Tomáš Vančura: “Dochodziło do tego, że nie byłem w stanie usiąść na belce”

tomas vancura

Czeskie skoki narciarskie od lat przeżywają poważny kryzys. Jedynie Roman Koudelka regularnie punktuje w Pucharze Świata, brakuje także zawodników osiągających dobre wyniki w zawodach drugo- i trzecioligowych. Nadzieją dla Czechów był Tomáš Vančura skoczek, który wyjątkowo dobrze radził sobie na skoczniach mamucich. Nadzieje te zostały dość szybko rozwiane, gdy Vančura mając zaledwie 23 lata, ogłosił koniec kariery.

Tomáš Vančura swój pierwszy skok na obiektach do lotów zaliczył w 2016 roku, trenując pod okiem Michala Doležala. Podczas zawodów Pucharu Świata w Kulm czeski zawodnik poszybował na odległość 215 metrów. – Cały wieczór przed skokiem się denerwowałem i myślałem jak sobie poradzić następnego dnia – wspomina po latach były skoczek.

Po udanym debiucie na skoczni mamuciej Czech przyznaje, że długo nie mógł się przyzwyczaić do tak dalekich lotów. – Podczas takiego skoku można poczuć siłę wiatru, a narty bardzo mocno „dociskają” do zawodnika. Pamiętam, że długo nie byłem przyzwyczajony do lotów, ale mocno pracowałem i w kolejnych latach było lepiej – szczerze przyznaje w wywiadzie dla Ispont.cz.

Efekty ciężkiej pracy można było zaobserwować już kilka tygodni później, podczas zawodów w Planicy. Na słynnej Letalnicy Tomáš Vančura poprawił swój rekord, lądując na 225. metrze.

200-metrowe skoki według wielu skoczków dają najwięcej satysfakcji. Są także najniebezpieczniejsze z nich, o czym boleśnie się przekonał młody Czech. W lutym 2019 roku zaliczył bardzo poważnie wyglądający upadek podczas zawodów w Oberstdorfie. Czeski skoczek popełnił błąd przy wyjściu z progu i nie był w stanie bezpiecznie wylądować skoku. Z ogromną siłą uderzył w bulę i zsunął się po zeskoku. Na szczęście bardzo szybko wstał i poza kilkoma stłuczeniami nie odniósł poważniejszych obrażeń. – W kwalifikacjach skoczyłem dobrze, zająłem 6. miejsce. Wykonaliśmy jednak 5 skoków i pojawiło się zmęczenie. Podczas zawodów popełniłem błąd. Cieszę się, że nic mi się wtedy nie stało – tłumaczy sam zawodnik.

 Vančura nie pojawił się podczas inauguracji sezonu 2019/2020 w Wiśle. Zabrakło go także podczas odbywających się tydzień później, zawodów w Finlandii. 6 grudnia ogłosił, że kończy karierę skoczka. Powodem jego decyzji były powracające problemy zdrowotne, które uniemożliwiły odpowiedni trening. – Gdy miałem 16 lat zdiagnozowano u mnie dyskopatię lędźwiową. Ćwiczyłem jednak normalnie, miałem również rehabilitację. Gdy miałem 18 lat przeszedłem z kombinacji norweskiej na skoki, plecy mnie nie bolały przez 2 lata i mogłem się dalej rozwijać – wyjaśnia zawodnik. Po dwóch latach pojawił się jednak ból pleców, z którym zawodnik starał się walczyć. – Przez kolejne 2 lata miałem okresy 3 miesięcy, kiedy wszystko było dobrze, a po nich 3 następne miesiące, kiedy ból nie pozwalał mi trenować. Lekarze zabronili mi ćwiczeń ze sztangą. Czasami dochodziło do tego, że nie byłem w stanie poprawnie usiąść na belce, a od tego momentu zależy już czy skok wyjdzie.

Młody Czech ostatecznie musiał pożegnać się z karierą skoczka narciarskiego, co nie oznacza jednak pożegnania ze sportem. Vančura objął rolę asystenta kadry juniorskiej w kombinacji norweskiej, dyscypliny, którą uprawiał zanim rozpoczął przygodę z skokami. – Próbowałem już wcześniej. Towarzyszyłem Martinowi Zeman (trener kadry juniorskiej – red.) podczas obozu treningowego. Pomyślałem, że spróbuję im pomóc, wskazać kierunek – wyjaśnia były skoczek.

Tomáš Vančura bardzo szybko musiał się pożegnać ze światem skoków narciarskich. Dobrze zapowiadający się lotnik odwiesił narty w wieku, kiedy inni zawodnicy zaczynają osiągać najlepsze wyniki. Decyzja ta, jak sam zawodnik przyznaje, nie była łatwa, ale jak sam zawodnik przyznał, aby móc cieszyć się skokami, musi być do nich dobrze przygotowany, a w jego przypadku stało się to niemożliwe.