Przełamanie – Puchar Świata Zakopane 2009

Zakopane 2009

Wielka Krokiew nie bez powodu jest nazywana Mekką polskich skoczków. Niezależnie od sezonu czy dyspozycji, Polacy osiągali na niej nieporównywalnie lepsze rezultaty niż na innych obiektach. Nie inaczej było w roku 2009, który był jednym z najgorszych dla Polaków w XXI wieku.

Sezon 2008/2009 był pierwszym, w którym funkcję głównego trenera piastował Łukasz Kruczek. Jego podopieczni nie tylko nie byli w stanie podnieść się po nieudanym wcześniejszym sezonie, ale wręcz zanotowali regres. Wymogło to zmiany w zaplanowanym wcześniej planie – Polacy opuścili zmagania w Pragelato i Tauplitz, zaś Adam Małysz dodatkowo nie pojawił się podczas wieńczącego 57. Turniej Czterech Skoczni konkursu w Bischofschofen. Jakby tego było mało, Orzeł z Wisły, w trakcie sezonu, udał się do Lahti, by prosić Hannu Lepistoe o pomoc.

Z perspektywy minionej dekady może to zabrzmieć nawet szokująco, ale w pierwszych trzynastu indywidualnych konkursach wspomnianego sezonu Polacy zdobyli łącznie 84 punkty (z czego 71 Małysza). Do tego dołożyć trzeba jeszcze 100 zdobytych podczas drużynowego konkursu w Kuusamo, gdy podopieczni Łukasza Kruczka zajęli 7. miejsce. Nic więc dziwnego, że kibice liczyli na znacznie lepszy występ Biało – Czerwonych na Wielkiej Krokwi.

Zmagania w Zakopanem zaplanowano na 16. i 17. stycznia. Na liście startowej pojawiło się 61 zawodników z 15 państw. W gronie faworytów byli bez wątpienia Simon Ammann, Gregor Schlierenzauer i Wolfgang Loitzl – główne postaci wcześniejszych konkursów.

Łukasz Kruczek zdecydował się na rotacyjny wybór zawodników – choć Polacy mogli wystawić tylko 10 skoczków (wliczając grupę krajową), powołanych zostało 12 zawodników. Maciej Kot i Tomasz Pochwała mieli wystąpić tylko drugiego dnia, zastępując dwóch najsłabszych zawodników z piątkowej rywalizacji.

Zobacz też: Historia rywalizacji na Wielkiej Krokwi

Kwalifikacje były bardzo udane dla Polaków, gdyż w komplecie udało się im awansować do głównego konkursu. Najlepszy rezultat osiągnęli Adam Małysz i Łukasz Rutkowski – 124 metry dało im ex-aequo czwarte miejsce. Trzeba jednak zaznaczyć, iż czołowa 10 klasyfikacji generalnej miała zapewniony awans w konkursie głównym (inaczej niż teraz).

Słońce co prawda schowało się za horyzontem i temperatura spadła do minus kilkunastu stopni Celsjusza, ale na rozświetlonej Wielkiej Krokwi było aż za gorąco. Wszystko za sprawą 25 tysięcy kibiców, którzy mieli niemało powodów do zadowolenia. Wszystko za sprawą nadspodziewanie dobrej (a z perspektywy sezonu wręcz rewelacyjnej) postawy Polaków, gdyż do drugiej serii awansowało ich aż siedmiu. Czwarte miejsce zajmował Adam Małysz (121 m), siódme Kamil Stoch (119,5 m), zaś dziewiąte – Rafał Śliż (118,5 m). W drugiej dziesiątce znajdowali się jedenasty Stefan Hula (116,5 m) i piętnasty Krzysztof Miętus (116 m). Do tego jeszcze dwudziesty piąty Piotr Żyła (111,5 m) i trzydziesty Marcin Bachleda (109 m).

Polacy nie grali jednak głównych roli w walce o zwycięstwo – na półmetku prowadził skaczący nienagannym stylem Wolfgang Loitzl (129,5 m) przed Gregorem Schlierenzauerem (127,5 m) i Romanem Koudelką (125,5 m).

Druga seria przyniosła jednak pogorszenie wyników Polaków, którzy nie utrzymali pozycji z półmetka. W czołowej dziesiątce zdołał zmieścić się jedynie Adam Małysz, który po skoku na 118 metrów zajął ósme miejsce. Drugą dziesiątkę otworzył Kamil Stoch (115 m), a dwie pozycje niżej uplasował się Rafał Śliż (115 m). W drugiej dziesiątce rywalizację zakończył jeszcze osiemnasty Stefan Hula (112 m). Dwudzieste drugie miejsce zajął Krzysztof Miętus (108 m), zaś dwa ostatnie miejsca zajęli Piotr Żyła i Marcin Bachleda (odpowiednio 108 i 109 metrów). Tym samym, Polacy w ciągu jednego konkursy zgromadzili aż 101 punktów, co w tamtym sezonie było naprawdę dobrym wynikiem.

Konkurs padł łupem Wolfganga Loitzla, który po skoku na 132 metry pokonał Schlierenzauera o 10,2 punktu. Aż 23,3 punktu do zwycięzcy stracił Martin Schmitt (129,5 metra).

Sobotni konkurs nie był dla Polaków aż tak udany – spośród dziesięciu zawodników w kwalifikacjach, do konkursu awansowało ośmiu, zaś pucharowe punkty zdobyło tylko czterech: Adam Małysz (117 m) był szesnasty, Łukasz Rutkowski (117 m) dziewiętnasty, zaś Kamil Stoch (116 m) dwudziesty. 115 metrów dało Piotrowi Żyle 29. miejsce.

Na prowadzeniu ponownie znajdowali się podopieczni Alexandra Pointnera: Gregor Schlierenzauer (130,5 m) był o 0,4 punktu lepszy od Wolfganga Loitzla (130 m). Kilka punktów straty do tej dwójki miał Simon Ammann (127,5 m).

W odróżnieniu od piątkowej drugiej serii, tym razem Polacy poprawili swe rezultaty z pierwszej serii. Po 126 metrów skoczyli Małysz i Stoch, dzięki czemu zajęli odpowiednio 12. i 14. miejsce. Łukasz Rutkowski (119 m) zajął miejsce dwudzieste czwarte,a Piotr Żyła (115 m) – dwudzieste dziewiąte.

Ponownie równych sobie nie mieli Schlierenzauer (138,5 m) i Loitzl (136,5 m), choć tym razem zamienili się miejscami z piątku. 14,5 punktu do zwycięzcy stracił Simon Ammann (134 m).

Udane występy dały kibicom i trenerom nadzieję, iż polscy skoczkowie będą notować dalszy postęp wraz z biegiem sezonu. Nie zawiedli się – Adam Małysz najpierw zajął 4. miejsce na skoczni w Whistler, po czym był trzeci w Kuopio i dwa razy drugi w Planicy. Podczas Mistrzostw Świata w Libercu, Kamil Stoch stracił 4,5 punktu do trzeciego miejsca na skoczni normalnej, a w konkursie drużynowym na skoczni dużej brylował Stefan Hula. Na zakończenie sezonu, w drużynowym konkursie w Planicy, Polacy zajęli drugie miejsce, ulegając tylko Norwegom.

Konkursy w Zakopanem pokazały jeszcze jedno – polskie skoki to nie tylko Małysz i Stoch. Pojawiają się inni zawodnicy, którzy są w stanie osiągać wyniki niewiele od nich gorsze. Przyszłość miała tylko to potwierdzić.

Fot. Alexander Nilssen, flickr.com (CC BY-SA 2.0)