Trener o wypadku Lundby: “Zrobiło mi się zimno. Myślałem, że nie żyje”

maren lundby

Od połowy listopada norweskie zawodniczki często występują w mediach. Wszystko za sprawą niezwykłej popularności, którą wśród kibiców zdobyła Maren Lundby. Podczas spotkania w siedzibie LO – sponsora kadry – trener po raz pierwszy podzielił się uczuciami, które towarzyszyły mu podczas sierpniowego wypadku zawodniczki.

Mieliśmy zwykły trening. Stałem, jak zwykle na stanowisku trenera. Nagle usłyszałem krzyki – wspomina w rozmowie z norweskim Dagbladet Jermund Lunder. – Zobaczyłem, że ktoś zjeżdża z rozbiegu. Uświadomiłem sobie, że to Maren. […] Myślałem, że zatrzyma się przed progiem, ale tak się nie stało. Ześlizgnęła się z krawędzi i wylądowała na betonowym fundamencie.

Zobacz też: Kolejny wypadek Maren Lundby

Uderzyła twarzą o beton. Zrobiło mi się naprawdę zimno. Myślałem, że nie żyje. Biegliśmy tylko po to, by sprawdzić rozmiar szkód, które mogła sobie wyrządzić. – Trener dodał też, że najprawdopodobniej zawodniczkę uratował kask. Od krawędzi najazdu do betonowego fundamentu jest 2,60 metra. – Zauważyliśmy, że się porusza. Wiedziałem, że nie było dobrze. Nie wiedziałem czy tylko zemdlała, czy ma krwotok do mózgu. […] Upadłem kiedyś na skoczni, ale to najgorsze co kiedykolwiek widziałem. Po raz pierwszy czułem lęk przed śmiercią – komentuje upadek Lundby Jermund Lunder.

Wypadek miał miejsce w Lillehammer, w sierpniu. W jego wyniku, Maren Lundby musiała zrezygnować z treningów oraz występu na LGP w Czechach. Trener nie martwi się o przyszłość Norweżki. – Dobrze radzi sobie z presją. Jest silna i ma dużą pewność siebie – puentuje Lunder.

na zdjęciu: Maren Lundby || Anna Nagel, www.skijumper.pl
źródło: Dagbladet