Weekend na skoczni #20 – Wielki Ryoyu

tcs

Turniej Czterech Skoczni to jedna z najbardziej prestiżowych imprez w narciarstwie klasycznym. Ogromną liczba widzów, niezwykły prestiż i duże pieniądze przez lata motywowały najlepszych do walki o Złotego Orła. W tegorocznej edycji królem Turnieju Czterech Skoczni został Ryoyu Kobayashi, który z czterema wygranymi konkursami dołączył do elitarnego grona.

W minionym tygodniu rozegrano trzy konkursy Pucharu Świata, zaliczane do Turnieju Czterech Skoczni, oraz dwa konkursy Pucharu Kontynentalnego. W zmaganiach łącznie wzięło udział dwunastu Polaków. Siedmiu startowało w Turnieju Czterech Skoczni, natomiast piątka swoich sił próbowała w Klingenthal.

Kolejny tydzień na skoczniach przeminął pod znakiem dominacji Ryoyu Kobayashiego. Co prawda konkursy w Garmisch-Partenkirchen oraz w Bischofshofen utwierdziły w przekonaniu, że da się Japończyka zatrzymać, ale konkurs w Innsbrucku to bezwzględna deklasacja. Z pewnością Ryoyu jest jednym z wielkich dominatorów w skokach narciarskich i już teraz zapisał się w historii. 8 wygranych w 11 startach to niesamowity wynik. Do końca Pucharu Świata zostało jeszcze 17 konkursów, ale już teraz można powiedzieć, że Kobayashi jest głównym faworytem do wygrania Kryształowej Kuli.

Szanse na powstrzymanie japońskiego skoczka miał Markus Eisenbichler. Po dwóch konkursach tracił mniej niż 1 pkt do ośmiokrotnego triumfatora zawodów PŚ. Niezwykle ekspresyjny reprezentant Niemiec zaprzepaścił jednak szanse na wygranie Turnieju w Innsbrucku. Bardzo równą, wysoką dyspozycję zademonstrował również rodak Eisenbichlera Stephan Leyhe. W obecnym sezonie Leyhe jest najbardziej solidnym skoczkiem niemieckim. W Turnieju Czterech Skoczni zdołał uplasować się na trzeciej pozycji.

Zobacz też: Końcowa klasyfikacja 67. Turnieju Czterech Skoczni

Z Polaków najlepiej zaprezentował się Dawid Kubacki, który ukończył zmagania na 4. pozycji. Przed Turniejem w roli lidera kadry przedstawiano Kamila Stocha, a niekiedy Piotra Żyłę, jednak zarówno Mistrz Olimpijski jak i wicelider Pucharu Świata nieco obniżyli loty i w Turnieju Czterech Skoczni spisali się poniżej oczekiwań. Miło jest napisać, że dla Kamila Stocha szósta lokata w tak wymagającym cyklu to występ poniżej oczekiwań. Życzyłbym Polsce takich mistrzów również w innych dyscyplinach.

W Turnieju Czterech Skoczni formą błysnęli Stefan Kraft, Roman Koudelka, Andreas Stjernen i Killian Peier. Austriak poprawił swoją dyspozycję i gdyby nie potknięcie w Garmisch-Partenkirchen stałby na podium niemiecko-austriackich zmagań. Roman Koudelka podczas cyklu przypomniał sobie sezon 2014/2015, kiedy to należał do ścisłej czołówki PŚ, a na Mistrzostwach Świata w Falun otarł się o podium. Ostatecznie Czech został sklasyfikowany na 5 miejscu, co jest wyrównaniem najlepszego wyniku w karierze popularnego “Koudiego”. Na pochwałę zasłużył Norweg Andreas Stjernen. Początek sezonu dla Stjernena był bardzo trudny, przez kilka kolejnych konkursów nie potrafił zakwalifikować się do drugiej serii. W Turnieju Czterech Skoczni nieoczekiwanie wyrósł na lidera norweskiej kadry i rywalizował z najlepszymi skoczkami. Świetną dyspozycję w TCS pokazał także “Król Lata” Killian Peier. Dla Szwajcara był to najlepszy okres w karierze, ale sezon jeszcze się nie kończy i być może o Peierze będzie jeszcze głośno.

Ujemne oceny za Turniej Czterech Skoczni należą się Maciejowi Kotowi, Aleksandrowi Zniszczołowi i Stefanowi Huli. Trójka polskich skoczków nie wygrywała rywalizacji w parach (bez jednego wyjątku Huli), a niekiedy nawet nie kwalifikowała się do konkursów.  Nieoficjalnie wiadomo, że do Predazzo nie pojedzie Aleksander Zniszczoł, ale prawdopodobnie bardziej przydałaby się przerwa od skoków Maćkowi Kotowi. Podczas TCS kryzys przeżywał również Piotr Żyła. W przypadku Wiślanina jednak kryzysem są miejsca w drugiej dziesiątce, dlatego na ocenę formy wicelidera Pucharu Świata musimy poczekać do kolejnych startów.

Zobacz też: Rozmowa redakcyjna SkiJumper.pl po Turnieju Czterech Skoczni

W weekend odbyły się także niezwykle loteryjne zawody Pucharu Kontynentalnego w Klingenthal. Podczas konkursów wiał silny zmienny wiatr od 0,5 m/s w plecy do aż 3 m/s pod narty. Nie można tam mówić o sprawiedliwej rywalizacji, gdyż zdarzały się sytuacje, w których skoczek osiąga 142 metry, a przegrywa z zawodnikiem lądującym na 125,5 m, który najazd rozpoczynał z tej samej belki.

Pomimo niesprawiedliwych warunków rozegrano dwa konkursy i oba mają niezwykłych zwycięzców. Pierwszy niedzielny konkurs (przeniesiony z soboty) wygrał Tilen Bartol. Utalentowany słoweński zawodnik na arenie międzynarodowej rywalizował pierwszy raz po półrocznej rehabilitacji, spowodowanej operacją kolana. W drugich zawodach nie miał tyle szczęścia do warunków i konkurs zakończył na 51. miejscu. Te zmagania wygrał Moritz Baer. Młody niemiecki skoczek po raz pierwszy triumfował w konkursie tzw. drugiej ligi. Baer, spisujący się dobrze na zapleczu elity, ma duże predyspozycje do startowania w Pucharze Świata. Jednak w obecnej sytuacji kadrowej Niemiec mógłby zastąpić jedynie Constantina Schmida.

W konkursach w Klingenthal skakało kilku skoczków znanych z rywalizacji na najwyższym poziomie. Do zawodów “drugiej ligi” po dziewięciu latach powrócił Severin Freund. Dla niemieckiego mistrza były to zawody, w których miał pokazać dawny blask i wrócić do dyspozycji sprzed lat. W Klingenthal Freund zajął 7. i 16. miejsce, co oznacza, że na razie nie może liczyć na powrót do rywalizacji z najlepszymi.

W przyszłym tygodniu Puchar Świata przenosi się do Włoch. Na skoczniach w Predazzo liczymy na wybitne osiągnięcia Polaków. Do rywalizacji powrócą tez Panie. Dwa konkursy Pucharu Świata odbędą się w japońskim Sapporo. Puchar Kontynentalny odbędzie się w Bischofshofen, a FIS Cup w stolicy polskich Tatr – Zakopanem.

Weekend na skoczni to cykl podsumowań wydarzeń ze świata skoków narciarskich. Ukazuje się co tydzień na portalu Skijumper. Wszystkie informacje przekazywane w tekstach są indywidualnymi przemyśleniami autora.