Upadek, wiatr, Maska i rekord – Willingen 2005

Janne Ahonen, Wisła 2017 (historia Willingen 2005)

Sezon 2004/2005 rozgrywał się wokół jednego człowieka – Janne Ahonena. Maska w pierwszych dwunastu konkursach triumfował dziesięciokrotnie, zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, a gdy nie wygrywał, to zajmował drugie miejsce. W Willingen również brylował, lecz rywalizacja na skoczni Muhlenkopfschanze zapamiętana została raczej z powodu innych czynników.

W Hesji panowała nadzwyczaj łagodna zima. W kilku poprzednich sezonach dookoła Muhlenkopfschanze było biało, zaś tym razem poza skocznią próżno było szukać choćby grama białego puchu. Oprócz niedoborów śniegu, organizatorzy musieli jeszcze mierzyć się z opadami deszczu i porywistym wiatrem, który, jak miało się okazać, wypaczy rywalizację.

Zawody w Willingen nie miały zbyt mocnej obsady. Z powodu rozgrywania tuż po dopiero co zakończonym Turnieju Czterech Skoczni, część zawodników odpuściła rywalizację. Na liście startowej znalazły się nazwiska 60 zawodników, wśród których było czterech Polaków: Adam Małysz, Stefan Hula, Robert Mateja i Łukasz Rutkowski. Polscy kibice liczyli na dobry występ Orła z Wisły. Małysz po nieudanym początku sezonu pozbierał się i wygrał konkurs w Harrachovie, rywalizację w Obserstdorfie zakończył na trzecim, zaś w Innsbrucku – na drugim miejscu. Pewne, aczkolwiek mniejsze nadzieje wiązano również z występem czwórki w konkursie drużynowym.

Trudne warunki dały się we znaki już w piątek. Seria treningowa najpierw była przesuwana, potem pomiędzy zawodnikami występowały długie przerwy czasowe. Ostatecznie, po kilkunastu skokach zawodnicy mogli udać się do hotelu, zaś kibice – do domów. Najdłuższy skok oddał Johan Erikson (129 m). Skoki oddało dwóch Polaków: Stefan Hula (95,5 m) oraz Mateusz Rutkowski (123,5 m). Trening postanowiono rozegrać tuż przed zawodami drużynowymi, zaś kwalifikacje przełożono na niedzielę.

Warunki w sobotę nie były idealne, ale lepsze niż dzień wcześniej. Do rywalizacji drużyn zgłoszonych zostało 11 reprezentacji. Tuż przed głównym konkursem rozegrano serię treningową, w której najlepszy był Adam Małysz. 149,5 metra było rezultatem o 4,5 metra lepszym od drugiego Dmitrija Wassiljewa i 5 metrów od Janne Ahonena. Zawiedli pozostali Polacy: Mateusz Rutkowski osiągnął 112 metrów, Robert Mateja 113,5 a Stefan Hula zaledwie 94,5 metra.

O godzinie 16:50, a więc z półgodzinnym opóźnieniem rozegrano pierwszą (jak się miało okazać, jedyną) ocenianą serię. Od razu błysnął reprezentant Rosji, Ildar Fatkulin. Podopieczny Wolfganga Steierta osiągnął 138 metrów, co po pierwszej grupie dawało drugie miejsce. Zawiódł Robert Mateja – jego skok można było raczej określić mianem rozpaczliwego ratowania się przed upadkiem – 95 metrów pozwalało Polakom wyprzedzić jedynie ekipę Kazachstanu.

Warunki na skoczni nadal były trudne, o czym świadczą nieudane próby Stefana Huli (95 m), Martina Hoellwartha (113 m), Roara Ljokelsoeya (75 m) czy Adama Małysza (121,5 m). Rywalizacja na skoczni przebiegała jednak dramatycznie. Najboleśniej odczuł to Alexander Herr – reprezentant gospodarzy wykorzystał doskonałe warunki i poszybował na 147 metrów. Musiał jednak ratować się przed upadkiem, do którego niestety doszło. Zawodnik uderzył wewnętrzną częścią kolana o twardy zeskok i nabawił się kontuzji. Nie zawiódł Janne Ahonen (145,5 metra), Andreas Widhoelzl (139,5 m), Daiki Ito (138 m) czy Thomas Morgenstern (137 m).

Ostatecznie konkurs padł łupem Niemców, pomimo upadku Herra. Drugie miejsce zajęli Finowie, za sprawą nieudanego skoku Tamiego Kiuru (113,5 m). Podium uzupełnili Austriacy, zawiedzeni po nieudanych skokach Wolfganga Loitzla (117 m) czy wspomnianego wcześniej Hoellwartha.

Doskonałe czwarte miejsce zajęli Rosjanie. Wolfgang Steiert, który liczył na objęcie posady głównego trenera reprezentacji Niemiec po odejściu Reinharda Hessa chciał udowodnić, iż wybór ten był błędny a wyniki jego podopiecznych tylko to potwierdziły. Dalsze miejsca zajęły ekipy Japonii, Czech, Szwajcarii i Słowenii.

Tragiczny wynik zanotowali Polacy, wśród których próżno było szukać choćby jednego poprawnego skoku. Usprawiedliwić można było jedynie Adama Małysza, który trafił na złe warunki wietrzne. I tak podopieczni Heinza Kuttina zajęli przedostatnie, 10. miejsce, ze zwycięskimi Niemcami przegrywając różnicą aż 226,1 punktu. Strata do ósmych Słoweńców wyniosła 87,2 punktu, więc o zdobyciu oczek do Pucharu Narodów można było jedynie pomarzyć.

Warunki w niedzielę były o wiele lepsze, toteż można było oczekiwać spokojniejszego konkursu. Najpierw rozegrano kwalifikacje, w których błysnął Szwajcar, Andreas Kuettel (146 m). Denis Korniłow (147,5 m) zajął drugie miejsce, zaś Jakub Janda (145,5 m) trzecie. Wymieniona trójka odskoczyła reszcie rywali na przeszło 10 punktów. Awans do konkursu wywalczyło dwóch Polaków: jedenasty Adam Małysz (134 m) i dwunasty Robert Mateja (131 m). Zawiedli za to Mateusz Rutkowski (107,5 m, 51. pozycja) i Stefan Hula (91 m, 55. miejsce). Od wymienionej dwójki lepsi byli choćby trzej reprezentanci Kazachstanu, Estończyk Jaan Juris czy Białorusin Maksim Anisimow. Był to również pierwszy moment, gdy w stronę Heinza Kuttina zaczęły płynąć pomruki niezadowolenia ze strony dziennikarzy i kibiców.

Na skoczni zrobiło się ciemno, gdy rywalizacja rozgorzała na dobre. Tym razem, organizatorzy dość ostrożnie podeszli do ustalenia długości najazdu. Tym razem, na półmetku żaden ze skoczków nie przekroczył bariery 140 metrów. Najbliżej tego byli Daiki Ito (139 m), Martin Hoellwarth i Michael Uhrmann (obaj po 137 m) czy Andreas Kuettel (136,5 m). Awans do drugiej serii wywalczył Adam Małysz, który był trzynasty po skoku na 126,5 metra. na 36. pozycji rywalizację zakończył Robert Mateja (111 metrów).

Pierwsza seria była jednak preludium do tego, co tylko miało nadejść. Większość zawodników oddało dłuższe skoki, nierzadko po kilkanaście metrów. Najwięcej zyskał jednak Janne Ahonen. Maska nienagannie wyszedł z progu, przyjął optymalną sylwetkę i znacznie przekroczył linię HS, usytuowaną na 145. metrze. Pomimo tego, skok zakończył markowanym telemarkiem. Kibice musieli dość długo czekać na pomiar odległości. Ostatecznie, Finowi zmierzono aż 155,5 metra! Z niewiadomych przyczyn zrobiono potem korektę, ucinając jego odległość aż o 3,5 metra. Ten wynik pozostaje jednak do dziś rekordem obiektu (wspólnie z Jurijem Tepesem). Kibice nadal spierają się, który pomiar był prawidłowy.

Taki rezultat pozwolił Ahonenowi osiągnąć jedenaste zwycięstwo w sezonie. Drugie miejsce wywalczył zwycięzca z Bischofschofen, Martin Hoellwarth (146,5 m), zaś trzecie – Andreas Kuettel (141 m).

Adam Małysz (133 m) awansował z 13. na 9. lokatę. Po konkursie jednak w dość krytycznych słowach odniósł się do konkursów: Uważam, że konkursy powinny być odwołane a nie przeprowadzone w takich warunkach. Jedni mieli wiatr pod narty, inni z tyłu a jeszcze inni dostawali mocne podmuchy z boku. O jakiejkolwiek walce nie mogło być mowy. 

Co do powiedzenia miał Heinz Kuttin? – Oczywiście czuję presję, bo każdy w Polsce od Adama oczekuje zwycięstw, zwycięstw i tylko zwycięstw. W tym sezonie to jednak Janne Ahonen wygrywa konkurs za konkursem. My z Adamem postawiliśmy sobie na ten sezon pewne cele i na razie wszystkie one są realizowane. Odniósł się również do sytuacji w Polskim Związku Narciarskim: – W PZN usłyszałem: Niczego nie zmieniamy, dobrze jest, jak jest. Ja na to, że nie jest dobrze bo komplikuje mi to sprawy. Ostrzegłem działaczy, że na złą organizację poskarżę się mediom. Usłyszałem: A mów Pan, co chcesz. W cierpkich słowach wypowiedział się również w kontekście młodych polskich skoczków: – Jestem totalnie rozczarowany i sfrustrowany. Łukasz Kruczek pracuje dniami i nocami, poświęca nawet wiele prywatnego czasu. Mam jednak wrażenie, że niektórzy zawodnicy nie angażują się w trening w stu procentach.

Po konkursach w Willingen, skoczkowie mieli odrobinę przerwy przed pierwszymi w sezonie lotami w Tauplitz – Bad Mitterndorf. Tymczasem, fantastyczna atmosfera i dobra organizacja konkursów sprawiła, że Willingen stało się pewnym punktem w kalendarzu Pucharu Świata.

Na zdjęciu: Janne Ahonen