„Kto może lepiej opowiedzieć o skokach, jak nie skoczek?” – Jakub Kot o Kot Ski Jumping

Maciej i Jakub Kot

Maciej i Jakub Kot są zgodnym rodzeństwem – obaj twierdzą, że turyści powinni dowiedzieć się więcej o skokach narciarskich. Stworzyli więc autorski projekt o nazwie Kot Ski Jumping. Starszy z braci – Kuba – w rozmowie ze Skijumpingzone.pl opowiedział o trudnościach i celach na przyszłość.

Prowadzicie działalność od zeszłego roku. Dlaczego w zasadzie dopiero niedawno postanowiliście wypłynąć na szerokie wody, tworząc stronę i docierając do większej ilości odbiorców?

Nie uważam, żeby teraz zrobiło się o nas głośniej. Mam nadzieję, że dopiero się zrobi, a o projekcie dowie się o więcej ludzi. Dlaczego tak jest? Nie ukrywam, że jestem zdany sam na siebie. Maciek oczywiście pomaga, natomiast z wiadomych względów, może być jedynie twarzą projektu. On pomaga mi jako brat i służy dobrą radą. Użycza również swoich pamiątek, autografów i medali. Jednak, to ja jestem realizatorem i pomysłodawcą projektu. Nie znam się na wielu rzeczach. Skończyłem studia, ale wiadomo, że jak człowiek musi robić coś sam, to napotyka wiele problemów. Ulotki, które robiłem z żoną, czy wysyłane przeze mnie oferty, były często krytykowane przez znajomych jako nieprofesjonalne. Ale uczę się na błędach. Tak jak na początku kariery skoczka, zawsze spotyka się z pierwszymi porażkami i sukcesami. Oczywiście mam też przyjaciół i doradców. Jednak podpowiedzą mi coś przez telefon, a resztę i tak muszę zrobić sam. Znajomy z Warszawy założył mi stronę internetową i dopiero teraz udało się nam wszystko dograć. Założyłem fanpage i z pomocą żony zaprojektowałem logo. Dlatego to wygląda na takie „ręcznie robione”. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to bardzo profesjonalne, ale jak mówię, będąc zdany sam na siebie dużo rzeczy nie ogarnę. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni.

Jak zrodził się pomysł na projekt i jak to wszystko się zaczęło?

Przede wszystkim nigdy podobnego projektu nie było. Pomyślałem sobie, że trzeba zrobić coś, czego nikt inny jeszcze nie wymyślił. Wtedy wpadliśmy na ten pomysł, bo kto może lepiej opowiedzieć o skokach, jak nie skoczek, ekspert Eurosportu i brat Maćka? Przecież skakałem 16 lat, to mam w tym trochę doświadczenia. Tak więc nie opowie o tym pan na Krupówkach w Zakopanem, tylko właśnie ktoś taki. Po zakończeniu kariery, przez dwa lata pracowałem na recepcji w hotelu. W końcu do mnie dotarło: Kuba zrobiłeś dwa kierunki studiów, mówisz po angielsku, masz dobre nazwisko i fajnego brata, który Ci dużo pomoże, a Ty siedzisz na recepcji. No halo, coś jest nie tak.
Stwierdziliśmy, że trzeba założyć coś swojego. Było wiele pomysłów, np. żeby robić Maćkowi koszulki i graficzne rzeczy. Znajomi wtedy mówili, że przecież to może robić każdy – ktoś z Krakowa, czy Gdańska, kto skończył studia graficzne. Doradzali, żeby stworzyć coś większego. Wpadliśmy więc na pomysł, żeby wyjść naprzeciw turystom. Mieszkamy przecież w Zakopanem, gdzie jest ich mnóstwo latem i zimą. Chcieliśmy tych ludzi jakoś zainteresować skokami. Niestety nasze miasto ma takie atrakcje, jak dom do góry nogami, muzeum figur woskowych, czy McDonald’s na Krupówkach. Na tym rozrywki z prawdziwego zdarzenia się kończą. Mamy przecież skocznie i Puchar Świata, więc doszedłem do wniosku, że trzeba ludzi zachęcić do zwiększenia wiedzy o skokach.

Jaki jest na razie odbiór i odzew projektu przez fanów?

Póki co marketing kuleje, więc odbiór jest jeszcze nie taki jakbym chciał. Wszystko robię praktycznie sam – od telefonów do różnych biur podróży, po maile. Czasem jakiś odzew jest, czasem w ogóle. Nawiązałem kontakt z paroma firmami kolonijnymi i pewnego razu spotkaliśmy się z dzieciakami jednej z nich. Zadzwonili też pół roku później, bo spodobało się i chcieliby pojawić się ponownie. Dla dzieci z Gdańska, czy z Łodzi, zobaczyć na żywo skoczka, podnieść narty i przymierzyć kombinezon, to fajna sprawa. Myślę więc, że u ludzi, z którymi już się spotkałem, odbiór jest naprawdę bardzo pozytywny. Najtrudniej dotrzeć do potencjalnego klienta. Jeszcze sam się uczę, czy trzeba to robić przez maila, czy przez Facebooka.
Nie ukrywam też, że planujemy wyjść z ofertą do klienta biznesowego i wprowadzić pakiet, łączący biznes i sport z psychologią. Głowa i psychika w sporcie jest bardzo ważna. Chcemy pokazać jak wygląda u skoczka radzenie sobie z psychiką, motywacją, dążeniem do celów i wyciąganiem wniosków. Okazuje się bowiem, że na płaszczyźnie biznesowo-sportowej jest podobnie. Zarówno biznesmen, jak i sportowiec zmaga się z takimi problemami, jak stres, sukcesy i porażki.

Charakteryzujecie się już szeroką ofertą. Który z czterech pakietów, cieszy się największym zainteresowaniem?

Nie zdziwię nikogo, jak powiem, że ludzie pytają o spotkanie z Maćkiem. Mamy trzy pakiety podstawowe, które prowadzę ja. Jedynie w pakiecie exclusive jest możliwość spotkania z moim bratem. Jeżeli mówię, że jest on na obozie i nie rady się pojawić, to ewentualnie wtedy proponuje spotkanie ze mną. Zdawałem sobie doskonale sprawę, że tak będzie. Natomiast wiadomo, Maciek ma swoje zajęcia, treningi, odpoczynek i ja to wszystko rozumiem. Fajnie, że udostępnia swoje pamiątki, medale, kask, czy kombinezon, bo to dodatkowa atrakcja dla odwiedzających.

No właśnie, na pewno trudno zorganizować takie spotkanie z Maćkiem, ze względu na treningi i konkursy. Jesteś w stanie podać w przybliżeniu ile trzeba czekać na wyznaczenie terminu?

Jak sama nazwa mówi, jest to pakiet stricte ekskluzywny. Obejmuje spotkanie z Maćkiem, medalistą olimpijskim, więc od początku wiedzieliśmy, że nie będzie dostępny, jak pozostałe trzy oferty. Dzwonisz do mnie i jestem, na przykład jutro wolny, to się umawiamy. Z Maćkiem już tak prosto nie jest. Jeżeli ktoś się pyta o pakiet exclusive, to ja to oczywiście z nim konsultuje. Jednak wiem, że nawet jakby Maciek bardzo chciał, to za czasów Stefana Horngachera jest trochę inaczej, niż za czasów Łukasza Kruczka. Obecny trener jest bardzo restrykcyjny, jeśli chodzi o wyjazdy sponsorskie, czy prywatne. Jeżeli Maciek jest na miejscu w Zakopanem, to wiadomo, że możliwość spotkania jest. Jednak nie odpowiem Ci na pytanie jaki jest czas oczekiwania, bo tak jak mówię, nie jest to łatwo dostępny pakiet.

Jakie są Twoje najbliższe cele do zrealizowania?

Chciałbym, by zrobiło się o nas głośniej. W tym sensie, żeby ludzie wiedzieli, że coś takiego jak Kot Ski Jumping istnieje i zaczęli się odzywać. Pomysłów mam wiele, ale znowu wracając do punktu wyjścia, będąc nieco samotnym, tak łatwo nie jest. Jednak człowiek uczy się na błędach i zdaję sobie sprawę, że jeszcze nie jeden popełnię. Wiadomo, że Maciek jest postacią numer jeden, ale ludzie muszą zdać sobie sprawę, że on siłą rzeczy nie może być codziennie dostępny. Nie chciałbym, żeby klienci myśleli, że jak Maćka nie ma, to przyjdzie jakiś tam drugi Kot. Chciałbym żeby odkryli, że ja też jestem fajną osobą i też mogę im dużo przekazać. To właśnie wychodzi na spotkaniach. Ludzie pozytywnie mnie odbierają, bo zawsze staram się opowiadać w sposób żartobliwy i merytoryczny. Jednak dzwonią i chcą Maćka, a najlepiej to całą grupę skoczków. Mam parę pomysłów, nawet na pakiet Extreme, w ramach którego będzie można oddać skok na malutkiej skoczni. Ale najpierw muszę to wszystko sobie poukładać, najlepiej też znaleźć parę osób do pomocy. Chciałbym, żeby o naszym projekcie dowiedzieli się ludzie z całej Polski, żeby się rozwijał, powiększał, stawał się coraz bardziej atrakcyjny. Ale najważniejszą rzeczą jest, aby nasi klienci byli po prostu zadowoleni i z uśmiechem na twarzy opowiadali swoim znajomym czego nowego i ciekawego dowiedzieli się o skokach narciarskich.

Dziękuję za rozmowę i życzę szybkiego osiągnięcia celów!