TCS Ga-Pa: Lindvik najlepszy. Kubacki ponownie na podium!

Dawid Kubacki - 68. Turniej Czterech Skoczni

Marius Lindvik wygrał noworoczny konkurs skoków w Ga-Pa. Na podium wskoczył też Polak – Dawid Kubacki! 

W pierwszej serii skoczkowie rywalizowali w systemie KO. Zmagania rozpoczął Pius Paschke z Niemiec rywalizujący z Czechem – Romanem Koudelką. Obydwaj przekroczyli 130 metr. Pierwszy z nich uzyskał 131,5 metrów, zaś przedstawiciel naszych zachodnich sąsiadów wylądował na 135 metrze i jako pierwszy zameldował się w rundzie finałowej.

Równie daleko poszybował startujący w kolejnym zestawieniu – Keiichi Sato, który uzyskał 134 metry. Startujący po nim Junshiro Koabayashi zapisał przy swoim nazwisku 129,5 metra. W rywalizacji dwóch Japończyków lepiej wyszedł Sato. Po kilku minutach okazało się, że brat lidera Pucharu Świata został zdyskwalifikowany.

Dla Polaków pierwszym ciekawym starciem była rywalizacja między Maciejem Kotem i Robertem Johanssonem. Kot skaczący w piątej parze uzyskał 128 metrów, po czym został sklasyfikowany na przedostatnim miejscu, co w perspektywie uzyskania tytułu Lucky Losera nie było optymistyczne. Szansy na awans bezpośrednio nie dał Norweg, który wylądował 6 metrów dalej od naszego skoczka.

Z 18. numerem startowym na belce pojawił się Stefan Hula. Nasz reprezentant nie spisał się rewelacyjnie i uzyskał raptem 124,5 metra, co dało mu ostatnią pozycję. Trudnego zadania nie miał triumfator dwóch pierwszym zawodów w tym sezonie – Daniel Andre Tande. Podopieczny Aleksandra Stoeckla uzyskał 129,5 metrów i pokonał zawodnika prowadzonego przez Michała Doleżala przekreślając jego szansę na awans do trzydziestki.

Wcześniej bardzo daleko wylądował Daniel Huber. Austriak zapisał przy swoim nazwisku aż 136,5 metra, co pozwoliło mu objąć prowadzenie i pokonać w parze Simona Ammanna ze Szwajcarii (131 m).

Pierwszym polskim skoczkiem startującym z czerwonym numerem był Piotr Żyła. Wiślanin miał o tyle lepszą sytuacjię, że wiedział ile skoczył rywal. Ten skazał brązowego medalistę mistrzostw świata z Lahti przed nie lada trudnym wyzwaniem. Marius Lindvik wylądował bowiem na 143 metrze i 50 centymetrze. Drugi skoczek Turnieju Czterech Skoczni 2016/2017 nie zdołał pokonać Norwega. Żyła skaczący z niższej platformy uzyskał 133 metry, co dało mu 4. pozycję na liście wyników i 1. w klasyfikacji szczęśliwych przegranych.

W 13. parze od końca kibice zgromadzeni pod GroSse Olympiaschanze wszczęli nieco większy doping. Na belce pojawił się bowiem podopieczny Stefana Horgnachera. Constantin Schmid nie zawiódł publiczności lądując na 134 metrze i 50 centymetrze, po czym zepchnął z 4. pozycji Piotrka Żyłę. W swojej parze pokonał natomiast Norwega – Robina Pedersena.

Następnie do gry wkroczył Stephan Layhe. Ten musiał mierzyć się z Viktorem Polaskiem (114 m). Niemiec nie miał problemu z pokonaniem Czecha i uzyskał 131 metrów.

W tym momencie większe emocje zaczęły pojawiać się w sercach polskich fanów. Do walki z Rokiem Justinem przystąpił bowiem Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski, który w serii próbnej uplasował się na 2. miejscu, w konkursie skoczył tylko 126,5 metra, lecz pozwoliło to awansować do finału, gdyż Słoweniec wylądował na 123 metrze.

Dalej poszybował nawet rywalizujący z Dawidem Kubackim – Kevin Bickner. Amerykanin uzyskał 130,5 metra, jednak mistrz świata z Seefeld pokazał, że jest w bardzo dobrej formie i wylądował na 137 metrze, co nie dość, że zagwarantowało udział w II rundzie, tak dało po skoku 2. lokatę.

Trzecia para od końca była niezwykle istotna w kontekście końcowej klasyfikacji. Lider Pucharu Świata i lider Turnieju Czterech Skoczni – Ryoyu Kobayashi, musiał mierzyć się z Filipem Sakalą. Czech uzyskał 114 metrów, więc nie postawił dominatorowi z Japonii trudnego wyzwania. Kobayashi nie wystrzelił jednak fajerwerek lądując na 132 metrze. Dało mu to 3. lokatę ze stratą 10 oczek do lidera.

Rundę otwierającą zawody zamknął Karl Geiger. Startujący na sygnał Stefana Horgnachera zawodnik poszybował na 132 metr. Tym samym pokonał swojego rodaka – Mortiza Baera (115 m) i wskoczył przed Kobayashiego, gdyż skakał w trudniejszych warunkach.

W pozostałych parach Anze Lanisek (128 m) pokonał Jewgenija Klimowa, Jan Hoerl  (127 m) Philippa Raimunda, Timi Zajc (132 m) Naoki Nakamurę, Michael Hayboeck (128,5 m) Martina Hammanna, Domen Prevc (129 m), Mackenzie Boyd-Clowesa, Killian Peier (133 m) Luca Rotha, Johan Andre Forfang (132 m) Clemensa Leitnera, Daiki Ito (131 m) Taku Takeuchiego, Stefan Kraft (129 m) Gregora Schlirenzauera, Yukiya Sato (127 m) Andersa Haare, Markus Eisenbichler (129 m) Sondre Ringena, Peter Prevc (129 m) Frederico Cecona, a Philipp Aschenwald (124,5 m) Gregora Deschwandena.

W gronie Lucky Loserów znaleźli się też Piotr Żyła, Pius Paschke, Kevin Bickner, Simon Ammann (131 m) i Jewgenij Klimow (128,5 m).

Pozycja lidera po pierwszej serii przypadła ostatecznie Lindvikovi, który z notą 147,7 pkt wyprzedzał o 7,5 pkt Dawida Kubackiego. 3. pozycję zajmował Geiger tracący do Polaka 2,5 pkt. 1 oczko mniej zgromadził Ryoyu Kobayashi.

Piotr żyła zajmował 6., zaś Kamil Stoch – 25. miejsce. Awansu do serii finałowej nie zdołali wywalczyć Maciej Kot i Stefan Hula zajmując 33. i 40. lokatę.

Finałową serię rozpoczął Jan Hoerl. Austriak uzyskał 130 metrów, lecz chwilę później na prowadzenie przesunął się Aschenwald (132 m). Dwóch panów rozdzielił inny z Austriaków – Michael Hayboeck (129 m). Trójkę austriackich skoczków zdołał wyprzedzić Rosjanin – Jewgenij Klimov, który poszybował na 133 metr. Półtora metra dalej wylądował Anze Lanisek i to Słoweniec objął prowadzenie, którym nie nacieszył się zbyt dużo, gdyż Kamil Stoch, który skoczył na 135 metr pokonał wcześniej skaczącego zawodnika o 2,3 pkt.

Stocha wyprzedził dopiero 19. po pierwszym skoku – Peter Prevc. Słoweniec skoczył 134 metry i pokonał naszego skoczka o ponad 5 oczek. Dwukrotny zdobywca złotego orła był jednak pewny miejsca w pierwszej dwudziestce.

W kolejnych próbach przed sportowca z Zębu wskoczyli inni Słoweńcy. Najpierw na 2. pozycji zameldował się Timi Zajc (132,5 m), zaś później Domen Prevc (133 m).

Kolejnym, który cieszył się z pozycji lidera konkursu okazał się Eisenbichler. Aktualny mistrz świata z dużego obiektu wylądował na 134 metrze i 50 centymetrze i o 2,5 pkt wyprzedził zdobywcę Kryształowej Kuli z sezonu 2015/2016. Podopieczny Stefana Horgnachera utrzymywał się jako lider noworocznych zawodów aż do skoku jedenastego od końca – Johana Andre Forfanga. Norweg wylądował bowiem pół metra dalej od Niemca i wyprzedził go o zaledwie 0,1 pkt.

Pierwszym, który pokonał Forfanga okazał się skaczący przed Piotrem Żyłą – Daiki Ito. Doświadczony Japończyk uzyskał 136,5 metra, co pozwoliło mu zająć 1. miejsce i 7,2 pkt. Nas interesował jednak skok Piotra Żyły, który wylądował na 133 metrze, choć aby wyprzedzić Ito potrzebował 139 metrów. W związku z bardzo dobrymi warunkami i niską rekompensatą zajął po swojej próbie 8. lokatę, a do zakończenia pozostało przecież siedmiu sportowców.

Daiki Ito został dopiero pokonany przez swojego rodaka, a zarazem prowadzącego w klasyfikacji Pucharu Świata i Turnieju Czterech Skoczni – Ryoyu Kobayashiego. Ten poszybował na 141 metr, czym nie przekreślił swoich szans w walce o szóste z rzędu zwycięstwo w niemiecko-austriackich zmaganiach. Nota Kobayashiego wyniosła 282,1 pkt.

W tym momencie do końca środowej rywalizacji pozostało trzech sportowców. Najpierw w dół ruszył wicelider PŚ – Karl Geiger, który dołożył Kobayashiemu dodatkowe pół metra, co pozwoliło mu wskoczyć na czoło tabeli z przewagą 2,9 pkt nad Japończykiem.

Naszą uwagę przykuł z kolei Dawid Kubacki. Wirtualny wicelider Turnieju Czterech Skoczni uzyskał natomiast pół metra bliżej od Kobayashiego, lecz skakał w znacznie gorszych warunkach, co dało mu 2. pozycję ze stratą zaledwie 1 punktu do Geigera. Tym samym Polak był pewny kolejnego w swojej karierze podium w Garmisch-Partenkirchen. 1 stycznia 2019 roku Kubacki był bowiem 3., co powtórzyło w 2020 roku. 136 metrów uzyskał bowiem Marius Lindvik, co przy bezpiecznej przewadze po pierwszym skoku pozwoliło mu wygrać z łączną notą 289,8 pkt.

Czołową piątkę uzupełnił Ryoyu Kobayashi i Daiki Ito. Na 15. pozycji noworoczny konkursu kończył Piotr Żyła, zaś Kamil Stoch zajął 19. miejsce.