wspomnianych skoczków, Taku rozpoczął zimę od wizyty w Wiśle. Tam punktów nie zdobył, podobnie jak później w Ruce i Niżnym Tagile. Trenerzy „zesłali” go do Pucharu Kontynentalnego, gdzie japoński zawodnik udowodnił, że znajduje się w fatalnej dyspozycji. Zdobył zaledwie dwa punkty, trzy razy nie wszedł do drugiej serii. Choć w PŚ furorę robi niesamowity Ryoyu Kobayashi, to drużynie z Kraju Kwitnącej Wiśni na pewno przydałby się solidny Takeuchi. A w obecnej formie daleko mu nie tyle co do solidności, co do choćby przeciętności.

Kofler, Kranjec, Takeuchi i pozostali uczestnicy zawodów PK, wrócą do rywalizacji tuż po świętach. Na 27-28 grudnia zaplanowano konkursy w Engelbergu, a tydzień później w Klingenthal. W tle rozpoczynającego się niedługo Turnieju Czterech Skoczni, „drugi garnitur” będzie walczył, by dobrymi występami przebić się lub wrócić do elity.

fot. Andreas Kofler, Anna Nagel || www.skijumper.pl