Koronawirus zaburzył skokowy porządek. “Włoski temperament Pertile został przyćmiony”

Opinia o Pertile w sezonie 2020/2021

Czy Sandro Pertile dobrze radzi sobie na stanowisku dyrektora Pucharu Świata? Jak przebiegała pierwsza część sezonu 2020/2021? Co dalej z polską kadrą? Odpowiedzi na te pytania postaraliśmy się znaleźć we wspólnej rozmowie redakcyjnej!

Pierwsza część sezonu 2020/2021 odeszła do historii. Polacy zapamiętają ją jako piękny triumf Kamila Stocha w Turnieju Czterech Skoczni i skokową dominację Halvora Egnera Graneruda. Kibice wciąż pamiętają także koronawirusowe ekscesy z Oberstdorfu i nieporadność Sandro Pertile.

Konrad Knoch: Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że byliśmy chyba świadkami jednego z najciekawszych, ale i najdziwniejszych periodów w historii skoków narciarskich?

Wojciech Danielewski: To prawda. W ostatnim czasie sporo się wydarzyło. Od początku wiedzieliśmy, że w związku z pandemią nie będą to zwyczajne miesiące, do których byliśmy przyzwyczajeni jako kibice. Koronawirus w pewnym sensie całkowicie zaburzył nam skokowy porządek. Oprócz formy sportowej, do kluczowych elementów trzeba było dopisać: zdrowie, szczęście i logistykę. Jesteśmy na półmetku sezonu, który rozpoczął się 21 listopada. Choć minęły dopiero dwa pełne periody, mieliśmy już pełnię ekscytujących wydarzeń sportowych, zaskakujących decyzji oraz wielu niespodziewanych sytuacji po wykryciu przypadków zakażenia wśród uczestników karuzeli Pucharu Świata.

Jak oceniasz nowego szefa Pucharu Świata Sandro Pertile. Podołał tym trudnym wyzwaniom?

Zacznę może dość ostro, ale patrząc na pojawiające się opinie, w swoim osądzie nie jestem osamotniony. Nie takiej postawy oczekiwaliśmy po nowym dyrektorze Pucharu Świata – Sandro Pertile. Jestem rozczarowany następcą Waltera Hofera. Jeszcze kilka miesięcy temu nie przypuszczałbym, że wypadnie tak blado przy swoim poprzedniku. Oczywiście jest to dopiero początek jego drogi, ale obawiam się, że z kolejnymi awaryjnymi sytuacjami może być jeszcze gorzej. Stwarza wrażenie osoby kompletnie nieradzącej sobie w kryzysowych momentach. Włoski temperament jaki gdzieś głęboko w nim tkwi, został chyba z czasem przyćmiony przez jego księgowe wykształcenie. Zamiast działać stanowczo, z temperamentem, woli skrupulatnie, w zamknięciu wykonywać zadania narzucone przez FIS. Ostatnie sytuacje, które wydarzyły się w Planicy, Oberstdorfie czy Titisee-Neustadt pokazują, że nie potrafi zapanować nawet nad małym chaosem. Dziwi mnie, że będąc tak długo związanym z tym środowiskiem, Sandro Pertile tak trudno przychodzi podejmowanie prostych decyzji i komunikowanie się z danymi organami.

Uważasz, że to on jest przede wszystkim odpowiedzialny za to, co działo się z polskimi zawodnikami Oberstdorfie?

Nie określałbym tego w taki sposób, ale w pewnym sensie całe zamieszanie było spowodowane właśnie brakiem komunikacji i niewiedzy ze strony Dyrektora Pucharu Świata. Nie potrafił wyjaśnić, sprawdzić, czy też być stroną w całej tej sytuacji. Z informacji jakie się pojawiły, Pertille kompletnie nie potrafił nawiązać kontaktu i zapanować nad chaosem panującym na początku TCS.

Z tego zrobił się niezły pasztet. W części mediów rozpoczęła się nagonka na niemiecki sanepid, na władze niemieckie, aż wreszcie na Niemców. Interweniowali politycy, telefon Adama Małysza rozgrzewał się do czerwoności.

Można powiedzieć, że cała ta absurdalna sytuacja, która spędziła wszystkim zainteresowanym sen z powiek zaczęła się od zapisu na wyniku testu Klemensa Murańki: „schwach positiv”, czyli słabo lub niejednoznacznie pozytywny. Ten moment rozpędził łańcuszek dezinformacji i nieprawdopodobnych zdarzeń na przestrzeni kilkudziesięciu godzin. Nie przytaczając całej długiej historii, którą zna już większość kibiców, można powiedzieć, że zawiodły niejednoznaczne wytyczne FIS oraz skomplikowany system działań organizatorów w Oberstdorfie.

A zostało to poprawione, wyciągnięto jakieś wnioski?

Miejmy nadzieję, że tak. Organizatorzy stali na stanowisku że wszystkie działania i procedury były wdrażane zgodnie z przyjętym regulaminem, odpowiednich służb medycznych oraz sztabu lekarskiego Niemieckiego Związku Narciarskiego (DSV) na czas tej wielkiej imprezy.

W międzyczasie mieliśmy do czynienia z kolejną wojną na górze w świecie sportów narciarskich. Kilka miesięcy temu pisaliśmy, że Sarah Lewis ma zostać szefową FIS. Tymczasem, 9 października 2020 roku, dotychczasowa sekretarz generalna została usunięta z organizacji z powodu „całkowitej utraty zaufania”.

Gian Franco Kasper, prezydent Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) słynący z niewybrednych wypowiedzi, w najnowszym wywiadzie stwierdził, że zrobił to z radością. Jego zdaniem powinno się to zrobić 4 lub 5 lat temu. W kuluarach mówi się, że Sarah Lewis coraz częściej wykorzystywała funkcję do budowania swojej ewentualnej kandydatury na prezydenta FIS, ale przede wszystkim, prowokowała wewnętrzne konflikty pomiędzy działaczami. Wszyscy inni pracownicy podobno nie mogli już tego znieść. Jej następcą został Philippe Gueisbuhler, który był mocno związany z narciarstwem zjazdowym. Dział też w agencjach antydopingowych.

 W tym sezonie z całą siłą wróciła też dyskusja na temat ocen sędziowskich, pojawił się pomysł swoistego VARu, jak to widzisz?

Oceny za styl co roku są powodem wielu dyskusji w skokach narciarskich. Faktycznie, w tym roku wydaję się, że tych niesprawiedliwych ocen wpływających na końcowy wynik zawodnika jest dużo więcej i dyskusja rozgorzała na nowo. Portale i telewizje prześcigają się w tym sezonie w artykułach analizujących dotychczasową pracę sędziów i pokazują pomysły, jakie mogą temu wreszcie zapobiec. Niestety FIS stanowczo i definitywnie ucina wszystkie pytania i propozycje twierdząc, że w najbliższej przyszłości nie ma w planach zmieniać nic w tej materii. Podobno polskie grono sędziowskie w najbliższym czasie chce wysłać oficjalne pismo z pewnymi pomysłami na drobne korekty w kulejącym systemie oceniania.

Ale rzeczywiście sprawa jest bardzo skomplikowana. To samo zresztą pisaliśmy w poprzednich rozmowach redakcyjnych. Ciekawych pomysłów jest cała masa. Od całkowitego usunięcia not za styl, do sędziowania zdalnego z domów. Niestety tych, które realnie mogą wejść w życie, jest bardzo mało. Wszystko rozbija się o mocno okrojony czas na pojawienie się całkowitej noty kolejnego zawodnika. W ostatnim czasie spodobał mi się pomysł usytuowania monitorów w kabinach sędziowskich, które pokazują minimalnie opóźniony obraz w taki sposób, żeby sędzia wychylający się z okna na czas skoku w momencie powrotnego skręcenia głowy do kabiny, dokładniej zobaczył moment lądowania skoczków.

Mam wrażenie, że dwóch najważniejszych polskich sportowców – Stoch i Lewandowski, to osoby bardzo dojrzałe, „zaawansowane” wiekowo, ale jednocześnie osiągające swoje największe sukcesy. Być może ma tu znaczenie wsparcie najbliższych, rodzina. Ale ważna jest też godna podziwu, ogromna praca jaką codziennie wykonują. Adam Małysz powiedział ostatnio, że Stoch proporcjonalnie do wieku i osiągniętych sukcesów jest w swojej życiowej formie. On musi gonić uciekający czas, inaczej trenować, więcej pewnie przeznaczać na regenerację. To wszystko wymaga od niego jeszcze większej pracy oraz wysiłku i coraz trudniej przychodzi odnoszenie sukcesów. Czas na dojrzałość w sporcie, a dojrzałość to doświadczenie, stabilność, mądrość?

Czytając to pytanie przypomina mi się tytuł jednego z artykułów o japońskim weteranie: „Skoczek-senior jest nie do zdarcia”. Długowieczność naszych mistrzów jest pewnego rodzaju fenomenem i tajemnicą. Żaden skoczek w historii skoków nie zdobył tylu sukcesów po trzydziestym roku życia co nasza Rakieta z Zębu. To niebywałe! Możemy zadawać sobie tylko pytanie, dlaczego to właśnie nasi zawodnicy są tymi, którzy zaczęli na stałe przesuwać granice wiekową sukcesu w tej dyscyplinie? Czy może to tylko wyjątek podyktowany wyśmienitym procesem treningowym.

Podsumuj proszę występy polskich skoczków w tej części sezonu. Ja szczególnie dostrzegam fantastyczną atmosferę w drużynie. 

Niepodważalnie bronią naszej reprezentacji jest aktualnie atmosfera panującą wewnątrz. Wspaniale się patrzy na to, jak ten duży zespół wspiera się i napędza nawzajem. W ostatnim czasie niesamowicie zżyli się ze sobą. Na każdym kroku bije od nich pozytywna energia i dopisuje humor. Tak szczęśliwej i scalonej ekipy nie widziałem od 2017 roku. Ogromna w tym zasługa sztabu. W swojej skokowej pamięci na zawsze zapamiętam tegoroczny moment odegrania hymnu w Bischofshofen.

Dziękuję za rozmowę!