Pierwszy

W ostatnim czasie kibice narzekali na niesprawiedliwe warunki pogodowe w trakcie konkursów Pucharu Świata. W Engelbergu wreszcie miało być stabilnie. Tymczasem konkursy na Gross-Titlis-Schanze ponownie pokazały, że w skokach narciarskich najważniejszym czynnikiem determinującym wynik jest wiatr. Polacy nie powinni narzekać, ponieważ w Klingenthal zajęli pierwsze miejsce w konkursie drużynowym, a w Engelbergu wygrał Kamil Stoch.

Na Vogtland Arena w Klingenthal odbyły się zmagania drużynowe oraz indywidualne. Polacy triumfowali w “drużynówce”, a Ryoyu Kobayashi wygrał zawody indywidualne. Dla Japończyka to pierwszy zwycięstwo w nowym sezonie. Jeśli na tym etapie sezonu można mówić o faworytach do wygrania klasyfikacji końcowej PŚ, to Kobayashi wyrasta na jednego z głównych faworytów. Zawody w Niemczech bardzo dobrze będzie wspominać jeszcze co najmniej trzech skoczków. Marius Lindvik zadebiutował na podium. Trzecie miejsce to nagroda za ciągły progres w swoich skokach. Wygląda na to, że Lindvik zdobywa doświadczenie, aby w kolejnych latach wieść prym w norweskiej kadrze. Do Top30 powróci po dłuższej przerwie Antti Aalto i Klemens Murańka. Fin zdobył pierwsze punkty w tym sezonie, a Polak zameldował się w drugiej serii po trzech latach. Norwegia nie będzie miło wspominać weekendu w Klingenthal. Daniel Andre Tande stracił żółty plastron lidera PŚ, a Thomas Aasen Markeng upadł i doznał poważnej kontuzji. Jedynym pozytywnym akcentem było podium dla Lindvika.

W Engelbergu organizatorzy zdołali rozegrać oba konkursy indywidualne PŚ. Udało się, chociaż łatwo nie było. Zwłaszcza w niedzielę wiatr  przeszkadzał w organizacji zawodów. W sobotnich zmaganiach triumfował Kamil Stoch. Mistrz z Zębu odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie. W czołówce znalazł się też Piotr Żyła, który był ósmy. Dwa miejsca za Polakiem uplasował się Pius Paschke, dla którego jest to najlepszy wynik w karierze. Niemcy borykają się z kontuzjami i słabą formą bohaterów poprzednich sezonów. To idealna okazja, aby liderowanie w kadrze przejęli Paschke oraz Constantin Schmid. Pierwsze punkty w tym sezonie w sobotnich zawodach zdobyli także Japończycy Taku Takeuchi, Keiichi Sato, Yuken Iwasa. Skoczkowie z Azji dopiero rozpoczęli tegoroczny cykl, bo wcześniej występowali w Pucharze Kontynentalnym. Do grona punktujących dołączyli także Czesi Roman Koudelka i Viktor Polasek oraz Rosjanin Jewgienij Klimow.

Pierwsza seria konkursowa niedzielnych zawodów najbardziej zademonstrowała wpływ wiatru na skoki. W szerokiej czołówce na półmetku znaleźli się m.in. Mackenzie Boyd-Clowes, Andreas Schuler czy Siergiej Tkaczenko. Ostatecznie triumfował Ryoyu Kobayashi przed Peterem Prevcem i Janem Hoerlem. Słoweniec zajął miejsce na podium po raz pierwszy w tym sezonie, a Austriak jeszcze nigdy wcześniej nie pojawił się w top3 konkursu indywidualnego Pucharu Świata. Największe powody do świętowania mieli Kazachowie. Siergiej Tkaczenko zdobył premierowe punkty w karierze, a co za tym idzie jego rodacy doczekali się pierwszego skoczka od niemal 10 lat, który wystąpił w drugiej serii konkursu PŚ. Rekord życiowy pobił również Andreas Schuler. Szwajcar zajął 26. miejsce.

W Pucharze Kontynentalnym w Ruce znakomicie radzili sobie Japończycy, którzy odnieśli dwa zwycięstwa. W sobotę wygrał Keiichi Sato, a w niedzielę Taku Takeuchi. Skład podium uzupełnił dwukrotnie Clemens Leitner, dla którego były to najlepsze wyniki w karierze. Austriak z pewnością będzie miał okazję zaprezentować swoje umiejętności w Turnieju Czterech Skoczni. Polacy spisali się kiepsko. W obu konkursach punkty zdobyli jedynie Andrzej Stękała (12. i 15.) i Aleksander Zniszczoł (15. i 28.). W niedzielnych zawodach dołączył do nich Paweł Wąsek, który zajął 19. miejsce. Na Rukatunturi po raz pierwszy punkty COC, a tym samym prawo startu w PŚ, zdobył Mico Ahonen, syn utytułowanego Janne Ahonena. W tym sezonie prawdopodobnie będziemy mogli zobaczyć 18-latka w zawodach najwyższej rangi dopiero podczas konkursów w Lahti, na przełomie lutego i marca.

W tym samym czasie najmłodsi skoczkowie rywalizowali w Notodden na inauguracji zimowego Pucharu FIS. Świetnie spisał się Stefan Rainer, który wygrał i zajął drugie miejsce. Niedzielne zmagania wygrał Fabian Seidl. Niespodziewanie na podium sobotnich zawodów znalazł się Ilja Mańkow. 16-letni Rosjanin jest jednym z największych talentów rosyjskich skoków. Tydzień wcześniej uzyskał prawo startu w Pucharze Świata, bo w Vikersund na COC zajął 17. miejsce. Bardzo słabo w Notodden zaprezentowali się Polacy. W obu konkursach tylko jeden z biało-czerwonych zdołał awansować do drugiej serii. W sobotę Kacper Stosel zajął 30. miejsce, a w niedzielę Adam Niżnik był 26.

Nieco lepiej poradzili sobie Polacy w Oberwiesenthal w miniony weekend. Zwłaszcza Niżnik, który w niedzielnych zmaganiach był trzeci po pierwszej serii. Niestety w drugiej serii nie oddał dobrej próby i spadł na 14. miejsce. Jedno miejsce wyżej konkurs zakończył Szymon Jojko, dla którego to rekord życiowy. 18-latek z Istebnej jest jednym z nielicznych polskich skoczków, który zaliczył spory postęp względem poprzedniego sezonu. W Niemczech pierwsze punkty międzynarodowych zawodów w tym sezonie zdobył Tomasz Pilch. Członek Kadry B od dłuższego czasu nie potrafi wrócić do formy z sezonu 2017/2018, kiedy walczył o medal MŚJ. W Oberwiesenthal triumfował drugi z obiecujących 16-latków z Rosji Danił Sadriejew. Wydaje się, że Rosjanie niebawem będą zastępować swoich starszych kolegów w zawodach Pucharu Kontynentalnego, a być może zadebiutują w tym sezonie również w Pucharze Świata.

Pogoda wygrywa z organizatorami konkursów w tym sezonie. Zbyt jesienne warunki spowodowały, że odwołano świąteczne Mistrzostwa Polski oraz poświąteczne zawody Pucharu Kontynentalnego w Engelbergu. Tym samym skoczkowie powrócą do rywalizacji dopiero na Turniej Czterech Skoczni. Pierwsze zmagania zaplanowano na 29 grudnia w Oberstdorfie. Na najbardziej prestiżowym turnieju skoków Polskę reprezentować będą Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Jakub Wolny i Stefan Hula.

na zdjęciu: Kamil Stoch || fot. Anna Nagel, www.skijumper.pl