Marius Lindvik i nietypowa praca. “Nie jest to moje ulubione zajęcie”

Marius Lindvik

Marius Lindvik w dość nietypowy sposób spędził czas podczas pandemii. Młody norweski skoczek zatrudnił się… przy robotach drogowych.

22-letni podopieczny Alexandera Stöckla ma za sobą bardzo udany sezon. Zabłysnął podczas Turnieju Czterech skoczni, wygrywając konkursy w Garmisch-Partenkirchen oraz Innsbrucku, a potem nie zwalniał tempa, meldując się w TOP 3 Willigen Five, Raw Air i ostatecznie zajmując 7. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Czas przed startem nowego sezonu, w okresie pandemii spędził, nie tylko budując formę. Młody Norweg został oddelegowany do pracy w firmie Mesta, gdzie zajmował się między innymi układaniem kostki brukowej.

– Nie jest to moje ulubione zajęcie – skwitował krótko swoje nowe obowiązki, dodając – Trzeba było zadbać o to, aby ludzie nie chodzili tam, gdzie trwa budowa. Ponadto w niektórych miejscach układaliśmy trawę, czy budowaliśmy chodniki. Zaznacza przy tym, że praca przy budowie nie wpływa negatywnie na jego przygotowania do kolejnych startów. – Po analizie programu treningowego, doszedłem do wniosku, że jestem także w stanie pracować. W porządku, dam radę – zapewnia.

W sezonie 2019/2020 Pucharu Świata, wraz ze wzrostem formy, pojawił się także wzrost zainteresowania młodym skoczkiem. – Wszyscy chcieli zdjęcia i autografy. Na Instagramie przybyło obserwujących, a media zaczęły mi się przyglądać – przyznaje norweski zawodnik. – Jestem jednak dość spokojną osobą, więc nie było z tym większych problemów – dodaje.

Spokojny, jak sam siebie określa, ale także ambitny. Lindvik nie zamierza osiąść na laurach i ciężko pracuje, aby w przyszłym sezonie być w jeszcze lepszej dyspozycji. – Miałem niedawno dobry trening. Pracuje nad budową ciała oraz zwiększeniem siły. Muszę być lepszy we wszystkich punktach – powiedział w wywiadzie dla Nettavisen Sport.

W sezonie 2020/2021 Norweg może mieć pewne rachunki do wyrównania z polskimi skoczkami. Z Dawidem Kubackim do końca walczył o zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni. Przez chwilę prowadził także w cyklu Raw Air. Ostatecznie spadł na 3. miejsce i musiał uznać wyższość Ryoyu Kobayashiego i Kamila Stocha. Za ten ostatni wynik, Lindvik otrzymał 100 000 koron, czyli równowartość około 40 000 zł. Na co zostały przekazane te pieniądze? – Nudna odpowiedź. Leżą sobie spokojnie na lokacie – odpowiada krótko na pytanie dziennikarzy.


Źródło: Nettavisen Sport