Zbigniew Wuwer: “Za kilka lat możemy być potęgą skoków kobiet”

Zbigniew Wuwer

20 lipca, na skoczniach w Wiśle Centrum, odbył się konkurs o “Puchar Prezesa Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego”. Jednym z organizatorów był działacz PZN i ŚBZN – Zbigniew Wuwer.

Zbigniew Wuwer jest prezesem klubu WSS Wisła i członkiem zarządu PZN ds. kontaktu z klubami i Okręgowymi Związkami Narciarskimi. Angażuje się także w działalność Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego.

W minioną sobotę, 20 lipca 2019, Zbigniew Wuwer był jednym z organizatorów konkursu dla dzieci i młodzieży o “Puchar Prezesa Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego”. Rozmawialiśmy z nim o sukcesie imprezy, popularności skoków narciarskich wśród najmłodszych oraz rosnącej liczbie dziewcząt, które chciałyby zostać zawodniczkami.

Wśród gości zawodów wymienić można działaczy FIS oraz PZN. Przypomina to sytuację z otwarcia skoczni w Wiśle Centrum. Czy popularność zawodów dla dzieci i młodzieży wzrasta?

Popularność jest i na takich zawodach widzimy jej efekty. 130-140 zawodników bierze udział w konkursie, do tego jest sporo kibiców. To jest coś pięknego. Zainteresowanie jest bardzo duże. Jako WSS Wisła, mamy w klubie 60 podopiecznych. Oczywiście, to jest rotacja. Ktoś się zapisuje i później stwierdza, że ta dyscyplina jest nie dla niego. Liczba 50-60 zawodników się jednak utrzymuje.

Jak zawody dla najmłodszych w Polsce prezentują się na tle pozostałych państw – na przykład Niemiec czy Austrii?

Powiem jedno – nie mamy się czego wstydzić. Szczerze, moim zdaniem jesteśmy chyba najlepsi na świecie.

Jest Pan nie tylko prezesem klubu narciarskiego, ale również działaczem PZN i ŚBZN. Zna Pan sytuację w wielu ośrodkach szkolących dzieci i młodzież. Jak prezentują się statystyki ogólnopolskie wśród najmłodszych. Czy sukcesy naszej kadry doprowadziły do sytuacji podobnej podczas “Małyszomanii”?

Zawsze dochodzi do większego boomu po sukcesach naszej kadry. Mamy sukcesy indywidualne, drużynowe. Dzieci patrzą na zawodników i każdy z nich chciałby być Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim czy Piotrkiem Żyłą. Popularność zależy od sukcesów na najwyższym szczeblu. Jeśli odnosimy sukcesy w Pucharze Świata i na najważniejszych imprezach, to i więcej dzieci chce skakać.

Jak wygląda sytuacja znanych Panu klubów sportowych? Obecni sponsorzy w pełni zaspokajają ich potrzeby?

O sponsorów bardzo trudno, ale są oni obecni. Jak teraz patrzę, to chyba jest coraz lepiej. Do działania przygotowany jest Śląsko-Beskidzki Związek Narciarski, Polski Związek Narciarski. Nam na przykład bardzo pomaga Miasto Wisła i Urząd Marszałkowski. Instytucje widzą, że to jest dobra promocja dla polskiego sportu. Ponadto, jak dziecko oddaje dziennie 5-6 skoków i przebywa na skoczni, to jest to dla jego dobra. Nawet, jeśli nie zostanie skoczkiem w przyszłości, to wyrabia w sobie wiele pozytywnych wartości. Sport uszlachetnia.

Zna Pan młodych, obiecujących skoczków z tej części Polski. Który z nich prezentuje się najlepiej?

Nie wiadomo jak będzie w przyszłości. Zawodnicy, w których pokładamy nadzieje, mogą przestać dobrze skakać. Mamy z czego wybierać. Jestem pewien, że wśród tych zawodników znajdziemy kogoś, kto będzie reprezentował nas w przyszłości. Nie chciałbym jednak wymieniać zawodników z imienia i nazwiska. Niektórzy zaczęli oddawać dobre skoki po kilku miesiącach, inni pokażą się za parę lat. Dla nich to jest naprawdę harówka. Dla wszystkich ważna jest praca, praca i jeszcze raz praca.

Z 60 zawodników, o których Pan wspomniał, ile może dotrwać do kariery seniorskiej?

Chcielibyśmy jak najwięcej. Myślę, że jak dotrwa 8-10 to byłoby super.

Czy zauważył Pan wzrost zainteresowania skokami narciarskimi wśród dziewczynek?

Tak, tak! W najmłodszych grupach, 4-latek i 5-latek, dziewczynki już skaczą. Kiedyś tego nie było. Jak na zawodach, czy treningach pojawiła się chociaż jedna, to nie wiadomo co było. Teraz jak widzimy – mamusie przyprowadzają córeczki na skoki i jest to bardzo duża popularność. Myślę, że skoki narciarskie wśród najmłodszych cieszą się większym zainteresowaniem dziewczynek niż chłopców. Chodzi mi o progres, który nastąpił. Kiedyś w klubie były 2-3. Dzisiaj mamy 15-16.

Dokonaliście Państwo w klubie podziału na sekcje dziewcząt i chłopców?

Oczywiście. Na początku, dla najmłodszych, to jest zabawa. Później, kiedy robi się poważniej, dziewczęta trafiają do Wojtka Tajnera, który jest za nie odpowiedzialny. On jest również asystentem Łukasza Kruczka. Jest to bardzo pozytywne, bo mamy pewną ciągłość. Chcemy wyciągnąć z tych dzieci jak najwięcej, by przekonać do pozostania i spróbowania kariery seniorskiej.

Czy po Mistrzostwach Świata w Seefeld i występie Kingi Rajdy oraz Kamili Karpiel zauważył Pan wzrost zainteresowania wśród dziewcząt? Ten moment był najważniejszym impulsem?

Tak, to było to! Tak jak mówiłem – każdy sukces skoczków, czy skoczkiń niesie ze sobą pewne następstwa. Teraz dziewczyny się pokazały, a Polski Związek Narciarski się do pewnych kwestii przygotował. Myślę, że to kwestia kilku lat i będziemy potęgą skoków kobiet, tak jak jesteśmy silni wśród mężczyzn.

Dziękujemy za rozmowę i do zobaczenia!

Polskie skoczkinie zaprezentują się publiczności w najbliższy weekend, podczas zmagań w niemieckim Hinterzarten. Następnie, kadra Łukasza Kruczka weźmie udział w konkursach FIS Cup w Ljubnie oraz w LPK w Szczyrku.

fot. Zbigniew Wuwer || Emil Bogumił, www.skijumper.pl
Rozmowa i opracowanie: Wojciech Danielewski i Emil Bogumił