Weekend na skoczni #14 – niespodzianki wiślane

PŚ Wisła 2019

Weekend na skoczni w Wiśle minął pod znakiem niespodzianek. Niewielu kibiców spodziewało się eksplozji formy Jewgienija Klimowa czy Stephana Leyhe. Dla Polaków to jedna z najlepszych inauguracji w historii. 

W miniony weekend oczy wszystkich fanów skoków narciarskich były zwrócone na skocznię imienia Adama Małysza. W Wiśle rozpoczął się sezon 2018/2019. Czego dowiedzieliśmy się po pierwszych zawodach Pucharu Świata? Na pewno tego, że będzie zupełnie inny niż poprzedni.

Głównym bohaterem weekendu był Jewgienij Klimow. Rosjanin wygrał konkurs indywidualny, nie dając złudzeń rywalom. Dla zwycięzcy tegorocznej Letniej Grand Prix było to pierwsze zwycięstwo w karierze. Co ciekawe, w historii Pucharu Świata był to pierwszy triumf skoczka z Rosji – nawet wliczając ZSRR! Od tego sezonu Rosjanie mają nowego szkoleniowca – Jewgienija Plechowa. Współpraca z byłym rosyjskim skoczkiem może być jedną z przyczyn niesamowitej dyspozycji Klimowa.

Bohaterów w Wiśle było jednak zdecydowanie więcej. Świetny weekend ma za sobą Stephan Leyhe. Solidny, niemiecki kadrowicz z poprzedniego sezonu może stać się w najbliższym czasie liderem swojej reprezentacji. W Wiśle pokazał wysoką formę i kilkukrotnie postraszył Klimowa. Leyhe jest znany ze świetnego stylu lotu i pięknych lądowań. Gdyby potwierdził swoją dobrą dyspozycję w kolejnych występach, z pewnością będzie groźnym rywalem dla Kamila Stocha. W Wiśle zdołał wywalczyć drugie miejsce! Dla Leyhe jest to najlepszy wynik w karierze i pierwsze podium w historii startów w Pucharze Świata.

Kamil jest trzecim z bohaterów, którego nie sposób pominąć, w podsumowaniu wydarzeń wiślańskich. Kamil Stoch w tym roku, jak i w poprzednim, udowodnił, że może zaprezentować wysoką formę od samego startu. W Wiśle nie było jednak stabilnie. Mało brakowało, a Stocha zabrakłoby w niedzielnym konkursie. W piątkowych kwalifikacjach musiał walczyć z niezmiernie trudnymi warunkami wietrznymi. Ostatecznie skok na 111 m dał mu 48 pozycję. W konkursie drużynowym, dzień później, skoczek klubu Eve-Nement pokazał klasę w ostatniej próbie gwarantując polskiej drużynie wygranie konkursu. Indywidualnie Kamil był w sobotę najlepszy. W niedzielę niestety nie miał szczęścia. Po drugim skoku zachwiał lądowanie, co sprawiło, że sędziowie odjęli mu punkty. Do podium zabrakło zaledwie 0,3 pkt.

Trzeci w konkursie indywidualnym był Ryoyu Kobayashi. Japoński skoczek przez cały weekend miał problemy z lądowaniem na twardym zeskoku skoczni w Wiśle-Malince, co groziło upadkiem. Dla 22-latka niebezpieczeństwo było podwójne, bo kilka tygodni temu oszczędzał kontuzjowane kolano. Na szczęście nic złego Kobayashiemu się nie przydarzyło. Co więcej, pierwszy raz w karierze wywalczył podium! Ryoyu jest autorem najdłuższego skoku tego weekendu. W Wiśle poszybował na odległość 137,5 m, ale przy lądowaniu podparł się ręką.

Świetny weekend – pomimo nienajlepszych konkursów drużynowych – zanotowali również Antti Aalto oraz Timi Zajc. Aalto jest największą nadzieją fińskich skoków na powrót do świetności. W niedzielnym konkursie zdołał zająć 7 miejsce, co jest najlepszym osiągnięciem reprezentantów Kraju Tysiąca Jezior od 2015 roku. Timi Zajc uplasował się indywidualnie na 5 pozycji. 18-letni skoczek pokazał dobrą formę pośród kryzysu pozostałych Słoweńców. W sobotniej drużynówce Gorazd Bertoncelj postawił na młody i niedoświadczony skład, który zdołał wywalczyć tylko 7 miejsce.

Co najbardziej nie spodobało nam się w Wiśle? Z pewnością zeskok! Organizatorzy, komentatorzy i działacze zapewniali, że skocznia jest przygotowana idealnie, a w rywalizacji zanotowano aż siedem upadków. Kilku skoczków miało również problemy z opuszczeniem przeciwstoku. Podczas lądowania kłopoty mieli doświadczeni zawodnicy np. Taku Takeuchi czy Simon Ammann. Rosjanin Dmitrij Wassiliew opuścił niedzielne zawody, aby odpocząć przed zawodami na bardziej przyjaznych skoczniach. Organizacja weekendu w Wiśle bez zastrzeżeń, ale czy konieczne jest rozgrywanie inauguracji w kraju, w którym nie ma realnej szansy na naturalne naśnieżenie stoku?

Norwegowie nie zaliczą weekendu w Wiśle do udanych. W konkursie drużynowym uplasowali się na 10 miejscu. Powodem była dyskwalifikacja Roberta Johanssona. Nota “sympatycznego wąsacza z Norwegii” nie liczyła się w zawodach, ponieważ kombinezon o 1 cm przekroczył dopuszczalny obwód w pasie. W niedzielnym konkursie Norwegowie również nie spisali się najlepiej. Do drugiej serii awansowało tylko trzech. Poza trzydziestką znaleźli się Andreas Stjernen i Daniel Andre Tande. Póki co nie można mówić o kryzysie, jednak należy zaznaczyć, że jest to niecodzienna sytuacja w drużynie norweskiej.

W klasyfikacji Pucharu Narodów na prowadzeniu Polska, minimalnie wyprzedzająca Niemców. Podium uzupełnia Austria.

MiejsceKrajPunkty
1Polska854
2Niemcy830
3Japonia560
4Austria445
5Słowenia383
6Rosja255
7Szwajcaria219
8Norwegia 194
9Czechy119
10Bułgaria40
11Finlandia38
12Estonia12
13Kanada4
14Włochy3

W przyszły weekend Puchar Świata zawita do Ruki. Nieopodal domu świętego Mikołaja, na skoczni o rozmiarze 142 m, koszulki lidera PŚ bronić będzie Jewgienij Klimow. Z pewnością o końcowych wynikach zadecyduje wiatr, który na skoczni w Kuusamo bywa silny. Czy Antti Aalto potwierdzi świetną dyspozycję “u siebie”? Jak spiszą się Polacy? Odpowiedzi już w najbliższy weekend!

fot. Wojciech Danielewski|SkiJumper.pl (Skocznia w Wiśle, 17.11.2018 r.)
Weekend na skoczni to cykl podsumowań wydarzeń ze świata skoków narciarskich. Ukazuje się co tydzień na portalu 
SkiJumper. Wszystkie informacje przekazywane w tekstach są indywidualnymi przemyśleniami autora.