Sylwestrowe marzenia Jacka Kurskiego. “Problemem brak wiedzy i informacji”

Sylwester w Zakopanem

Sylwester w Zakopanem? Brzmi interesująco. “Sylwester Marzeń” pod Wielką Krokwią? Brzmi być może jeszcze ciekawiej. Sprawa komplikuje się, gdy przyjrzymy się jej z bliska. Ostatnie plany dotyczące imprezy kończącej 2019 rok podzieliły mieszkańców Zakopanego, dziennikarzy oraz liczne organizacje, które zainteresowały się wydarzeniem.

Konrad Knoch: Od kilku tygodni w mediach huczy od informacji, że pod Wielką Krokwią w Zakopanem Telewizja Polska chce zorganizować Sylwestra. Czy to już pewne?

Wojciech Danielewski: Dokładnie od kilkunastu dni mamy do czynienia z „chaosem informacyjnym” związanym z organizacją tegorocznego sylwestra pod Tatrami. Z ostatnich informacji lokalnych mediów wynika jednak, że w ostatnich dniach doszło do podpisania wstępnych umów wiążących strony organizacyjne. Tegoroczny „Sylwester Marzeń” w Zakopanem zostanie zatem przeniesiony pod Wielką Krokiew.

A skąd pomysł na zmianę lokalizacji?

Decyzja o zmianie lokalizacji sylwestra  podyktowana jest względami technicznymi.  Na ekranie telewizora dotąd nie było widać jak dużo bawi się osób. Zdaniem ekspertów telewizyjnych tłum na Wielkiej Krokwi będzie bardzo dobrze widoczny. Sylwester ma więc efektownie wyglądać w ekranach odbiorników i przyciągnąć większą liczbę sponsorów.

A jak do tych informacji odnoszą się władze miasta czy dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego?

Wydaje się, że jest to kolejna sprawa, która rodzi kolejny już konflikt między tymi dwoma podmiotami. Urząd, na czele z burmistrzem, jest przede wszystkim zadowolony z tego, że kolejny raz będzie gościł taką imprezę. Stanowisko władz w pełni pokazuje to, co wydarzyło się na sesji Rady Miasta Zakopanego 31 października. Doszło na niej do ostrej wymiany zdań. Radni opozycji chcieli, by samorząd przyjął zdecydowanie negatywne stanowisko w tej sprawie. Argumentowali, że takiej imprezy nie można porównywać do Pucharu Świata, że organizowana jest w bezpośrednim sąsiedztwie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Burmistrz odpierał zarzuty wskazując na duże zyski wizerunkowe i materialne jakie przyniesie impreza miastu. Większość radnych poparła burmistrza.

Z drugiej strony mamy Tatrzański Park Narodowy, który wydaje się być zaszokowany całą tą sprawą i słusznie żąda przekazania odpowiednich informacji na temat całego przedsięwzięcia. Obie strony mają wsparcie różnych stron. Urząd w Telewizji, a TPN w ekologach, lokalnych mediach oraz Tatrzańskim Związku Narciarskim. Ja ze swojej strony jednak byłbym ostrożny w obarczaniu całą winą za to, że sylwester odbędzie się na Wielkiej Krokwi, tylko lokalnych władz. Trzeba tutaj jasno powiedzieć, że umowę z organizatorem, czyli telewizją, podpisał właściciel terenu, czyli Centralny Ośrodek Sportu w Zakopanem.

Czy TVP nie powinna skonsultować, czy uzgodnić tej decyzji z dyrekcją TPN lub przedstawicielami władz centralnych?

TVP jest po prostu klientem i to w gestii drugiej strony, czyli Urzędu Miasta oraz Centralnego Ośrodka Sportu, leży zagwarantowanie i przygotowanie wszystkiego również pod względem formalno-prawnym oraz przeprowadzenie wszelkich niezbędnych konsultacji. Na pewno warto dodać, że sprawą organizacji zajmuje się już Ministerstwo Środowiska, poinformowane przez Tatrzański Park Narodowy.

Czy porównanie Adama Małysza mówiące, że „często imprezy mają miejsce na obiektach sportowych. Na Stadionie Narodowym organizuje się koncerty, a za tydzień odbywa się tam mecz piłkarski”, jest Twoim zdaniem jest trafione?

Co do słów Adama Małysza to mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony cała wypowiedź naszego Orła z Wisły została mocno rozdmuchana. Przez te kilka zdań, jakimi odniósł się do całej sprawy, w niektórych mediach zrobiono z niego przeciwnika ekologów, materialistę oraz imprezowicza. Nie mamy pojęcia w jakim kontekście zostało zadane mu pytanie. A jego krótka wypowiedź, pokazuje przede wszystkim to, że chciałby żeby obiekty takie jak skocznia czy stadion żyły nie tylko wydarzeniami sportowymi i przynosiły zyski, a nie straty. Z drugiej strony zgadzam się, że w tym wypadku porównanie stadionu do skoczni jest trochę nietrafione.

Sprawa jest bardziej skomplikowana. Obie imprezy czyli Sylwester i PŚ to ogromne wydarzenia, które w pewnym stopniu się na siebie nakładają. Głównym problemem będzie co dalej z Wielką Krokwią. Pewnie do końca listopada skocznia będzie funkcjonowała normalnie. W połowie miesiąca lub na początku grudnia, tak jak w latach ubiegłych, zostanie naśnieżona i przystosowana do treningów dla kadr narodowych oraz lokalnych klubów. Tu mamy pierwszy problem. Nie wiemy kiedy rozpocznie się montaż całego sprzętu “sylwestrowego” i czy będzie to komplikowało treningi na skoczni. W pewnym momencie na pewno do tego dojdzie i argument, że ucierpią na tym zawodnicy jest w jakiejś części słuszny. Zawodnicy będą być może musieli trenować w newralgicznym okresie przed Turniejem Czterech Skoczni w Wiśle lub Szczyrku. Nie wiemy też, ile osób będzie bawiło się na imprezie, jak i gdzie będzie umieszczona scena, czy ludzie będą mogli wejść na wybieg skoczni? Co z naśnieżeniem skoczni- czy cały przygotowany precyzyjnie śnieg będzie trzeba wywieźć, teren oczyścić i przywieźć później nowy czysty biały puch? Czy petardy nie zniszczą obiektu, czy ilość potłuczonego szkła nie uniemożliwi przeprowadzenia zawodów. Zaraz po imprezie sylwestrowej przyjedzie delegacja z FISu i nie wyobrażam sobie, że skocznia będzie tak naprawdę przygotowywana od zera do dużej sportowej imprezy.

Od kilku dni „Tygodnik Podhalański” zbiera podpisy pod petycją przeciwko organizacji sylwestra pod Wielką Krokwią. Dlaczego?

Tutaj odezwali się miłośnicy przyrody i obrońcy praw zwierząt. Razem z Tygodnikiem przestrzegają i apelują przed fatalnymi skutkami decyzji o organizacji Sylwestra na Wielkiej Krokwi, czyli tak na prawdę w “drzwiach do TPN”. Szczególnie dużo mówi się o skutkach wystrzałów petard i fajerwerków oraz ogromnym hałasie jaki się z tym wiąże, który negatywnie wpływa na zwierzęta zamieszkujące tereny Parku. Te osoby, które zgadzają się z tymi argumentami, zgodnie zaczęły działać i organizować petycję przeciwko tej imprezie. Inicjatywa cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, kolejne organizacje oferują swoją pomoc. Tworzone są dodatkowe akcje promocyjne, takie jak np. “Nie obudźmy misia”.

Czy Twoim zdaniem argumenty ekologów są słuszne? Przecież konkursy na skoczni są również bardzo hałaśliwe i uciążliwe dla przyrody.

Są słuszne to nie ulega wątpliwości, ale to nie jest tak, że ekolodzy równocześnie sprzeciwiają się zawodom PŚ. Oni chcą przede wszystkim minimalizować ryzyko i to jest bardzo właściwe. Uważam, że nie chodzi im o sprzeciwienie się wszystkiemu co organizuje Wielka Krokiew, tylko o zatrzymanie obecnego trendu. W bliskim sąsiedztwie TPN mamy już jedną głośną imprezę jaką jest właśnie PŚ i to w zupełności wystarczy, nie dokładajmy kolejnej.

Abstrahując od tego co powiedzieliśmy do tej pory, czy organizacja tego wydarzenia w tym miejscu jest po prostu złym pomysłem?

Nie chciałbym jednoznacznie stanąć po którejś ze stron tego konfliktu. Ja tu dostrzegam inny problem – braku wiedzy i informacji. I to właśnie moim zdaniem jest źródło tego konfliktu. My – zwykli odbiorcy, dziennikarze oraz TPN i Tatrzański Związek Narciarski razem z PZN dostaliśmy informację, że impreza zostanie przeniesiona z Równi Krupowej na Wielką Krokiew. Poza tym, nic więcej nie zostało powiedziane i generalnie nic nie wiadomo. To właśnie budzi niepokój i sprzeciw wielu środowisk. Jeśli od początku i z większym wyprzedzeniem czasowym byłby znane powody przeniesienia imprezy oraz szczegóły organizacji w nowej lokalizacji, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej niż teraz.

Dziękuję za rozmowę.

fot. Mmichaal, commons.wikimedia.org – CC BY-SA 4.0