“Cała kadra A skacze bardzo dobrze, a trójka Żyła, Stoch, Kubacki wręcz wybornie”

Zakopane - Kamil Stoch

Do inauguracji sezonu w Wiśle pozostały godziny. Czy Żyła, Stoch i Kubacki przełamią zeszłoroczną dominację Ryoyu Kobayashiego? Jak prezentuje się kalendarz na najbliższe miesiące? Kto zaskoczy, kto zawiedzie? Zapraszamy do najnowszej rozmowy redakcyjnej!

Konrad Knoch: Do inauguracji sezonu pozostały godziny. Wszystkie zespoły deklarują pełną gotowość do zawodów. Rozmowę zacznijmy od sytuacji w polskim obozie. Co wiemy na temat formy naszych czołowych zawodników?

Wojciech Danielewski: Dokładnie tak, jesteśmy na ostatniej prostej przed rozpoczęciem 41. sezonu Pucharu Świata. Wśród kibiców, dziennikarzy, a przede wszystkim skoczków widać już niecierpliwość i chęć jak najszybszego wkroczenia w nowy sezon. Ratraki rozprowadziły już sztucznie wyprodukowany śnieg na arenie w Wiśle. Wracając do pytania na temat formy Polaków, to mam wrażenie, że w tym sezonie mamy jaśniejszą sytuację niż w poprzednich. Forma naszych skoczków wygląda naprawdę nieźle. Okres  przygotowawczy połączony ze zmaganiami letnimi nasi zawodnicy przepracowali bardzo dobrze. Sami w wywiadach podkreślają,  że czas od początku kwietnia do końca października był bardzo intensywny, a zarazem dający możliwość regeneracji i dobrego odpoczynku. Polacy pracowali nad wieloma elementami, które poprzedniej zimy nie funkcjonowały zbyt dobrze, przede wszystkim nad ruszaniem z belki, prędkością najazdową oraz kierunkiem odbicia. Zdaniem naszego szkoleniowca cała kadra A skacze bardzo dobrze, a trójka Żyła, Stoch, Kubacki wręcz wybornie.  Na treningach i zgrupowaniach, podobno, w skokach naszych orłów widać było lekkość, dynamikę i przywiązanie do najmniejszych szczegółów.

Można wyciągać jakieś wnioski po sezonie letnim i np. zaryzykować stwierdzenie, że w nadchodzącym sezonie to Dawid Kubacki będzie nowym liderem drużyny?

Już pod koniec ubiegłego sezonu wielu uważało Dawida za lidera. Niewątpliwe przesłanki są, ale byłbym ostrożny w takich stwierdzeniach. Wydaje mi się, że nadal w świadomości nas wszystkich taką osobą jest jednak Kamil Stoch. Ja z określeniem kto jest najsilniejszym i najsłabszym ogniwem w naszej drużynie poczekałbym do przedświątecznych konkursów w Engelbergu, a może i w Klingenthal. Tam sytuacja powinna być już w miarę jasna i wtedy będziemy mogli wysuwać pierwsze wnioski i analizy. Na początku mamy Wisłę, gdzie tak naprawdę wszystko może się zdarzyć i niekoniecznie wpłynie to na cały sezon. Później będzie wietrzna Ruka oraz mroźny i surowy Niżny Tagił, gdzie wiele może zależeć od warunków atmosferycznych oraz braku “oskakania” w nowym sezonie. Podsumowując, to na pewno Dawid jest naszym silnym, jak nie na ten moment najsilniejszym ogniwem, który już na początku sezonu może pokazać na co go stać, ale jest też Kamil, który ma tendencję do  “rozkręcania się” z konkursu na konkurs oraz Piotrek, który jest zawsze wielką “niewiadomą”.

Co słychać u naszych najgroźniejszych rywali: Niemców, Austriaków czy Japończyków?

Mówiąc o naszych najgroźniejszych rywalach, zarówno w konkursach indywidulanych jak i Pucharze Narodów, na pierwszym miejscu postawiłbym Japończyków, później Norwegów i Słoweńców, a potem dopiero Niemców i Austriaków. Uważam, że to Japończycy będą teraz bardzo silni jako drużyna i sporo mogą namieszać w klasyfikacjach.  Z obserwacji w sezonie letnim i medialnych doniesień w ostatnim czasie można wywnioskować, że bardzo silni wydają się być też Norwegowie i Słoweńcy. Po słabszym sezonie dużo zmienili w treningu fizycznym, aspektach technicznych oraz w przygotowaniu mentalnym. Mogą nas zaskoczyć już na początku sezonu. Austriacy jako drużyna też mogą wiele osiągnąć, jednak w ostatnim czasie mieli pewne problemy z dopasowaniem sprzętu, co mogło wprowadzić trochę chaosu w przygotowania. Niemcy to jedna wielka niewiadoma. Sezon letni w ich wykonaniu wypadł poniżej oczekiwań. Oczywiście ma to związek z wysypem kontuzji jakich doświadczyli w kadrze. Stefan Horngacher wprowadził w grupie dużą rewolucję, która moim zdaniem przyniesie owoce dopiero w sezonie 2020/2021.

Co zatem możemy powiedzieć o wielkich nieobecnych tego sezonu?

Tutaj “wygrywają”  jednogłośnie Niemcy. Kontuzje leczą wciąż Severin Freund, Andreas Wellinger i David Siegiel. Severin chce wrócić przed lub na Turniej Czterech Skoczni. Co do Andreasa i Davida sytuacja jest jasna, nie pojawią się w tym sezonie. Zdaniem trenera przyspieszenie ich powrotu, pomimo obiecujących efektów rehabilitacji, nie ma najmniejszego sensu.

A jak Daniel Andre Tande, czy ostatecznie jest w pełni sprawny?

Tu możemy chyba mówić o wielkim powrocie, chociaż problemy z kolanem zdają się wracać jak bumerang. Przez wielu ekspertów i dziennikarzy uważany jest za faworyta nadchodzącego sezonu. Podobno bardzo dużo poprawił w technice poprzez długotrwałą i szczegółową analizę swoich skoków. Jeśli wszystko od początku “zagra” i już pierwsze konkursy nie odnowią nawracających urazów to może być naprawdę groźny.

Kto może być czarnym koniem tego sezonu?

Jeśli już jesteśmy przy powrotach “z zaświatów”, to warto wspomnieć parę słów o Gregorze Schlierenzauerze. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym oraz pamiętając niektóre próby podczas LGP mamy prawo sądzić, że może dojść do reaktywacji tego wielkiego zawodnika. Współpraca z Wernerem Schusterem podobno układa się bardzo dobrze. Tak jak Tande, Austriak postawił na szczegółową analizę swoich skoków. Mniej „kombinowania”, a więcej pracy u podstaw podobno już przyniosło w pewnym stopniu zamierzone efekty. Trudno jednoznacznie wskazać faworyta do zwycięstw w całym sezonie 2019/2020. Nie sądzę, że będziemy jakoś mocno zaskoczeni. Wśród kandydatów do zwycięstwa na pewno są: Ryoyu Kobayashi oraz jego brat Junshiro, Stefan Kraft, Robert Johansson, Markus Eisenbichler oraz nasza trójka Polaków. Mam jednak nadzieję, że ten długi sezon, na który składa się aż 30 konkursów indywidualnych, będzie również w jakimś stopniu sezonem młodych zawodników. Tu wśród faworytów upatruje Timiego Zajca, Jakuba Wolnego, Pihlippa Aschenwalda oraz Mariusa Lindvika.

Porozmawiajmy teraz o wszelkiego rodzaju nowinkach. Podobno Polacy trenowali z osłami, mają też nowe „super buty”. Czy pozostałe ekipy również wdrożyły jakieś innowacyjne rozwiązania.

“Wojna sprzętowa” trwa cały czas i to na wielu frontach. Większość reprezentacji na pewno testowała nowe kombinezony, narty, a nawet rękawiczki, które mają również duże znaczenie. Można powiedzieć, że w tym sezonie przygotowawczym nasza drużyna bryluje w informacjach o nowych rozwiązaniach. O osłach dowiedzieliśmy się z końcem poprzedniego sezonu. Podobno zajęcia są bardzo pomocne dla skoczków i przyczyniają się nie tylko do treningu mentalnego, ale i całego rozwoju. To innowacyjna terapia, którą wprowadził doktor Haralad Pernitsch współpracujący od kilku sezonów z naszymi zawodnikami. Wiemy też o platformach dynamometrycznych, które bardzo pomagają w analizie i przygotowaniu indywidualnego treningu dla skoczków. Teraz pojawiły się jeszcze buty produkcji polskiej. Trener pytany o nowinki potwierdził jednak, że to nie koniec i możemy spodziewać się w sezonie rozwiązań tych zauważalnych dla kibica, jak i tych, o których będzie wiedział tylko sztab i zawodnicy. Co do reszty, nie sądzę że ktoś jeszcze zaskoczy nas w nadchodzącym sezonie jakimś niebywałym rozwiązaniem technicznym wprowadzając tym samym niepokój wśród innych reprezentacji. Jest to sport już tak wyśrubowany, że nie ma za dużego pola manewru. Wiemy, że Austriacy testowali nowe wiązania, ale niektórym, w szczególności Stefanowi Kraftowi, nie przypasowały.

Przejdźmy teraz do kalendarza zawodów. Mamy tutaj jakieś poważne zmiany czy wielkie imprezy?

Bardzo nie lubię tego określenia, ale jest to tak zwany “pusty sezon”, bez imprezy głównej. Nie jest to do końca prawda, bo na samym końcu mamy Mistrzostwa Świata w Lotach. Jednak jest to specyficzna impreza. Na skoczniach do lotów się nie trenuje, nie ma się więc jak przygotować na takie zawody. Liczą się na nich bardziej wyspecjalizowani lotnicy np. Słoweńcy. No i fakt, że impreza odbywa się na koniec sezonu, w dodatku w Planicy, jest kolejnym argumentem, że są to mistrzostwa tylko z nazwy. Będzie to bardzo długi sezon, chociaż daty tego nie pokazują. Jak już wspominałem, będziemy mieli 30 konkursów indywidualnych i 6 konkursów drużynowych. PŚ rozpocznie się kwalifikacjami w piątek na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle, a zakończy finałowym konkursem turnieju Raw Air 15 marca 2020 roku w Vikersund. Mamy bardzo obszerny terminarz, w którym oczywiście znalazło się miejsce na nowe turnieje i nowe miejsca. W  dniach 21–22 lutego 2020 w organizacji PŚ zadebiutuje rumuńska miejscowość Rasnov. Oprócz wspomnianego Raw Air, mamy 68. Turniej Czterech Skoczni, Willingen Five oraz kolejną nowość Titisee-Neustadt Five. W tym konkursie w klasyfikacji generalnej zliczane będą noty punktowe zawodników uzyskane w piątkowych kwalifikacjach oraz sobotnim i niedzielnym konkursie indywidualnym. Nagroda za triumf w turnieju będzie identyczna jak w Willingen. Najlepszy skoczek weekendu dostanie 25 tysięcy euro. Niewątpliwie będzie to sezon bardzo intensywny i już pojawiają się głosy, że drużyny będą chciały opuścić niektóre konkursy.

Dziękuję za rozmowę.

na zdjęciu: Kamil Stoch || Emil Bogumił, www.skijumper.pl