Przeliczniki za wiatr, belki i dodatkowe punkty, czyli matematyka w skokach narciarskich

Przeliczniki za wiatr

“Przeliczniki za wiatr zawładnęły skokami” uważa część kibiców najpopularniejszej w Polsce zimowej dyscypliny. Jak jest naprawdę? Jak liczone są punkty za wiatr? Dlaczego tyle punktów otrzymuje się za obniżony rozbieg?

Konrad Knoch: Mam wrażenie, że od kilku sezonów, a szczególnie w tym, mamy poważną zmianę związaną z komentowaniem skoków. Bez przerwy dziennikarze zwracają uwagę na wiatr, przeliczają, kalkulują, mówią o loterii. Czasem pomijają jakość skoku, przygotowanie zawodnika i „zwalają” wszystko na warunki. Nie zgubiliśmy gdzieś ducha dyscypliny?

Wojciech Danielewski: To chyba prawda, coś w tym jest. Być może wpłynęły na to sytuacje na skoczniach w pierwszej części sezonu. Z drugiej strony, w mediach od kilku lat widać pewną tendencję negatywnych opinii, w której co jakiś czas pojawiają się artykuły i głosy o tym, że gdzieś zatraciliśmy pewien romantyzm dyscypliny, za który ją kiedyś polubiliśmy. Pojawiają się też o wiele mocniejsze tezy, że wprowadzenie do skoków współczynników za wiatr, dodawanie lub odejmowanie punktów za sprzyjające i niesprzyjające warunki oraz możliwości przesuwania belki startowej nie spełniło swojego zadania, a wręcz powoli zabija zimową dyscyplinę. To trochę smutne i przygnębiające, ale dające w jakimś stopniu do myślenia. Niemniej jednak, wiatr na skoczni w coraz większym stopniu budzi kontrowersje, a związane z tym cotygodniowe dyskusje na ten temat, przy okazji PŚ, przyćmiewają trochę całe piękno skoków. Rozmawiając, debatując czy analizując problematykę wiatru w skokach musimy jednak pamiętać, że jest to bardzo złożony i w pewnym sensie tajemniczy oraz nieprzewidywalny element towarzyszący skokom narciarskim. Bardzo trudno jednoznacznie przedstawić argumenty co i jak w tej kwestii zmienić. Pomysłów od 2009, kiedy to pojawiły się przeliczniki, było mnóstwo i tylko kilka udało się wypracować i wprowadzić.

Uporządkujmy zatem problem. Powiedzmy naszym czytelnikom w jaki sposób mierzony jest na skoczni wiatr.

W zależności od wielkości obiektu, pomiarów siły i kierunku wiatru dokonuje siedem czujników rozstawionych naprzemiennie po obu stronach zeskoku przy bandach skoczni. Przelicznik ujemny lub dodatni dla każdego zawodnika mierzony jest indywidualnie i przeliczany w rzeczywistym momencie oddawania skoku. Zawodnik oddający skok w momencie wybicia z progu uruchamia urządzenie, która włącza wspomniane czujniki, a te w trakcie próby analizują ponad 100 pomiarów wiatru. Z dokonanych pomiarów wyciągana jest średnia i poprzez wypracowany wzór, punkty za warunki wietrzne są dodawane lub odejmowane. Dodatkowo, po bokach zeskoku znajduje się przynajmniej osiem „analogowych czujników” w postaci flag lub wstążek. Dzięki nim możemy określić w pewnym stopniu orientacyjny kierunek wiatru oraz oszacować na szybko jaką ma siłę.

Czy wiemy kto opracował ten wzór?

Nad opracowaniem sytemu zmiany belek na skoczni oraz kompensacji za wiatr względem warunków na skoczni panujących w trakcie konkursu, na prośbę FISu, pracowały uniwersyteckie instytuty w Lipsku i Zurychu. Pierwszy, zajął się sprawą obliczenia stosunku prędkości wiatru do uzyskanej przez zawodnika odległości, a drugi zależnością długości skoku do długości rozbiegu. Na podstawie uzyskanych wyników powstał system przeliczania warunków, długości rozbiegu i uzyskanej odległości oparty o trochę skomplikowany wzór matematyczny oraz obliczany tzw. współczynnik „f” określający, w jaki sposób długość rozbiegu na skoczni przełoży się na skok.

Zobacz też: Nowy turniej na mapie Pucharu Świata

Można zatem powiedzieć, że skokami zaczęła rządzić matematyka?

Trochę tak. Właśnie w takim tonie ukazywały się pierwsze artykuły, opinie oraz wywiady podczas wprowadzania tej „wietrznej rewolucji” w sezonie 2009/2010. W każdy możliwy sposób debatowano i pytano zawodników, działaczy i trenerów, czy skoki to jeszcze będzie sport, czy już tylko matematyka? Trochę zapominamy jakim wstrząsem dla tej dyscypliny było wprowadzenie omawianych zasad i przeliczników. Bez wątpienia nowy system punktacji zrewolucjonizował cały skokowy świat, ale także zmienił sposób patrzenia na to, co dzieje się w trakcie każdego skoku w danym konkursie.

Co w tym systemie zmieniono od 2009?

Po pewnym czasie potrzebne były modyfikacje systemu, szczególnie związane z tylnymi podmuchami w czasie zmagań na skoczniach. Kolejne analizy wykazały, że zbyt pobłażliwie na początku potraktowano podmuchy w plecy i w 2013 roku dokonano zmiany w przeliczaniu, która o 21% zwiększyła gratyfikacje za niekorzystny wiatr z tyłu. Warto wspomnieć, że wszystkie te zmiany były poprzedzone bardzo szczegółowymi i dokładnymi obserwacjami prawie każdego skoku w trakcie sezonu.

Od samego początku mówi się o wadach całego systemu. Mógłbyś je wymienić?

Nie ma sensu wymieniać wszystkich wad tego rozwiązania, które są niezliczone. W większości sprowadzają się do jednego: uśrednione i wykonywane pomiary nigdy nie oddają rzeczywistości. Jako główną wadę pomiarów wiatru, które niekoniecznie odzwierciedlają podmuchy wpływające na skok danego zawodnika, wymienia się przede wszystkim umiejscowienie wspomnianych urządzeń pomiarowych po bokach zeskoku, gdzie warunki mogą być zgoła odmienne niż w linii lotu, nieporadność systemu przy silnym bocznym wietrze, czy też opóźniony pomiar, który nie odzwierciedlił warunków w momencie skoku oraz brak reakcji na dynamicznie zmieniające się warunki. Z każdej strony pojawiają się głosy, że przy obecnej technologii, jak najszybciej powinno się wyeliminować błędy i stworzyć rozwiązania, które chociaż w pewnym stopniu wpłyną na obecny, nie do końca dopracowany system. Dlatego osoby odpowiedzialne w federacji za pomiary na arenach sportowych stale zlecają analizy i badania nad poprawą sytuacji.

Czy mamy jakieś konkretne pomysły na zmiany, odbywają się rozmowy na ten temat?

W ubiegłych latach chciano np. zamontować chipy na kaskach zawodników uwzględniające pomiar wiatru, czy dodatkowe czujniki na linach lub wysięgnikach, które umożliwiłyby pomiar na środku zeskoku oraz automatycznie przesuwającą się belkę startową. Oczywiście wszystko jest warte uwagi i sprawdzenia. Jednak pomysł automatycznie przesuwanej belki lub dodatkowe czujniki generowałyby olbrzymie koszty dla danego klubu zarządzającego obiektem.

Mam wrażenie, że co roku w świat idzie informacja, że z kolejnym sezonem sytuacja ulegnie poprawie, że prowadzone są rozmowy itp. Jednak teraz jest na to realna szansa. Wiemy, że po tym sezonie czekają nas duże zmiany. Następca Waltera Hofera – Sandro Pertile – kilka razy w wywiadach podkreślił, że razem z kształtującym się już nowym zespołem chce wprowadzić pewne modyfikacje, nie tylko związane z urozmaiceniem miejsc rozgrywania PŚ. Być może dotkną właśnie systemu przeliczania wiatru. Czas pokaże.

A co sądzisz o pomyśle Dawida Kubackiego, aby usprawnić system? Wystarczyłoby mierzyć prędkość skoczka względem wiatru. A z ziemi mierzyć jego prędkość względem ziemi. No i mamy różnicę prędkości i wtedy mamy, jaki jest wiatr. W lotnictwie to jest „True Air Speed”. No i na narty montujemy rurkę Pitota i można mierzyć.

Dawid Kubacki zaproponował to przy okazji zawodów w Niżnym Tagile. Nasz mistrz, znany z zamiłowania do wszystkiego co lata, podsunął podczas jednego z wywiadów rozwiązanie oparte o jedną z prędkości powietrznych. Chodziło mu o TAS (True Air Speed). Jest to prędkość uwzględniająca zmienność, związaną z wysokością lotu i termiką. Zdaniem zdobywcy złotego orła, do poznania warunków i rzeczywistej siły wiatru wystarczyłaby różnica uzyskana z pomiaru prędkości, jaką ma dany skoczek względem wiatru między tą zmierzoną względem ziemi. Do całego pomiaru miałby służyć lotnicze sondy wyznaczające prędkość przepływu, czyli rurki Pitota. Propozycja dość zaskakująca i ciekawa, jednak już pojawiły się głosy, że pomysł mógłby napotkać problemy natury technicznej: jak to wszystko zamontować?

A czy wiatr ma wpływ na ocenę skoku? Trudniej przecież utrzymać prawidłową sylwetkę przy nagłym bocznym podmuchu wiatru?

Tak, zgadza się. Na pewno możemy postawić taką tezę. Oczywiście, silny wiatr boczny, ale i ten nagły silny z przodu, może wypłynąć negatywnie na końcowe noty za styl. Zachwiana, czy też chaotyczna sylwetka w locie, na pewno odbija się potem na notach sędziowskich. Idąc dalej, może też wpłynąć na lądowanie. Nagłe, pozbawione stylu, wymuszane podmuchem „łapiącym nartę” lądowanie nie daje szans na zdobycie dobrych punktów. Warto też dodać, że warunki wietrzne nie są uwzględniane przez sędziów przy ocenie skoku.

Dziękuję za rozmowę.