Mazoch: Podświadomość pamięta wszystko

Groźne w skutkach upadki skoczków narciarskich nie przekreślają ich zainteresowania tą dyscypliną sportu. Co więcej, większość z nich ponownie staje na rozbiegu by rywalizować w zawodach.

Groźne w skutkach upadki skoczków narciarskich nie przekreślają ich zainteresowania tą dyscypliną sportu. Co więcej, większość z nich ponownie staje na rozbiegu by rywalizować w zawodach.

Tande jak Morgenstern i Mazoch?

Kilkanaście dni temu upadek w treningu przed zawodami Pucharu Świata w Planicy odniósł Daniel Andre Tande. Norweg już w powietrzu miał problemy, które spowodowały, że runął na ziemię i bezwładnie zjechał na dół. W przeszłości podobnie upadali Thomas Morgenstern, czy Jan Mazoch. W obu przypadkach skoczkowie byli zabierani do szpitala, lecz w obu udało im się powrócić na skocznię.

Co prawda Morgenstern, tej sztuki dokonał dwukrotnie, lecz po drugim upadku na Kulm nie zdecydował kontynuować swojej kariery. Pożegnaniem był udział na igrzyskach w Soczi.

Mazoch nie zapomniał o skokach

Nieco inaczej potoczył się los Jana Mazocha. Czech rzadko kiedy brał udział w zawodach najwyższej rangi. W sezonie 2006/2007 tylko raz przystąpił do konkursu, po którym jako nieprzytomny trafił do zakopiańskiego szpitala, zaś następnie na dalsze badania w Uniwersyteckim Szpitalu w Krakowie. Mimo dramatu jaki rozegrał się na Wielkiej Krokwi, Mazoch wrócił na skocznię biorąc udział w kwalifikacjach do pucharowych konkursów w Libercu, jak i zmaganiach Pucharu Kontynentalnego. Jego dalsza kariera nie trwała jednak długo, lecz w rozmowie ze skijumper.pl zaznacza, że wciąż interesuje się skokami.

Paweł Stańczyk: Witaj. Czym się obecnie zajmujesz? Czy wciąż jesteś blisko skoków?

Jan Mazoch: Oglądam konkursy skoków narciarskich. W tym sezonie przegapiłem tylko kilka zawodów. Ponadto moim zdaniem jest wspieranie dzieci niepełnosprawnych ruchowo. Reprezentują Klub Sportowy Instytutu Jedlicka.

PS: Czy znalazłbyś przyczyny słabego poziomu czeskich skoków narciarskich?

JM: To prawda. Skoki w naszym kraju są bardzo złe. Z mojego punktu widzenia głównie dlatego, że nie mamy podstaw. Nie ma z kogo wybierać następców.

PS: Niedawno groźny upadek zanotował Daniel Andre Tande. W przeszłości podobnie wyglądające zdarzenie zaszło w Zakopanem, gdzie poszkodowanym znalazłeś się ty. Trafiłeś w śpiączkę farmakologiczną, lecz udało ci się wrócić do sportu. Czy był to duży wysiłek mentalny?

JM: Powrót po takim wypadku jest bardzo trudny. Życzę Danielowi, żeby wszystko było w porządku i wrócił na skocznię, ale będzie to skomplikowane. Podświadomość pamięta wszystko od momentu upadku i to pozostawi wpływ na dalsze działania skocznia.

PS: Znacznie dłuższą przerwę muszą zrobić skoczkowie, których upadek z pozoru nie wygląda strasznie. Być może przyczyną tego jest fakt, że w momencie upadku nie utracili przytomności, przez co mieli skłonność do bronienia się, co kosztowało ich poważnymi uszkodzeniami ciała.

JM: Tak, miałem to szczęście, że straciłem przytomność po uderzeniu i była tzw. guma. Dzięki temu człowiek jest bardziej odporny, ale jak wspomniałem, podświadomość pamięta wszystko. Myślę, że Morgi również zakończył karierę, ponieważ skupił się na upadkach.

Teraz przed szansą powrotu do skakania staje Daniel Andre Tande. Norweg wrócił do ojczyzny, gdzie będzie kontynuował rekonwalescencje. Według wstępnych informacji nic nie zagraża jego karierze.

Fot. T.Bednarz via Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)